Wakacyjne wyjazdy to okazja do pełnego relaksu. Takiego rodzaju, którego w domu trudno nam doświadczyć - bo a to pranie trzeba rozwiesić, a to kot przebiegnie z piskiem po głowie, bo drugi kot ma usilną potrzebę sprania go po pysku, oczywiście przewracając po drodze świeżo rozwieszone pranie. Na wakacjach mamy pełen luz. W takim luzie fajnie mieć też różnego rodzaju umilacze - chcecie wiedzieć, co pomagało mi w Grecji?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubieńcy. Pokaż wszystkie posty
4 września 2016
Wakacyjni ulubieńcy
28 lipca 2016
Ulubieńcy lipca 2016 - Clarena, Revlon, Pixie, Flos lek
Dacie wiarę, że to już połowa wakacji? Ja w to zupełnie nie wierzę :D Dopiero co kończyłam studia, a tu już sierpień! W zeszłym miesiącu się chyba nie wyrobiłam z ulubieńcami, ale w tym będą! Obiecywałam kosmetyczne posty, to są :) Czytajcie!
29 kwietnia 2016
Ulubieńcy Kwietnia 2016 :)
Cześć!
Kolejny miesiąc się kończy i warto go chyba podsumować kosmetycznie, co? W marcu było dużo kolorówki, a teraz tak jak obiecywałam - sama pielęgnacja!
1. Palmer's bust cream
Myślę, że doczeka się szerszej recenzji. W skrócie - pięknie pachnie kakaem, dobrze się rozprowadza, działa tak, jak powinien.
2. Le Petit Marseillais - Nawilżający balsam z masłem karite i akacją
To balsam/płyn do mycia, pisałam o nim skrótowo tutaj, wkrótce pojawi się recenzja całej serii :) W ulubieńcach wylądował akurat ten gagatek z całej czwórki, bo najbardziej odpowiada mi zapachowo :)
3. Nawilżające mleczko Le Petit Marseillais
To już moje kolejne opakowanie. Jak dla mnie to najlepszy balsam do ciała ever. Naprawdę polecam, a o recenzję też się postaram :)
4. Limonkowy Carmex w sztyfcie
Znalazł się w kwietniowym beglossy (psst! jeszcze do jutra możecie skorzystać z kodu promocyjnego na pakiet pudełek - klik!) i od razu mi się spodobał :) Działa jak carmex - czyli dobrze, a pachnie limonką - czyli jeszcze lepiej. Produkt naprawdę wart uwagi, zwłaszcza na lato - fajnie orzeźwia :)
Tyle! Na majówkę się nigdzie nie wybieram, więc na dniach wrzucę ulubieńców niekosmetycznych :) A Wy gdzieś wyjeżdżacie? Jakich ulubieńców zabieracie ze sobą?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
carmex
,
le petit marseillais
,
palmers
,
ulubieńcy
6 kwietnia 2016
Kosmetyczni ulubieńcy marca 2016
W tym roku szczególnie przeraża mnie to, jak szybko mijają kolejne miesiące. Nieuchronnie zbliża się moment, w którym wypadałoby się obronić :D Bardzo nie chciałabym odkładać tego na wrzesień, a praca nie bardzo chce się pisać sama - zupełnie nie wiem czemu! :P No nic, ale nie ma co marudzić, trzeba się po prostu wziąć do roboty.
W tym miesiącu nie mam wielu ulubieńców, a w dodatku jest to sama kolorówka. Pielęgnacyjnie będzie zdecydowanie bardziej w kwietniu :)
Wśród moich ulubieńców znalazł się tusz do rzęs, dwa produkty do ust i dwa do brwi, a w całości jak widzicie przeważa marka essence, do której ostatnio powróciłam.
