Zeszły tydzień obfitował w małe przyjemności - jedzeniowe, kulturalne i rozrywkowe. W końcu znowu się trochę działo a i dobrego jedzenia dzisiaj nie zabraknie - zapraszam! :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywatne. Pokaż wszystkie posty
1 listopada 2016
Harry Potter i wszędobylskie dynie. || Tydzień z Niką #18
Etykiety:
halloween
,
harry potter
,
jedzenie
,
kostiumy
,
koszyki
,
książka
,
książki
,
manekin
,
prywatne
,
przebranie
,
restauracje
,
tydzień z niką
24 października 2016
Starość nie radość || Tydzień z Niką #17
Zeszły tydzień zdominował mi... ból pleców. Czuję się ostatnio jak staruszka, co chwilę mnie coś boli, albo mam katar, albo po prostu chce mi się spać. Teraz zresztą też po prostu zasypiam na siedząco, mimo że jest dopiero dwudziesta :D Przez chwilę myślałam, że nie dam rady już dzisiaj napisać tego postu, ale zebrałam się i serdecznie zapraszam :)
17 października 2016
Nie ufaj tej suce, Warszawski Festiwal Piwa i najpraktyczniejszy mebel świata || Tydzień z Niką #16
Drugi tydzień października to dla mnie dwa ważne wydarzenia: urodziny mojej młodszej siostry i Warszawski Festiwal Piwa :D To wydarzenie zdecydowanie zdominowało ostatni tydzień. Ale jeśli piwko Was nie jara, to czytajcie dalej, też będzie ciekawie :)
Etykiety:
diy
,
festiwal piwa
,
muzyka
,
piwo
,
prywatne
,
serial
,
tydzień z niką
10 października 2016
Wesele, najładniejsze sushi i świetny serial ;) || Tydzień z Niką #15
Po dwutygodniowej przerwie wracam do postów, które chyba lubicie, czyli Tygodni z Niką :) Dzisiaj zdjęć może i mało, ale chcę Wam też coś polecić i zaprosić na kolejne posty w ramach blogowej akcji. Bierzcie ciepłą herbatkę i czytajcie! :)
Etykiety:
aioli
,
koty
,
lovesick
,
piękna jesienią
,
prywatne
,
serial
,
sushi
,
śniadanie
,
tydzień z niką
,
wesele
20 września 2016
Warsaw Beer Week, nowy instagram, konferencja Sense&Body || Tydzień z Niką #14
Etykiety:
empik
,
lakiery do paznokci
,
osiecka
,
prywatne
,
sense and body
,
tydzień z niką
,
warsaw beer week
15 września 2016
Mój tatuaż - ból, cena, pielęgnacja
O tatuażu myślałam praktycznie od zawsze. Pomysłów było wiele, do realizacji długo nie doszło. W końcu w zeszłym roku, przy rozmowie o tatuażach, gdy powiedziałam, że teraz mam fazę na mandalę, moja siostra powiedziała - ogarnij sobie projekt, dostaniesz od nas na urodziny. Do realizacji projekt z małej mandalki na ręku ewoluował w całkiem dużą na plecach i w końcu był prezentem od sporej grupki znajomych. I tak oto od listopada jestem szczęśliwą posiadaczką dziary ;)
Etykiety:
pielęgnacja
,
prywatne
,
skóra
,
tatuaż
4 września 2016
Wakacyjni ulubieńcy
Wakacyjne wyjazdy to okazja do pełnego relaksu. Takiego rodzaju, którego w domu trudno nam doświadczyć - bo a to pranie trzeba rozwiesić, a to kot przebiegnie z piskiem po głowie, bo drugi kot ma usilną potrzebę sprania go po pysku, oczywiście przewracając po drodze świeżo rozwieszone pranie. Na wakacjach mamy pełen luz. W takim luzie fajnie mieć też różnego rodzaju umilacze - chcecie wiedzieć, co pomagało mi w Grecji?
1 września 2016
Kokkino Nero - hotel, ceny, jedzenie, plaże i wszystko, co chcesz wiedzieć :D || Wakacyjny Tydzień z Niką (#11)
Kochani!
