Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywianie. Pokaż wszystkie posty

9 sierpnia 2012

Akcja regeneracja...

...bo zaraz nie będzie co zbierać!

Niektóre z Was pewnie widziały obrazek, który wrzuciłam ostatnio na fejsbuka:


Nie należę do osób, które sobie odmawiają przyjemności na wakacjach, a potem tego żałuję. 
W Bułgarii codziennie jadłam biały chleb, tłuste sery, frytki. Wieczorem piweczko, drineczki, znowu jakieś jedzenie - chipsy, naleśniki z czekoladą itp. Po każdym obiedzie miałam wydęty brzuch - wpadłam nawet na genialny pomysł, żeby zrobić sobie 'sesję z brzuszkiem' i zrobić furorę na fejsbuku, ale w końcu nie wypalił :P Waga po powrocie była bezlitosna. 

Ale waga i odżywianie to nie jedyny problem.

Rozwaliłam sobie cerę, a długie paznokcie miałam ostatnio chyba na sylwestra - tak się rozdwajają, że za każdym razem musiałam piłować je na zero. 

Nie chcę znowu przekroczyć 60 kg. Obiecałam to sobie już dawno temu.
I chcę znowu mieć ładne, długie paznokcie, gładką cerę i błyszczące włosy.

Paznokciami już się zajęłam - zrobiłam im wczoraj kąpiel w olejach i zaczęłam kurację odżywką eveline 8w1. Po każdych 4 dniach odżywkowania będę robić im olejową kąpiel. 

Zaczęłam też znów pić skrzypokrzywę.

Najgorzej jak zawsze będzie z dietą. Już mam zapowiedziane dwie imprezy, ale w końcu są wakacje. W każdym razie będę się starać jeść jak najlepiej - wtedy impreza raz w tygodniu nie będzie aż tak straszna :)

Do tego ćwiczenia - hula hop i siłownia. 

Wiem, że mówiłam tak już kilka razy, ale wtedy nie miałam motywacji. Teraz mam i to dużą. 

Założyłam też bloga, który ma być dziennikiem jedzeniowo-ćwiczeniowym i ogólnie blogiem osobistym. Blog na tumblr niestety nie spełnia tej funkcji ^^

Dlatego zainteresowane zapraszam na www.healthy-pleasure.blogspot.com

Oczywiście tego bloga nie zaniedbam, nie ma szans ;) 

Mam nadzieję, że nadal będziemy się nawzajem wspierać i że wytrwam ^^



29 czerwca 2012

Jilian Michaels opanuj swój metabolizm - wrażenia po lekturze

Wczoraj skończyłam czytać książkę Jillian i chcę się z Wami szybko podzielić moimi wrażeniami po PRZECZYTANIU książki. Nie wprowadziłam jeszcze nic w życie, dlatego ciężko mówić o efektach.

www.examiner.com


"Masz dosyć odchudzania? Stosujesz diety beztłuszczowe i bezwęglowodanowe i chodzisz wiecznie głodny? Przestań to robić! Modnymi dietami powodującymi efekt jo-jo oraz nafaszerowanym chemikaliami pseudojedzeniem zrujnujesz tylko swoją przemianę materii. Jillian Michaels pomoże ci naprawić wyrządzone w ten sposób szkody i przywrócić właściwe funkcjonowanie poszczególnym hormonom oraz całemu układowi dokrewnemu.
Książka Opanuj swój metabolizm zawiera prosty trzyetapowy plan, który aktywizuje hormony sprzyjające odchudzaniu oraz powstrzymuje działanie tych, które powodują magazynowanie tłuszczu. Dzięki lekturze nauczysz się:
Usuwać substancje antyodżywcze i toksyny, które spowalniają tempo przemiany materii;
Wprowadzać do swojej codziennej diety pokarmy nieprzetworzone, które pobudzą do działania hormony spalające tłuszcz;
Równoważyć poziom hormonów poprzez zapewnianie sobie odpowiedniej dawki snu, panowanie nad stresem oraz wysiłek fizyczny.
Choć na siłowni Jillian potrafi uprzykrzyć życie niejednemu, tym razem zadbała, aby stosowanie opracowanej przez nią diety było możliwie jak najłatwiejsze, a to dzięki listom zakupów, jadłospisom, odwołaniom do źródeł internetowych, tabelom zawierającym listy pokarmów aktywujących poszczególne hormony, a także szybkim i łatwym przepisom kulinarnym.
Z książki Opanuj swój metabolizm dowiesz się, jak zyskać zdrowie i optymalną masę ciała oraz zmienić swój organizm w doskonale funkcjonująca maszynę spalającą tkankę tłuszczową."