Jeżeli śledzicie mojego bloga, to wiecie, że bardzo lubię tusze maybelline. Przetestowałam już wiele rodzajów i rzadko kiedy się zawodzę. Po Great Lash jakoś nigdy nie sięgnęłam - taki mały, niepozorny... Aż trafiłam go w Biedronce za 8 zł. I przy kolejnej okazji kupiłam kolejne opakowanie :) Myślę, że nie będę się specjalnie rozpisywać i poświęcę mu wkrótce osobny post :)
Szminkę w płynie w kolorze 06 make a statement mam już od jakiegoś czasu, tutaj możecie obejrzeć swatche i poczytać dokładniejszą recenzję. Niedawno kupiłam sobie kredkę w kolorze 05 soft berry - kolor mi się spodobał, skojarzył mi się ze słynnymi ustami a'la Kylie Jenner :P Powiem Wam, że połączenie tych produktów wygląda genialnie i żałuję, że nie wpadłam na to kilka miesięcy wcześniej, bo byłoby idealne na mijającą porę roku :) Kredka jest miękka, ładnie się rozprowadza, razem trzymają się całkiem nieźle :)
Ostatnio postanowiłam jakoś bardziej "ogarnąć" swoje brwi. Przede wszystkim zapuściłam to, co uparcie wyskubywałam, zyskując po pół centymetra na brwi. Od razu to jakoś lepiej wygląda. Nowy kształt brwi wymaga jednak wypełniania luk i utrwalania. Wcześniej korzystałam z cieni z limitki essence, ale kredki eyebrow designer używa się o wiele wygodniej. Kolor 04 blonde bardzo dobrze mi pasuje. Skuwka ma też malutki grzebyczek, który pozwala ułożyć brwi i lekko rozetrzeć kredkę :)
Lubiłam barwiony żel do brwi z wibo za jego trwałość, ale pigment był dla mnie odrobinę za ciemny. Tym razem udało mi się kupić przeźroczysty żel, który sprawdza się równie dobrze, nie ma jednak problemu z niepasującym kolorem :)
No i to tyle kosmetycznych ulubieńców na dzisiaj! Uciekam udawać, że czytam książki do magisterki. No dobra, może faktycznie coś dzisiaj przeczytam. Trzymajcie za mnie kciuki :P
Znacie któryś z tych produktów? Piszcie co sądzicie :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
błyszczyk
,
essence
,
kredka do brwi
,
kredka do ust
,
maybelline
,
szminka
,
szminka w płynie
,
tusz do rzęs
,
ulubieńcy
,
ulubieńcy kosmetyczni
,
wibo
,
żel do brwi
17 marca 2016
Ulubieńcy niekosmetyczni - Styczeń&Luty
Znów na chwilę zniknęłam - pisałam na facebooku, że ciśnienie mnie zabija, a jak tylko pogoda się poprawiła, dopadło mnie przeziębienie... Także leżę, smarkam i ledwo myślę. Postanowiłam się jednak zebrać i napisać Wam o niekosmetycznych ulubieńcach, tak jak obiecywałam. Dziś będzie o książkach, filmach, serialach i piosenkach, które umilały mi ostatnie miesiące :)
Zacznę od książek. Wróciłam ostatnio do serii "Merde" Stephena Clarke'a. Opowiada ona o Brytyjczyku, który w związku z pracą przenosi się do Paryża i uczy się żyć na francuskich zasadach. Historia jest przekomiczna, błyskotliwa, przyjemnie lekka. Jeżeli lubicie brytyjski humor i rozumiecie żarty o francuzach, ta seria na pewno Wam się spodoba.
Druga książka o której chcę wspomnieć, to "Jak być glam" Fleur deForce. Pełna recenzja wkrótce, ale już teraz mogę Wam powiedzieć, że warto zwrócić na nią uwagę - od niedawna polska wersja jest dostępna w księgarniach!
Przechodząc do seriali, muszę wspomnieć o tym, że w styczniu Netflix rozszerzył swoją działalność na Europę. Czy warto wykupić abonament? Cóż, są plusy i minusy, zależy czego potrzebujecie. My w tej chwili nie mamy kablówki i wszystkie nasze potrzeby typu telewizja zaspokaja netflix, player plus i youtube. Zdążyłam obejrzeć już kilka seriali dostępnych na tej platformie ale jeden chciałam Wam szczególnie polecić:
Jane the virgin - Mamy tytułową Jane - dziewicę, która dobrze się uczy, pracuje, ma kochającego narzeczonego. Wszystko jest super, aż przez przypadek, zostaje zapłodniona. Z kim? Dlaczego? Później już wszystko jest jedną wielką telenowelą. I nie używam tu tej nazwy przypadkiem. Serial jest stylizowany na telenowelę, bohaterka jest wielką fanką tego typu seriali i wszystko jest utrzymane w konwencji, ale raczej na zasadzie pastiżu z gatunku. Jeśli chodzi o fabułę, powiedziałabym, że serialowi bliżej do Plotkary. Obejrzałam pierwszy sezon, w Stanach leci już drugi. Jeżeli szukacie czegoś lekkiego i wciągającego, to naprawdę polecam :)
Filmy?