Jak zapewne już wszyscy wiecie, o
ile śledzicie mnie na Facebooku lub Instagramie, ostatni tydzień spędziliśmy z
moim mężczyzną na długo wyczekiwanych wakacjach w Grecji. Było ciepło, pięknie
i smacznie. Ciekawi szczegółów? To zapraszam :)
Etykiety:
ceny w kokkino nero
,
grecja
,
kokkino nero
,
kokkino nero atrakcje
,
lifestyle
,
prywatne
,
wakacje
1 sierpnia 2016
Spotkanie ze Springerem, Azjatycki Nocny Market i dwa kociaki w domu :) || Tydzień z Niką #7
Pamiętacie jak tydzień temu pisałam, że nie zawsze dzieje się u mnie tyle rzeczy? No więc w tym tygodniu nie działo się prawie nic :P Cośtam jednak uzbierałam, coś opowiem o fajnych miejscach, ciekawych spotkaniach i rozbrykanych koteckach ;)
Etykiety:
jedzenie
,
koty
,
prywatne
,
tydzień z niką
,
wakacje
18 lipca 2016
100% Craft iiiii w sumie tyle :D || Tydzień z Niką #5
W tym tygodniu relacja będzie tylko z jednego, sobotniego wydarzenia, bo poza tym nie działo się NIC. Pracowałam :P Teraz, tak jak pisałam na fejsie, mam prawie trzy tygodnie wolnego (pracuję na zastępstwo za urlopowiczów i akurat nie jestem potrzebna) i będę się zajmować chillowaniem, serialami, książkami i organizowaniem panieńskiego mojej siostry ;)
O właśnie! Przyjmę wszelkie pro-tipy apropos panieńskiego. W życiu nie byłam, tym bardziej nie organizowałam :D
Tym jedynym wydarzeniem, które było ciekawe był festiwal piwa 100% Craft w Browarze Artezan w Błoniu. Był to fajny, kameralny festiwal - raptem 6 browarów w tym gospodarze. Atmosfera była mega, zwłaszcza dopóki się nie rozpadało i można było piknikować na kocyku :)
Etykiety:
craft
,
festiwal piwa
,
piwo
,
pizza
,
prywatne
,
tydzień z niką
13 lipca 2016
Clarena, obrona i dużo miłości || Tydzień (i trochę) z Niką #4
Cześć!
Nie pisałam nic ostatnio, bo po prostu nie miałam siły :D Ja nie wiem, jak ludzie do robią, że po pracy jeszcze mają siłę na cokolwiek :D No nic, ta praca to tylko zastępstwo urlopowe, pierwszą turę kończę w piątek, będę miała później trzy tygodnie wolnego :) W ostatnim czasie trochę się działo, zapraszam na relację :)
27 czerwca 2016
Kapuściane piwo, bułki Jakubiaka i psotny Kapsel || Tydzień z Niką #3
W tym tygodniu w sumie nie działo się dużo. Tak naprawdę jedynym istotnym wydarzeniem było złożenie pracy magisterskiej w dziekanacie - dzisiaj dostałam termin - 12-sty lipca!
A tak poza tym tooo... Kapsel :D
Rośnie w oczach, naprawdę, mam wrażenie, że za każdym razem jak na niego spojrzę, jest większy :D Oprócz tego ostatnio włączył mu się tryb "paskuda" :D Już nie jest małym, przestraszonym dzidziusiem, tylko ciekawskim zdobywcą, który wszędzie włazi i po drodze różne rzeczy zrzuca i przewraca :D A od ściany do ściany się odbija :D
Etykiety:
prywatne
,
tydzień z niką
20 czerwca 2016
Togi, biret i markety || Tydzień z Niką #2
Cześć!