Oczywiście z opisu książki możemy zrozumieć, że jest to kolejny pomysł na dietę cud. 
Nic takiego.

Jillian piszę głównie o hormonach i ich wpływie na nasz apetyt, przyswajanie składników odżywczych i masę ciała. 

Dowiadujemy się czego nie jeść, a co jeść, żeby doprowadzić swój organizm do ładu. Pisze też o tym jak i kiedy jeść. Jak usunąć toksyny nie tylko z jedzenia, ale też z naszego najbliższego otoczenia. 

Plan Jillian opiera się przede wszystkim na jedzeniu żywności, która JEST ŻYWNOŚCIĄ - nic przetworzonego, żadnej chemii, najchętniej ekologiczne jedzenie od lokalnych rolników. 

Przyznam szczerze, że książkę czytałam ze szczęką przy kostkach - część z tych rzeczy oczywiście wiedziałam, ale naprawdę zaskoczyła mnie ilość syfu, która nas otacza...

Pewnie, każdy wie, że chipsy są niezdrowe. Ale co z tego, że ktoś nam coś takiego powie? Jillian pisze dokładnie, jakie spustoszenie w naszym organizmie czyni śmieciowe jedzenie. I każde swoje założenie popiera wynikami badań - za to duży plus. 

Plan niby nie jest skomplikowany, ale nie tak łatwo dostać ekologiczną żywność. Nawet idąc na targ nie mamy pewności, że rolnik jej nie pryskał masą pestycydów, nie mówiąc o kupowaniu nabiału - u nas nie ma oznaczeń mówiących o tym, czym karmiona była krowa, która dała to mleko. 

Do samej książki nie mogę się przyczepić - moim zdaniem jest genialna. Jednak wkurza mnie, że polski wydawca nie pofatygował się, żeby  zaadaptować książkę do naszych realiów. Pozamieniali jedynie strony internetowe, chociaż też nie wszystkie. W Polsce nie dostaniemy dzikiego łososia z Alaski - mamy za to niezłe pstrągi - nikt nie pomyślał, żeby o tym napisać. Niektóre składniki mają w Polsce inne nazwy, nie mówiąc o oznaczeniach na opakowaniach. Ja wiem, że to kosztuje. Ja wiem, że trzeba by zatrudnić kolejną osobę i poczekać, aż zrobi taką analizę. Ale naprawdę, bez takiego opracowania dużo trudniej będzie realizować ten plan w naszym kraju - za to minus dla wydawcy.

Uważam, że to książka, którą powinien przeczytać każdy - nawet, jeżeli nie ma problemów ze zdrowiem czy z wagą. Warto ją przejrzeć, żeby dowiedzieć się o ilości syfu, która jest nam codziennie podawana. O syfie, który mamy we własnym domu i ogródku. Może teraz nie widzimy jego wpływu na nasz organizm. Ale kiedy zdrowie zacznie nam sie sypać za jakiś czas, będziemy płakać, że nie wiedzieliśmy tego wszystkiego. Ja zrozumiałam dużo więcej dzięki tej książce, mimo iż uważam, że wiem o odżywianiu całkiem sporo. 

Na koniec moje nowe motto, cytat z Jillian: "Jeżeli coś nie wyrosło z ziemi, ani nie ma matki - NIE JEDZ TEGO!"

Plan wprowadzę u siebie w życie już za kilka dni. Mam nadzieję, że w połączeniu z treningami na siłowni pomoże mi wreszcie osiągnąć cel. 

16 czerwca 2012

Dlaczego lepiej się mierzyć niż ważyć...

... i czemu nie powinniśmy porównywać się z innymi.

Dzisiaj kolejny post z serii zdrowie - odżywianie - odchudzanie, ale zachęcam, żeby przeczytali go również Ci, którzy nigdy się nie odchudzali i nie mają zamiaru. W celach czysto informacyjnych ;)



Zacznę od tego, dlaczego lepiej się mierzyć, niż ważyć. 

Pewnie każda z Was, jeżeli kiedyś się odchudzała, zauważała dziwne skoki wagi. A może waga stała, za to spodnie robiły się mniejsze? Albo waga spadała, a w lustrze dalej to samo?

I właśnie o to chodzi - waga nie mówi nam nic, oprócz tego z jaką siłą przyciąga nas ziemia. Albo jak powinniśmy wyregulować zapięcia w nartach. Nic więcej. 

Waga nie zwraca uwagi na to ile mamy wody w organizmie. Ile mięśni. Ile tłuszczu. Centymetr tak. 