Miałam plan w związku z Oskarami - chciałam przed galą obejrzeć wszystkie filmy, które były nominowane w kategoriach najlepszy film, najlepszy aktor/aktorka pierwszo - i drugoplanowy. W sumie wypisałam 16 filmów do obejrzenia, a udało nam się zobaczyć... Całe cztery. Resztę nadrabiamy - powoli - teraz. Jednak jeśli miałabym wybrać najlepszy z nich, wybrałabym Big Short.
Film opowiada o kryzysie finansowym z 2008, a raczej o tym, skąd się on wziął. I o ludziach, którzy przewidzieli to lata wcześniej, ale nikt nie chciał ich słuchać. Świetna obsada, historia - mimo tego, że każdy z nas zna jej zakończenie - niesamowicie wciągająca. Nic dziwnego, że Big Short dostał Oskara w kategorii scenariusz adaptowany. Bardzo ciekawie rozegrano też kwestię tłumaczenia ekonomicznych terminów. Jak? To już musicie sprawdzić sami ;)
I na koniec piosenki:
Toooo tyle na dzisiaj! Co sądzicie o moich wyborach? Znacie? Lubicie? Sprawdzicie?
Czekam na komentarze :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
4 marca 2016
Ulubieńcy kosmetyczni - styczeń & luty 2016
Wiecie co to jest prawo Murphiego? No na pewno wiecie. Tak więc jak wczoraj postanowiłam, że zdjęcia na bloga porobię dzisiaj. A dzisiaj co? Zero światła. Dlatego zrobiłam tylko jedno. Spróbowałam je jakoś powyciągać, żebyście coś widzieli, dlatego wybaczcie niedociągnięcia :)
Ale wróćmy do tematu dzisiejszego posta, czyli kosmetycznych ulubieńców początku roku :)
Oliwka Babydream - hit włosomaniaczek. Ja ostatnio używam jej nie na włosy, a na ciało. Świetnie pomaga walczyć z zimowym przesuszeniem. Wkrótce opiszę jak dokładnie :)
Odżywka Isana Oil Care - kosztuje jakieś śmieszne pieniądze - 4-5 zł, a skład ma świetny. I działanie na włosy też! Jeśli jeszcze nie znacie, spróbujcie :)
Pianka do golenia Balea o zapachu różowego grejpfruta - uwielbiam ich pianki. Pięknie pachną, działają tak jak powinny. Tym bardziej mi smutno, że zapas mi się kończy.
Paletka Zoeva Rose Golden - ostatnio praktycznie nie ma makijażu, w którym bym jej nie użyła. Świetne kolory - sami zobaczcie w podlinkowanym poście ze swatchami :)
Korektor Wibo Deluxe Brightener - pięknie rozświetla okolice oczu. Nie jest drogi, a produktu w pędzelku bardzo wygodnie się używa.
Szczoteczka curaprox ultra soft - odkąd pamiętam mam problem z krwawiącymi dziąsłami. Odkąd używam tej szczoteczki problem praktycznie zniknął. I mam wrażenie, że domywa dużo lepiej niż zwykła.