Poprzedni post tego typu się chyba przyjął, więc lecę z kolejnym ;)
Pierwsza połowa tygodnia mijała mi spokojnie - odpowiedzi od promotora nie było, więc nie przejmowałam się zupełnie niczym, siedziałam w domu, oglądałam seriale i pilnowałam Kapsla. A Kapsel, tak jak niektóre z Was pisały, rośnie jak na drożdżach! Utył już całe 200 gram od ostatniego wpisu :D Coraz więcej umie (na przykład wejść na hamaczek ze zdjęcia - wcześniej nie umiał sam na niego wejść, teraz wskakuje z każdej strony) i przestaje wyglądać jak totalny dzidziusiowy kociak (niestety :D).
Etykiety:
jane the virgin
,
lokal vegan bistro
,
nocny market
,
prywatne
,
tydzień z niką
,
zoo market
14 czerwca 2016
Magisterka, Kot Kapsel i Reebok Fitness Camp || Tydzień z Niką #1
Przetrwałam! Napisałam! Dzisiaj całość pracy poleciała do promotora, mam nadzieję, że już na ostatnie poprawki a potem już tylko drukowanie i obrona. Nie mogę się doczekać, aż będę to miała z głowy i będę się mogła zająć przyjemniejszymi rzeczami :P Choć już teraz czuję niesamowitą ulgę i mogę do Was pisać pijąc zimne piwko i głaszcząc małego kotka - ale o tym później ;)
A jeśli chodzi o przyjemniejsze rzeczy, to w tym tygodniu uczestniczyłam w Reebok Fitness Camp - evencie Reeboka, będącym powiedzmy maratonem zajęć fitnessowych. Polega to mniej więcej na tym, że jest kilka stref - yoga, crossfit, combat i scena główna, w każdej odbywają się zajęcia. Do tego kilka "secret spots" z dodatkowymi atrakcjami. Za każde zaliczone zajęcia i aktywności dostawało się punkty - najlepsi cośtam wygrywali. Całość odbywała się na Skrze, na terenie stały też foodtrucki a nawodnienie zapewniała firma Oshee.
Za wrzucenie takiej foty do social mediów było 5 pkt. Tyle samo co za robienie burpees :D
Koniec końców ja zaliczyłam większość secret spotów - poza burpee challenge, na które się nie porwałam. Wlazłam za to na siatkę, żeby zrobić sobie "selfie", które wyszło cudownie - chciałam Wam pokazać, ale chyba je wywaliłam niechcący robiąc porządki w mailach :P
Byłam na jednych zajęciach jogi - niestety organizatorzy nie pomyśleli o jakimś podwyższeniu dla prowadzącej i nie za bardzo było ją widać. Na koniec zajęć wysiadł jej mikrofon i nie było jej też słychać. Do tego wszystkie sekwencje były bardzo szybkie i zanim ja zdążyłam załapać, co robimy, szła już kolejna asana (czy jak to się nazywa :P) Dlatego z tych zajęć nie byłam super zadowolona. Fajne były za to zajęcia Body Combat - takie cardio oparte głównie na kick boxingu i elementach sztuk walki. Aha, jakby ktoś się pytał, to koszt takiej zabawy to 50 zł. Dostaliśmy pakiety startowe, w których były koszulki (zwykła, cienka bawełna, nie sportowe), shakery, kilka próbek odżywek, supli, chia itp. i kilka zniżek od partnerów.
Zawinęliśmy się jednak dosyć szybko bo... Jechaliśmy po naszego kotka!
Już w drodze dowiedzieliśmy się co prawda, że kotów NIE MA. Przepadły, matka je wzięła, wyniosła, szukali wszędzie. No ale nic, postanowiliśmy i tak pojechać, poszukać, a nuż się znajdą a my się już nie będziemy stresować. Niestety - po godzinie poszukiwań nadal nic. Zrezygnowani i zasmuceni wróciliśmy do domu - poprzedni kotek, którego mieliśmy wziąć, nie dożył tego momentu, dlatego tym razem stresowaliśmy się jeszcze bardziej. Całe szczęście jak tylko weszliśmy do domu dostałam wiadomość, że kociaki się znalazły i następnego dnia mogliśmy odebrać Kapselka <3
Jest największym słodziakiem na świecie i nie wyobrażam sobie tego, że za chwilę będę musiała go zostawiać samego na całe dnie. Póki co zachowuje się jak typowy dzidziuś - na zmianę szaleje i twardo śpi :D Nie wyobrażacie sobie nawet jak przyjemne jest patrzenie na zabawy takiego malucha :D A jeśli chcecie sobie wyobrazić, to zapraszam na snapa, którego kapsel chwilowo przejął - @pannanika . Dawka słodyczy jest tak ogromna, że koniecznie trzeba się nią dzielić :D
Z ciekawostek na dzisiaj jeszcze piosenka, którą ostatnio się zachwycam:
Jest w niej coś naprawdę magicznego.