Jako przykładem posłużę się ulubionym sportowcem mojego mężczyzny:

www.fitnessfreak24.com

LeBron James, koszykarz Miami Heat waży 113 kg przy wzroście 203 cm. Jego BMI wynosi 27.4 i według tego wskaźnika ma ponad 10 kg nawagi. 

Ale czy wysłałybyście go na dietę odchudzającą? 

Nie, bo tłuszcz w jego orgazmie zajmuje tylko 5-7%. 

A tutaj randomowa osoba znaleziona przez google z takim samym BMI:

www.forums.johnstonefitness.com

Skąd taka różnica, skoro BMI jest takie samo? Ten pan ma ponad 23% tłuszczu w organizmie. 

Tłuszcz jest lżejszy od mięśni, dlatego potrzeba go więcej, żeby przytyć/zrzucić kilogram. 
Proporcje wyglądają mniej więcej tak:

www.buzzhunt.co.uk/wp-content/2011/12/muscle-v-fat.jpg

Trochę przerażające, prawda? 

I właśnie z tych dysproporcji wynika to, że osoby umięśnione często ważą więcej niż swoi znajomi o tym samym wzroście a wyglądają o wiele lepiej. 

Kolejną sprawą jest tzw. skinny fat - coś co dotknęło m.in. mnie:

Jeżeli chudniemy tylko ograniczając ilość jedzenia, bez ćwiczeń, tak jak ja to wielokrotnie robiłam, owszem, zrzucimy kilogramy - ale oprócz tłuszczu zapewne zrzucimy też mięśnie. Będziemy ważyć mniej, ale dalej będziemy galaretowaci. 

Dzieje się to zwłaszcza przy popularnych dietach niskokalorycznych!

Dlatego ja mimo wagi idealnej do mojego wzrostu nie wyglądam tak, jakbym chciała. Mam 24% tłuszczu - tylko jeden procent od granicy nadwagi!!!

TU możecie policzyć ile macie procent tłuszczu w organizmie. 
I moim zdaniem to najlepszy sposób na sprawdzenie swoich postępów w odchudzaniu :)

Kolejnym powodem, dla którego nie powinnyśmy się ważyć, tylko mierzyć jest to, że nasza waga strasznie skacze. Zwłaszcza u nas - kobiet. 
Zmienia się przede wszystkim zawartość wody w organizmie - zwłaszcza przed okresem, kiedy czujemy się opuchnięte. I wtedy zaczyna się płącz, bo na wadze plus 2 kg mimo jedzenia jak ptaszek i katowania się na siłowni. A tydzień później nie ma po tym śladu, ba, może nawet ważymy jeszcze mniej niż wcześniej.

Nie ma też co panikować, jeżeli jednego dnia się zaszalało, a następnego na wadze widać dodatkowe kilogramy. OBIECUJE że dwa kilogramy tłuszczu nie odłożą się przez jedną noc. To prawdopodobnie woda, która zatrzymała się w organizmie i resztki jedzenia z wczoraj, którego organizm jeszcze nie zdążył przetrawić. Po dwóch dniach zdrowego odżywiania wszystko wróci do normy. 

Dlatego dziewczyny - przede wszystkim słuchajmy się centymetra, waga niech służy tylko do ogólnej kontroli. Ja aktualnie ważę się i mierzę raz na dwa tygodnie, wagę wyniosłam do brata do szafy, żeby nie kusiła mnie w łazience - nie ma nic gorszego, niż wpaść w paranoje codziennego ważenia!

www.writers-network.com

A teraz trochę o tym, dlaczego nie warto porównywać swojej figury z innymi, a przynajmniej warto być przy tym bardziej racjonalnym.

Każdy z nas oprócz mięśni i tłuszczu, które możemy kontrolować, ma jeszcze szkielet, z którym niewiele się da zrobić - ja wiem, że niektóre panie wycinają sobie żebra, żeby mieć węższą talie, a niektórzy panowie żeby móc wyginać się w dziwnych kierunkach, ale ani to mądre, ani potrzebne. 

Prawda jest taka, że to, jak zbudowany jest nasz szkielet definiuje naszą sylwetkę. Pewnie, możemy ćwiczyć, pilnować tego co jemy itd, ale pewnych rzeczy się nie przeskoczy. 

Ja jestem raczej średniego wzrostu, nie mam długich nóg, za to mam szerokie biodra i żebra.
Właśnie z tego powodu raczej nigdy nie zmieszczę się w 36, nie mówiąc już o 34 - nie zmieszczę się w żebrach! 