To tyle z tej kategorii, a już wkrótce ulubieńcy niekosmetyczni ;)
Znacie te produkty? Co słychać w Waszych ulubieńcach? :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
7 stycznia 2016
Ulubieńcy kosmetyczni 2015 :)
Styczeń to czas podsumowań. Myślę, że to idealny moment, żeby przejrzeć produkty, które najlepiej sprawdziły się u mnie w minionym roku :) Udało mi się tego wybrać całkiem sporo! :)
1. Włosy
Zaczniemy od kategorii włosowej, w której wybrałam całkiem sporo zwycięzców. Na początek maska jajeczna Bania Agafii - kupiłam ją przypadkiem na Litwie i jestem nią zachwycona. Bardzo dobrze robi włosom, ładnie pachnie, nie obciąża. Dalej mamy spray termoochronny TRESemme thermal creations. Wcześniej nie miałam tego typu produktu, ale ten spełnia moje oczekiwania w 100%. Ma przyjemny zapach, nie skleja włosów i chyba działa tak, jak powinien działać :P Lakier L'oreal Elnett lubię z tego względu, że nie tworzy hełmu na włosach. Odżwyka Garnier Goodbye Damage jest moim ponadczasowym hitem i będę bardzo płakać, jeśli ją kiedyś wycofają. Włosy są po niej meeega! Last but not least Oil Therapy firmy Loton. Nałożony przed myciem fajnie wygładza :)
2. Twarz
Mamy tutaj dwa kosmetyki Ziaji. Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy liście manuka bardzo dobrze oczyszcza skórę nie podrażniając jej przy tym. Tonik - tani, skuteczny, ogólnodostępny - dla mnie hit. Krem Love Me Green na noc poznałam dzięki miniaturce dołączonej do Glossyboxa i tak mi się spodobał, że ostatnio kupiłam pełne opakowanie :)
3. Ciało
W tej kategorii również zaczniemy od Ziaji. Balsam bronzujący Sopot bardzo dobrze sprawdził się wiosną, kiedy trzeba było wyskoczyć ze swetrów i długich spodni, a skóra aż straszyła bladością :P Dwa produkty Balea - dezodorant i piankę do golenia, mogę polecić z czystym sumieniem, niezależnie od wersji zapachowej. Przetestowałam już po kilka z nich i są super - mają dobre składy, ładne zapachy i nie kosztują wiele. Jedyny problem to ich dostępność... Mgiełka Bath&Body Works Lush Pink Dragonfruit również jest hitem - dostawałam bardzo wiele komplementów dotyczących tego zapachu.
4. Kolorówka
Dzisiejszy zbiór ulubieńców zamkniemy kolorówką. Sama się dziwię, że wybrałam tego aż tyle :P Najpierw narzędzie - jajeczko ebelin - nie dorobiłam się jeszcze Beauty Blendera, ale tym naprawdę fajnie rozprowadza się podkład, zwłaszcza taki gęstszy. No i kosztuje ułamek tego co oryginał. Dwie matowe pomadki - NYX i Bourjois Rouge Edition Velvet lubię przede wszystkim za trwałość i przepiękne kolory. Cienie Maybelline Color Tattoo występują w praktycznie każdym moim makijażu oczu jako baza. On and on bronze i metaliczne złoto polubiłam najbardziej. Na koniec wodoodporny eyeliner wibo - świetnie mi się robi nim kreski, a ja naprawdę jestem pokraką w tym zakresie :D
To już wszyscy moi ulubieńcy 2015 roku :) Znacie te produkty? Pojawiły się wśród Waszych ulubieńców?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
2015
,
kosmetyki
,
makijaż
,
ulubieńcy
,
ulubieńcy roku
21 sierpnia 2015
Ulubieńcy i migawki z wakacji 2015 :)
Cześć!
Korzystając z momentu przed komputerem, bo za kilka godzin znów wyjeżdżam, chcę Wam opowiedzieć o ulubieńcach ostatnich dwóch miesięcy. Przy okazji zobaczycie kilka migawek z dotychczasowych wyjazdów (Ci, co nie śledzą mnie jeszcze na insta, niech tam koniecznie zajrzą!). Wrzucam też sporo na snapchat. Standardowo znajdziecie mnie tam pod nazwą "pannanika" ;)
Przechodząc do ulubieńców!
Latem mam mega problemy z suchą skórą i suchymi włosami. Krem Ziaja med kuracja lipidowa kupiłam przypadkiem, przy okazji wizyty w aptece. Jest genialny. Naprawdę, dawno nie miałam tak dobrego kosmetyku. Jest lekki, nie lepi się (nienawidzę, jak krem mi się lepi), a buzię zostawia miękką, nawilżoną i odświeżoną. Cudo!