To chyba wszystko, czym chciałam się z Wami dzisiaj podzielić, wkrótce wracam z wpisami bardziej kosmetycznymi ;) Dajcie znać jak Wam się podoba taki mini przegląd tygodnia - nie jest to oczywiście mój pomysł, bo takie wpisy publikuje wiele blogerek. Myślę, że taki cykl może być fajną formą kontaktu między nami i zastąpić ulubieńców niekosmetycznych - zwykle do momentu, w których ich piszę, zapominam o wielu ważnych rzeczach ^^ To jak? Chcecie?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
kot
,
magisterka
,
prywatne
,
reebok fitness camp
,
sport
,
tydzień z niką
15 maja 2016
Przepis na najlepszy ramen!
Kiedy zimą wybieraliśmy się z moim mężczyzną do jednej z najbardziej znanych restauracji serwujących ramen w Warszawie, naoglądaliśmy się różnych filmików z testami i przepisami. Opowiadano tam o esencjonalnych bulionach z różnorodnymi dodatkami a nam ślinka ciekła po szyi. Jakże było nam smutno, gdy w restauracji dostaliśmy bladą zupkę bez smaku z pływającym po niej smutnym zimnym jajkiem. Mój od razu stwierdził, że rosół, który przygotowałam kilka dni wcześniej w domu był o wiele lepszy, bardziej esencjonalny i bogaty w smaku. A rosół robiłam wtedy pierwszy raz w życiu! :D Bardzo szybko podjęłam decyzję - zrobię ramen sama!
Ale zaraz zaraz! Co to w ogóle jest ramen? Jak wiemy, każdy kraj ma swoje danie typu śmietnik-przegląd lodówki. Włosi mają pizze, Hiszpanie paellę i tak dalej. (mam nadzieję, że teraz za bardzo nie bluźnię xD). No więc Japończycy mają ramen. Jest to zupa typu rosół z makaronem. I w sumie w tym zamyka się definicja, ale smak to dodatki, które mogą być dowolne i bardzo różnorodne. Ramen to japoński fast food i na nim opierają się tzw. zupki chińskie ;)
Pod wpisem z ulubieńcami prosiliście o przepis na tę zupę. Postaram się opisać to jak najlepiej, ale pamiętajcie o tym, że to przepis otwarty - sprawdźcie co macie w lodówce, poprzeglądajcie inne przepisy.
Przepis na ramen
Składniki:
na rosół:
- Mięso (w wersji wege bez) dowolne rosołowe - wołowina, kaczka, kurczak...
- Włoszczyzna
- Cebula
- Czosnek
- Imbir
- Goździki
- Liście laurowe
- Ziele angielskie
- Sos sojowy
- Olej sezamowy (opcjonalnie)
- Pasta miso (opcjonalnie)
- Sól, pieprz i inne ulubione przyprawy rosołowe
- Płatki drożdżowe w wersji wege
dodatki (przykładowe):
- makaron soba (lub inny pasujący)
- boczek
- sezam
- jajko
- cebulka dymka
- papryczka chilli
Zaczynamy!
Przygotowanie Ramenu
Tak naprawdę możecie zacząć od swojego ulubionego przepisu na rosół. Trzeba pamiętać tylko o tym, żeby go porządnie doprawić (niekoniecznie solą i pieprzem!) i dłuuugo gotować. Ja zwykle robię to tak:
1. Na suchej patelni podsmażam obraną cebulę, czosnek i pokrojonego pora. Tym razem gotowanie zaczynał mój mężczyzna i nie dodał pora na tym etapie. Gdy się troszkę przypalą lądują w garnku z mięsem i wodą.