Dlatego nie traktujmy rozmiaru jako oceny naszej figury - im mniej tym lepiej. 
Traktujmy to tak, jakby to nie były cyferki, tylko typy - Rozmiar 38 - budowa A, 36 budowa B i 34 budowa C. 

tumblr.com

I następnym razem przeglądając inspirujące zdjęcia chudych dziewczyn warto wziąć pod uwagę, że nie każdy może tak wyglądać. Nie każdy może mieć nogi do nieba, i talię osy. Więc nie mierzcie do nieosiągalnych celów, bo to się skończy tylko i wyłącznie frustracją ;)

I macie zdjęcie dobrego jedzonka na deser :D :

tumblr

Uprzedzając pytania: 
Mam 167 cm wzrostu, aktualnie ważę 56,6 kg, mam 23,7% tłuszczu. 

Jestem ciekawa czy wyniosłyście coś nowego z tego postu :) 
Buziaki!











1 lutego 2012

Projekt luty - pierwszy dzień!


No to zaczęłam. 

Dzisiejsze wymiary:
Waga: 56,8 
Biust: 86
Talia: 67
Brzuch: 80
Biodra: 95
Uda: 51/51,5
Biceps luźny: 26/27
napięty: 26,5/28
Proc. tkanki tłuszczowej: 23,3

Ćwiczenia wszystkie zrobione, choć z 30ds było ciężko :) Ale dałam radę! 
Została mi dzisiaj do wypicia skrzypokrzywa i zabiegi pielęgnacyjne :)

Niestety z jedzeniem nie było idealnie - byłam z mamą w kinie i musiałam zjeść nachosy. Chodzę do kina rzadko i nie wyobrażam sobie wyjścia bez nachosów :P Ale od jutra będzie lepiej, obiecuję!! 

Aha - żeby nie było pytań typu "po co ty się odchudzasz?? Przecież masz wszystko w normie." Tak, mam, ale  nie czuję się dobrze. Nie chodzi mi już o jakąś dużą utratę wagi, ale o zrzucenie kilku proc. tłuszczu i wysmuklenie sylwetki. Oprócz tego chcę wyrobić sobie zdrowe nawyki żywieniowe, odżywiać włosy i cerę. Na pewno sobie nie zaszkodzę, a mogę wiele poprawić :) 

Jak u Was? Dajecie radę? :)

31 stycznia 2012

Jak schudnąć zdrowo, łatwo i przyjemnie?

Wiele dziewczyn chciałoby się zabrać za odchudzanie, ale nie wie jak. Drugie tyle zabiera się do tego nieprawidłowo. Postaram się w tej notce zawrzeć całą moją wiedzę. Jeżeli o czymś zapomnę - dopytujcie, odpowiem w komentarzach. Zaznaczam, że nie jestem profesjonalną dietetyczką, nie mam doświadczenia w tym kierunku. Moja wiedza pochodzi z doświadczenia mojego, mojej mamy, która była pod opieką dietetyczki oraz w dużej mierze ze źródeł internetowych. To, że taki sposób działa na mnie, nie oznacza, że musi zadziałać na każdego. Każdy organizm jest inny i inaczej reaguje na zmiany, na różne pokarmy, różnie tyje i różnie chudnie.

www.weheartit.com


Ja sama aktualną turę odchudzania zaczęłam w listopadzie i schudłam z 61,7 do 56,2 (dzisiejsza waga, mam 167 cm wzrostu). Nie jest to jakiś spektakularny efekt jak na tyle czasu, ale trzeba zaznaczyć, że w tym czasie było kilka dwu-trzy tygodniowych cykli obżarstwa plus święta i sesja :) Moja dieta to zmodyfikowane MŻ i tylko to się sprawdza. Wcześniej (wiosną zeszłego roku) byłam na diecie 1200 kcal i to była tragedia: schudłam głównie w biuście, czułam się źle, rzucałam się na 'zakazane' jedzenie, miałam obsesję na punkcie kalorii. Teraz jem praktycznie to, na co mam ochotę i chudnę o wiele szybciej, co lepsze biust pozostaje taki sam :D Ale do rzeczy.

1. OD CZEGO ZACZĄĆ?
Najlepiej zacząć od sprawdzenia czy w ogóle musimy się odchudzać. Wiele dziewczyn ma obsesję na temat tłuszczyku - pół centymetrowa fałdka i jest wielka panika, że trzeba przestać jeść. Niewielka ilość tłuszczu w kobiecym organizmie jest niezbędna do jego prawidłowego funkcjonowania. Nie mówiąc o tym, że serio, kościotrupy nie są sexi. Nie-e. Każdy facet Wam to powie. Jeżeli nosisz rozmiar 34-36 odchudzanie prawie na pewno nie jest Ci potrzebne.