Dalej - suche usta. Coś strasznego. O pomadce peelingujacej sylveco słyszałam już dawno, ale jakoś nie wierzyłam, że to może być lepsze niż peeling cukrowy, który robię sobie sama. No a jednak. Jest to po prostu wygodniejsze, bo nie marnuje Ci się pół porcji. Pomadka to mix naturalnych olejków i wosków, z zatopionym cukrem. Oprócz efektu ścierania świetnie nawilża. Jak dla mnie must have, zarówno do zadań specjalnych, jak i do codziennej pielęgnacji przed make upem.
Moje włosy pokochały olejkową maskę z biovaxu. Bardzo mi pasują saszetki, do kupienia np. w biedronce, po jakieś 2 zł. W zależności od tego ile macie włosów, taka saszetka wystarczy na 1-2 mycia. Ładnie nawilża i dociąża włosy. Są gładkie i błyszczące. Bardzo mi się to podoba.
Lip tint z H&Mu kupiłam za całe 2 zł na wyprzedaży. Na początku trochę nie wiedziałam jak się nim posługiwać, ale jak już do tego doszłam, to się zachwyciłam. Intensywny, trwały kolor. Jeśli jeszcze gdzieś dopadniecie, to polecam!!
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Weronika (@pannanika)
Dużym ulubieńcem były też maseczki z H&Mu, o których już pisałam, a teraz nie załapały się do zdjęcia. Tanie i fajne. Polecam i odsyłam do recenzji.
A teraz wakacyjne gadżety-dodatki.
Biżuteria z lego, którą kupiłam na targu rękodzieła we Włoszech. Jest super :D Te klocki normalnie działają i nie wiem, czemu sama nie wpadłam na to wcześniej :D
W ogóle targ w Porto Recanati był niesamowity. Miasteczko przepiękne - podobno George Clooney chciał tam kupować dom ;), a na targu mnóstwo ciekawych rzeczy do kupienia. Zobaczcie stoisko z rzeczami dla lalek barbie:
To wszystko było ręcznie robione, chyba z modeliny. Jakbym była małą dziewczynką to bym się posikała ze szczęścia nad tym stoiskiem, a tak tylko się zachwycałam :D
Okulary kupiłam na wyprzedaży w mohito, za 19 zł. Baaardzo mi się podobają, niestety już udało mi się zgubić jedną śrubkę, ale zastąpiłam ją taką z okularów, których nie noszę.
Zanim przejdę do ulubieńców muzyczno-kulturalnych, pokażę Wam jeszcze kilka zdjęć z Włoch i z Mazur.
A teraz Mazury...
No dobra! To teraz serial:
Orange is the new black to serial Netflixa (swoją drogą mam nadzieję, że Netflix w końcu wejdzie do Polski!), tak samo jak House of Cards. Wychodzi jeden sezon rocznie od razu cały. Dwa pierwsze dni po zakończeniu sesji spędziłam na oglądaniu najnowszego sezonu. Serial dzieje się w damskim więzieniu i jest niesamowity. Jeżeli szukacie dobrego serialu, który nie będzie głupi, ale też nie będzie zbyt ciężki, to koniecznie spróbujcie OITNB ;)
Ted 2. Jedynki już prawie nie pamiętam, na dwójce sikałam ze śmiechu. Jeśli lubicie prosty, chamski humor i nie odrzuca Was humor na niskim poziomie moralnym, nie szanujący żadnych świętości, to naprawdę polecam :D
Obie te płyty - świetne do słuchania, żeby się trochę wyczillować. Polecam też dwie playlisty ze spotify:
Hiciory z dzieciństwa :D
A tutaj spokojne, trochę smutne kawałki z ostatnich kilku lat. Obie ostatnio katuję.