2. Na tym etapie można dodać przyprawy - liście laurowe, ziele angielskie, goździki - dosyć sporo, kilka plasterków świeżego imbiru. To ma się gotować z godzinę.
Jeśli chodzi o mięso, to my tym razem robiliśmy na kurczaku - kupiliśmy wczoraj całego, mój mężczyzna go dzisiaj wyfiletował. Udka i piersi będą się niedługo piekły, a z pozostałych części zrobiliśmy zupę. Robiliśmy już ramen na wołowinie i na kaczce, były smaczniejsze niż kurczakowy, ale sprawdzi się co macie, naprawdę. Nie mówiąc o wersji na samych warzywach, która też jest super.
Wersja wege:
Jeśli robię bulion bez mięsa, to podsmażam wszystkie warzywa pokrojone w plasterki w garnku, w którym będę gotować i gotuję je przez kilka godzin. Wychodzi super esencjonalny, chudy rosół, naprawdę polecam nawet mięsożercom. Do bezmięsnego radzę jednak dodać 1-2 łyżki oliwy, żeby smak miał się w czym osadzić.
3. Po godzinie gotowania samego mięsa z cebulą dodajemy warzywa, mniej lub bardziej pokrojone, to zależy głównie od tego czy chcecie je potem wyciągać. Z warzywami gotujemy jeszcze kilka godzin, minimum dwie, ale im dłużej tym lepiej. WAŻNE: rosół ma ledwo mrugać na małym ogniu, nie bulgotać, bo cały Wam wyparuje!
4. Gdy uznacie, że wywar już wystarczająco przeszedł smakiem warzyw, należy go odcedzić. Można go po prostu przelać przez sitko, ale można też odławiać to co jest w środku. My dzisiaj postanowiliśmy zostawić marchewkę, bo mieliśmy niewiele dodatków.
5. Przychodzi pora na doprawianie i zamienianie rosołu w ramen! Ja robię ramen-miso, ale jeśli poczytacie o poszczególnych wersjach, to niekoniecznie musi to być to. Ja kupiłam 1 kg torebkę pasty miso w azjatyckim sklepie przy Hali Mirowskiej i przepakowałam ją w słoiki. Wystarczy mi na jeszcze naprawdę długo. Podobnie z olejem sezamowym ten jest z Biedronki - używa się go niewiele i wystarczy na długo.
Najpierw dodaję sos sojowy. Mieliśmy kilka opakowań słabego sosu, który dostaliśmy do zamawianego sushi i uznaliśmy, że będzie ok do zupy. Dodałam dwa takie opakowanka. Dolewajcie i próbujcie, bo sos sojowy może być bardzo słony.
Następnie dodałam około dwóch czubatych łyżek pasty miso i łyżkę oleju sezamowego. Serio, tutaj trzeba próbować i sprawdzać na ile Wam smakuje, nie da się podać aptekarskiej receptury. Dorzuciłam też suszone grzyby mun - taka paczka wystarcza na 3-4 razy. Poprzednio dodaliśmy grzyby razem z warzywami i ładniej namiękły, ale ciężko było potem przecedzić zupę tak, żeby ich nie powyławiać.
W wersji wege można dodać jeszcze płatki drożdżowe, żeby osiągnąć pełniejszy smak umami.
6. Zostawiamy zupę jeszcze około 15 minut, żeby się przegryzło i grzyby nasiąkły i zajmujemy się dodatkami. Wstawiamy do gotowania jajka - powinny mieć płynne żółtko, to około 5 minut od zagotowania przy jajku włożonym do zimnej wody.
Gotuję też makaron - ja mam gryczany makaron soba, ten był w biedronce, wcześniej kupowałam go w lidlu. Jest też we wspomnianym azjatyckim sklepie przy Hali Mirowskiej. Ale to naprawdę nie musi być ten makaron, nic się nie stanie ;)
7. Nakładamy! Najpierw kluchy, potem bulion. Na to kładę przekrojone na pół jajko i inne dodatki: podsmażony boczek, sezam, pokrojoną cebulkę dymkę, papryczkę chilli dla mojego mężczyzny - ja nie lubię ostrego ;) Dodajemy też mięso z rosołu, jeśli jest jadalne :P W wersji wege - inne grzyby, fasolkę, groszek cukrowy.
My dzisiaj nie mieliśmy wielu dodatków, dlatego ramen na zdjęciu niżej jest biedny, ten w zdjęciu tytułowym był o wiele ciekawszy :P Ale oba były bardzo smaczne!
Ramen podaje się z łyżką - do rosołu - i pałeczkami - do dodatków. Smacznego!
Oczywiście nie jadłam ramenu w Japonii, nie jestem superszefową kuchni i nie upieram się, że to jest 100% tradycyjny ramen. Ale chyba nie chcemy popadać w paranoję, co? ;)
Taka zupa jest bardzo sycąca i supersmaczna. Jak dla mnie byłaby to idealna potrawa na wesele :D Jeżeli spróbujecie ją przygotować, koniecznie dajcie znać, wyślijcie mi zdjęcie, oznaczcie na instagramie - czekam! :)
To jak, spróbujecie?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
11 lutego 2016
Co u mnie? Ferie, koty, magisterka, pączki, przeprowadzka - update :)
Cześć :)
Ostatnio sporo się u mnie działo, a że
bardzo dawno nie pisałam do Was tak o, o niczym, to postanowiłam dzisiaj trochę
pogadać :)
Moja cudowna bluzka w koty - prawda, że zajebista? :D
Tydzień temu napisałam ostatni egzamin
sesji - w sumie ostatniej w moim życiu, bo w przyszłym semestrze mam już tylko
seminarium i jedno konwersatorium, które musi być ocenione przed sesją. Czekam
jeszcze na dwie oceny, ale myślę, że nie będą złe :) Także
teraz zostało mi napisanie pracy magisterskiej i obrona ^^ Mam plan, żeby
napisać większość jak najszybciej i mieć to z głowy, żeby zacząć szukać pracy
zawodowej – przecież ocipieję siedząc 6 dni w tygodniu w domu. Ale póki co cieszę się feriami :)
Noooo a jeśli mówimy o domu, to z
początkiem roku praktycznie całkowicie wyprowadziłam się od mamy. Nie było to
łatwe, ani technicznie, ani emocjonalnie, ale już się przyzwyczaiłam i teraz
bawię się w perfekcyjną panią domu xD.
Od niedawna do Warszawy wrócił Dunkin Donuts - kupa cukru, ale uwielbiam :)
A co do bloga: chcę pisać więcej, ale nie
na siłę. Także bądźcie cierpliwi, coś się będzie pojawiać ;) Możecie dać znać w
komentarzach jakie tematy interesują Was teraz najbardziej – zobaczymy, co się
da zrobić ;)
22 grudnia 2015
Nasze świąteczne dekoracje :) || Coraz bliżej święta #5
Obiecałam, że jeszcze przed świętami pokaże Wam jak udekorowaliśmy nasze mieszkanie :) Zdjęcia nie są perfekcyjne - trudno złapać odpowiednie światło w małym mieszkaniu, nie mówiąc o zrobienie zdjęcia lampkom :D Mam nadzieję, że mimo to Wam się spodoba i może podłapiecie jeszcze jakieś ostatnie inspiracje :)
Zaczniemy od stołu :) Podkładka jest z Home&You, kosztowała około 10 zł. Tam też kupowałam podkładkę na jesień i mam nadzieję, że wiosną też mnie poratują ;)
Do wazonu z Ikei wrzuciliśmy bombki, przeźroczysty łańcuch i światełka na baterie. Prezentuje się to naprawdę fajnie, a wykonanie było mega proste i niedrogie.