No dobra, to ja spadam pakować się nad morze ;) Koniecznie zaglądajcie na instagram i na snapa, po więcej zdjęć, migawek, filmików ;)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
16 czerwca 2015
Ulubieńcy! Dużo kosmetyków, książki, seriale itp :)
Tak, wiem, nie było mnie tu miesiąc. Mea culpa. Przygniotło mnie trochę życie i nawet nie miałam pomysłów o czym pisać. Teraz jestem już na finiszu sesji (zostały dwa egzaminy) i myślę, że już jakoś będzie ;)
Postanowiłam dzisiaj popisać Wam o ulubieńcach: nie robiłam takiego postu od dawna, a nazbierało się sporo fajnych rzeczy!
Zacznijmy od pielęgnacji włosów:
Te produkty przywiozłam z Litwy. Cedrowe mydło babuszki Agafii dostałam, a odżywkę Margarita kupiłam w supermarkecie. Mydło okazało się cudowne: świetnie myje włosy (aż skrzypią) a przy tym nie podrażnia skóry głowy. Jestem zachwycona.
Odżywka z drożdżami piwnymi kosztowała jakieś grosze (na pewno mniej niż 2 euro). Kupiłam jeszcze wersję z proteinami pszenicznymi, ale tej byłam ciekawa bardziej, bo uwielbiam płukankę piwną. Nie zawiodłam się, naprawdę fajnie działa, mimo tego, że jest leciutka.
Krem na noc Love me organics miałam sto lat temu w Glossy Boxie. Zaczęłam go używać właśnie podczas majówki na Litwie i zakochałam się od pierwszej aplikacji. Pięknie pachnie, koi buzię i likwiduje wysyp syfów na policzkach w dwie noce. Na zdjęciu pojemność 15 ml, używałam go od majówki prawie codziennie i dopiero dzisiaj się skończył.
Masełko Revlon uwielbiam za kolor. Sorbet kupił mnie od pierwszego użycia. Na tym zdjęciu możecie mniej więcej zobaczyć jak wygląda:
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Weronika (@pannanika)
Na koniec nowości mgiełkowe od Bath and Body Works. Fresh Brazi Citrus i Lush Pink Dragonfruit to była jakaś limitka, a Endless Weekend chyba można bezproblemowo dostać nadal. Wszystkie są świeże, idealne na ciepłe dni. Podobają mi się te miniaturowe opakowania, bo można je wrzucić do torebki i aplikować ponownie w środku dnia.
Pierwsza książka to słynna Jadłonomia. Ta książka jest genialna! Każdy przepis, który póki co wypróbowałam był przepyszny. Na pewno nie tylko dla wegan. Jak dla mnie pozycja obowiązkowa w każdej kuchni.
A jeśli kogoś interesuje temat kuchni roślinnej, lub szuka ciekawej knajpki w Warszawie, to polecam jeszcze ten program. Jest długi, ale warto!
A teraz coś z powieści. Świetna historia - Hitler budzi się na jakimś wygodnie w środku Berlina, nie ma pojęcia co się stało. Nagle okazuje się, że jest 2011 rok. Idealnym posumowaniem tej książki jest recenzja na tylnej okładce - to nie książka o samym Hitlerze, tylko o tych, którzy takim jak on pomagają dojść do władzy. Polecam!
To teraz seriale:
The O.C.
Nie mam pojęcia, czemu trafiłam na ten serial tak późno. Dowiedziałam się o nim z nowego programu Włodka Markowicza. To coś jak moja ulubiona "Plotkara", tylko w mojej ulubionej Kalifornii. Pochłonęłam wszystkie sezony w jakieś dwa tygodnie. I teraz mi smutno. Chyba obejrzę "Plotkarę" od początku.
Scandal.
Zaczęłyśmy go oglądać z siostrą jak skonczyli nam się "Chirurdzy". I Shonda nas nie zawiodła. Jesteśmy dopiero w połowie drugiego sezonu, ale naprawdę uważam, że jest to jeden z lepszych seriali. Uwielbiam to jak Shonda Rhimes pisze postacie. To takie "House of Cards", tylko dużo lżejsze i bardziej kryminałowe. Super!
Muzycznie mam dwie rapowe płyty:
"Podróż zwana życiem" O.S.T.R. - bardzo muzyczna, trochę chilloutowa płyta, ale nadal z przekazem.