Cukierki Candy Cane znalazłam w Auchanie. Fajnie wyglądają wstawione w słoiczek po jogurcie z Biedronki :)
Gwiazda Betlejemska z Biedronki - jakieś 8-9 zł. Nie martwcie się - już dostała większą osłonkę :)
Gwiazda jest z Ikei - taka kosztuje 29,99. Jest normalnie na kablu z wtyczką i włącznikiem - bardzo wygodna sprawa :)
Śnieżynki na baterie kupiłam w Auchanie - ogólnie jest tam bardzo dobry wybór światełek - zewnętrznych, wewnętrznych i takich na baterie, w dobrych cenach :)
Girlandę zrobiliśmy sami z papieru prezentowego z Ikei - polecam taką wspólną zabawę, satysfakcja z wykonanej ozdoby jest naprawdę duża :)
Wieniec z posta o świątecznym DIY udał się średnio - no cóż, tak to często bywa z projektami znalezionymi na Pintereście :P
Wszystkie elementy razem wyglądają mniej więcej tak :) Brakuje mi choinki, ale trochę świątecznego klimatu mimo wszystko udało się wprowadzić :)
Jak Wam się podoba? Jakie dekoracje macie u siebie? Robicie coś sami?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
boże narodzenie
,
coraz bliżej święta
,
dekoracje
,
diy
,
prywatne
,
święta
8 października 2015
Gdzie zjeść we Wrocławiu? || Przegląd knajp, barów i pubów, które odwiedziłam
Tak jak obiecałam w poprzednim poście z relacją z Wrocławia - dzisiaj zajmę się tym, co pomięłam wczoraj - miejscami, gdzie jedliśmy i piliśmy. Podczas wycieczki nie myślałam o tym, że napiszę taki post, dlatego nie mam zbyt wielu własnych zdjęć z lokali. Wybaczcie! Ale przejdźmy do rzeczy przyjemnych...
Bar Dyskontowy Swojska Chatka
ul. Kazimierza Wielkiego 17
Coś jak bar mleczny. Duży wybór dań typu pierogi, kotlety, zupy. Ale najważniejsze są - ceny. Za dwie osoby nie płaciliśmy więcej niż 20 zł. Zupa to koszt ok. 3 zł, zestaw "obiad wzorcowy" - mielony, ziemniaki surówka - 6,90. Porcja pierogów - dosyć spora, a pierogi bardzo smaczne - 4,90. Jedyny minus - dania leżą za szybą i w momencie podania są już ledwo letnie. Mimo to warto tam zajrzeć, zwłaszcza gdy ma się studencki budżet i potrzebę najedzenia się domową szamką :P
ZZ Top
ul. Kazimierza Wielkiego 25/1A
Zupy i Zapiekanki. Bardzo ciekawy pomysł na bar szybkiej obsługi. Zupy do wyboru były różne, my wzięliśmy czosnkowy bulion z mieloną wołowiną i tagiatelle, był też krem kukurydziany i kilka innych. Raczej nie są to zupy typu rosół czy pomidorowa, ale ponoć też się trafiają - trzeba sprawdzać na ich facebooku. TU możecie zobaczyć aktualne menu i ceny :) Jest dość tanio, za dwie osoby nie powinno przekroczyć 40 zł, ale to zależy od tego, co wybierzecie :) Zapiekanki są różne, od podstawowych po dość wymyślne, zupy tak jak pisałam wcześniej. Nam nie pasowało tylko to, że w naszym czosnkowym bulionie nie było czuć ani grama czosnku, który bardzo lubimy ;)
Bazylia
Kuźnicza 42 (przy UWr)
To ostatnie z takich typowo barowo-tańszych miejsc, o których chcę opowiedzieć. Bazylia to coś w rodzaju stołówki studenckiej, gdzie jedzenie jest na wagę. Płacimy 2,70 za 100 g. Z jednej strony jest to tanio, a z drugiej taka opcja płacenia jest bardzo zdradliwa - nie wiadomo, ile nakładamy, a kusi wszystko. Jedzenie było bardzo nierówne, ale w ogólnym rozrachunku raczej smaczne. Też dobre miejsce na szybki, sycący obiad za niewielkie pieniądze :)
BLT&Flatbreads
Ruska 58/59
Praktycznie na samym rynku. Bardzo obszerne menu - od burgerów, przez pizze, po wrapy i sałatki. Do tego craftowe piwa z nalewaka. My jedliśmy burgery - ja zwykłego cheesa z jajkiem sadzonym, mój mężczyzna bardziej wyszukanego, z wołowiną angus, dynią i awokado. Do tego frytki z sosem majonezowo-czosnkowym (bardzo smacznym!). Wszystko smaczne, ale średnio doprawione. Jakby kucharz się bał, że przesadzi ;) Ceny - za te dwa burgery i dwa piwa wyszło około 70 zł. Na plus działa też wystrój w ciekawej koncepcji:
zdjęcie z portalu zomato.com
Teraz przejdę do miejsc raczej na piwo, niż na obiad ;)
Czupito
Ruska 8
Shotbar. Ale nie taki zwykły. Po piątce dostaniecie tutaj kosmiczne drinki, niektóre płonące, inne z bitą śmietaną, do jeszcze innych dostaniecie marshmallowsa na patyku, do samodzielnego podpieczenia na podpalonym blacie ;)
Szczerze mówiąc, to smak tych drinków nie jest jakiś super zachwycający, ale warto tam pójść dla widowiska, jakie z tego robią barmani. No mega! A taki zestaw 10 shotów jak na zdjęciu - "Dziesięć przykazań" - kosztuje 40 zł :)
Ambasada Wódka Bar
ul. Świętego Mikołaja 8
Magiczne miejsce - sklep typu wszystko po 5 zł. WSZYSTKO. Żołądkowa Gorzka, Finlandia, Johny Walker, Jack Daniels i wiele, wiele innych. Po 5 zł dostaniecie też tatara, śledzia z ziemniakiem, galaretę itp. Wieczorami jest tam full ludzi, ale za takie pieniądze warto się wepchnąć ;)
Targowa craft beer&food
ul. Piaskowa 17
Tu wpadliśmy na piwo, kiedy uciekł nam statek. Ciekawe miejsce z fajnym klimatem, duży wybór craftowych piw z nalewaka, do tego przekąski ale też dania obiadowe.
Paluchy chlebowe z sosami - bardzo smaczne, cieplutkie :)
Pod Latarniami
Ruska 3/4
Tutaj znowu - duży wybór craftowych piw, do tego jakieś przekąski itp. Przyjemnie, blisko rynku, fajny wystrój. Ceny typowe dla takich lokali - piwa od 8 do kilkunastu zł.
Taka ze mnie blogerka, że mam tylko zdjęcie żyrandola...
Browar Stu Mostów
Jana Długosza 2
To miejsce, które opisywałam w poście z relacją z wyjazdu jako to, gdzie zwiedzaliśmy browar. Myślę, że rzadko ma się okazję spróbować piwa z browaru, którego aparaturę widzimy z perspektywy naszego stolika ;) Tutaj też - kilka piw z kija, przekąski, Widziałam też dania obiadowe, ale już w oczko wyższych cenach. Myślę, że to miejsce warte wycieczki na drugą stronę Odry przede wszystkim ze względu na to, że pijemy piwo w miejscu, gdzie jest ono produkowane :)
Czajownia
ul. Białoskórnicza 7
Herbaciarnia - wybór herbat taki, że nie wiadomo na co patrzeć ;) Dość drogo - za czajniczek około 17 zł, ale większość herbat można zalać po kilka razy. Plus - herbaty są prosto od importera, takich nie wypijemy nigdzie indziej. Krępowało nas to, że kelnerkę należy przywołać dzwoneczkiem. Dziwny zwyczaj. Ale miejsce bardzo przyjemne, fajny ogródek z ciurkadełkiem ;)
To już chyba wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy. Jeżeli byliśmy gdzieś indziej, to najwyraźniej nie było to miejsce warte zapamiętania ;) Baaardzo dziękuję koleżance z wizażu, która te wszystkie miejsca nam poleciła <3
Znacie te miejsca? Pod poprzednim postem odezwało się kilka wrocławianek, może polecą coś jeszcze? ;)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)