"Wyszli coś zjeść" Rasmentalismu to zupełnie co innego, ale świetnie się ich słucha!
Obydwie te płyty polecam tym, którzy deklarują, że rapu nie lubią, a chcieliby spróbować. Próbki:
Sie rozpisałam się :D Ale mam nadzieję, że usprawiedliwia mnie trochę to, że długo tutaj nie pisałam ;)
Co tam u Was?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
babuszka agafia
,
bath and body works
,
jadłonomia
,
książki
,
margarita
,
muzyka
,
odżywka
,
revlon
,
seriale
,
ulubieńcy
,
włosy
5 lutego 2015
Top 5 na co dzień
Cześć!
Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o pięciu produktach, bez których nie wyobrażam sobie codziennego makijażu. Kilka z nich kupiłam ponownie, tak je lubię. A więc do rzeczy :)
1. Lirene krem BB - uwielbiam jego konsystencję, krycie i delikatny zapach. Rozsmarowuje go na twarzy palcami i tak naprawdę mogłabym go nie przypudrowywać. Uwielbiam!
2. Paletka korektorów 4w1 Wibo - bardzo tani i bardzo i pasujący kosmetyk. Używam najjaśniejszego koloru pod oczy i ciemniejszego na niedoskonałości. Pozostałe są raczej nieużywane. Jestem bardzo zadowolona z tej czwórki, to już moja druga.
3. Paletka do brwi essence Wild Craft - paletka była w jednej z serii limitowanych i to już dość dawno temu. I nie wiem co zrobię, jak mi się skończy! Używam jaśniejszego cienia do wypełnienia brwi oraz białego do rozświetlenia łuku brwiowego.
4. Balsam do ust eos - już pomijając cały przeuroczy design - to są najlepsze balsamy jakie miałam. Ładnie pachną, dobrze smakują, ale przede wszystkim działają.
5. Płyn micelarny Garnier 3w1 - myślę, że o jego jakości świadczy to, że byłam w pięciu sklepach, zanim w końcu nie zastałam pustej półki. Kosztuje kilkanaście złotych, a jest idealnym zastępnikiem dość drogiej biodermy. Zmywa wszystko co potrzeba, bez większych problemów, nie szczypie w oczy, nie podrażnia skóry. Czego chcieć więcej? :)
Te produkty towarzyszą mi codziennie (chyba, że nie wychodzę w domu - wtedy tylko eos :P) i z całego serca je wszystkim polecam :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
9 września 2014
Ulubieńcy sierpnia :)
Jak zwykle ostatnia, ale jak to mówią - better late than never ^^
Kosmetycznie:
Dwa produkty pochodzą z lipcowych zakupów w DM. Kokosowe masło do ciała jest absolutnym mistrzostwem, za równo na poziomie zapachu jak i działania. Skład też jest bardzo dobry. Błękitny eyeliner z plażowej limitki essence komponuje się przepięknie z opaloną skórą :)
Trzecim produktem jest płyn micelarny garniera, który doskonale zastąpił mi biodermę. Nie spodziewałam się!
Akcesoria, które często pojawiały się u mnie w sierpniu to twistbands. Zainwestowałam w te z polskiej oficjalnej strony. Fajnie sprawdzają się jako bransoletki, szkoda tylko, że kotwice zaczęły mi złazić po którymś użyciu na włosach... Nie utrzymają wysokiego kucyka czy koczka, ale i tak są mega <3
Nie wiem czy kojarzycie te bransoletki - jest na nie ostatnio moda wśród dzieciaków. Dwie pierwsze zrobiłam z młodszą siostrą, później kupiłam sobie własny mały zestaw i robiłam kolejne xD Bardzo proste i relaksujące :)
Nie przychodzi mi do głowy żadna książka ani film. Słabo, wiem, ale tak jakoś w tym miesiącu wyszło. Obejrzałam za to śmieszny serial - Misfits:
Śmieszny serial, trochę w stylu skinsów, ale zdecydowanie lżejszy ^^
Jeśli chodzi o muzykę, to niesamowicie rozczula mnie ten kawałek :)
A jacy są Wasi ulubieńcy? Co sądzicie o moich?
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)