Proponuję zacząć od sprawdzenia swojego BMI. Jeżeli jest w dolnej części normy nie ma sensu się odchudzać - przechodzić na dietę. Jeżeli nadal uważasz, że twoja sylwetka nie jest taka jaka być powinna zajmij się ćwiczeniami. To one pozwalają ładnie uformować szczupłą sylwetkę. Dla walki z celulitem, który w dzisiejszych czasach mają nawet 4-latki (sic!) dobrze jest odstawić słodycze i napoje gazowane. To na pewno nikomu nie zaszkodzi.

2. ROZKRĘCANIE METABOLIZMU:

To chyba najważniejszy punkt dzisiejszej notki i na nim polecam się skupić najbardziej :) Mało jesz, a nadal masz nadwagę? W ogóle nie chudniesz? Tak. To normalne. Bo żeby chudnąć trzeba jeść. Gdy jemy za mało, nasz organizm spowalnia metabolizm, aby jak najmniej energii zużywać. Dodatkowo, jeżeli zdarzy  nam się zjeść pizze albo duży deser od razu idzie on w biodra, ponieważ organizm nie wie, kiedy znów dasz mu porządnie zjeść i odkłada sobie na lepsze czasy. Najprostszym sposobem na schudnięcie jest rozkręcenie metabolizmu. Jak to zrobić?

Uregulować pory posiłków - trzeba jeść 5 małych posiłków dziennie, co 2-3 godziny. Idealnie, jeżeli możecie jeść codziennie o tych samych porach, ale nie jest to konieczne. Poza tym jest to baardzo trudne do zrobienia w natłoku codziennych zajęć. Ja planuje posiłki jak wstanę. Wiem, o której zjadłam śniadanie i względem niego planuję kolejne posiłki mając na uwadze zajęcia, które mam w trakcie dnia.

WAŻNE!: Ostatni posiłek jemy 3-4 godziny przed snem, a nie o słynnej 18. Trudno, żeby osoba która chodzi spać po północy siedziała 6 godzin bez jedzenia... Tak właśnie można sobie spowolnić metabolizm. Za to nie należy się najadać na noc - kolacja powinna być lekka i białkowa.

Dodatkowymi przyspieszaczami metabolizmu są: czerwona herbata, ostre przyprawy w tym curry i cynamon. Warto włączyć je do swojej diety.



3. CO JEŚĆ?
Generalnie przy diecie MŻ (mniej żreć :P) możemy jeść co chcemy, tylko w mniejszych ilościach i regularnie. Lepsze efekty możemy osiągnąć wzbogacając naszą dietę o zasady zdrowego żywienia. Co robię?
Węglowodany tylko na pierwsze i drugie śniadanie (chociaż czasem zdarzy się ryż na obiad, albo ziemniaki. Ważne, żeby nie było to nagminne)
Węglowodany proste zamieniam na złożone
Kolacja białkowa
Jak najwięcej warzyw. Najlepiej, żeby znajdywały się w każdym posiłku
Nie warto ograniczać tłuszczy. Zdrowych tłuszczy. Oliwa w sałatce czy nawet cos usmażone na maśle nie jest złe. Złe jest smażenie mięsa/frytek w głębokim oleju. A wyciągania żółtka z jajek już w ogóle nie rozumiem. Przecież to samo zdrowie!!

Posiłki powinny być na tyle urozmaicone, żeby się nam nie znudziły :) Powinny nam dostarczać jak najwięcej witamin, białka. Powinniśmy się najadać, ale nie przejadać.

4. OCZYSZCZANIE:
Moim zdaniem oczyszczanie podczas odchudzania też jest bardzo ważne. Warto wypłukać z organizmu toksyny, aby lepiej pracował. Dzięki temu poczujemy się też lepiej, zyska na tym nasza cera :)
Po pierwsze duuuużo wody. Szklanka wody za każdym razem jak Ci się przypomni. Ja noszę też butelkę wody ze sobą na uczelnię. Mam śliczny różowy bidon sigg i uwielbiam go ze sobą nosić :) Oprócz oczyszczenia dzięki piciu dużej ilości wody pozbywamy się jej nadmiaru z organizmu - samo to daje kilka kg mniej. Schodzi też opuchlizna.
Zielona herbata jest świetnym oczyszczaczem.
Na czczo, pół godziny przed śniadaniem piję szklankę wody z sokiem z połówki cytryny. Oprócz oczyszczenia pomaga to obudzić metabolizm z rana :)

5. CHEAT DAY/MEAL

Nie warto sobie wszystkiego na okrągło odmawiać, bo to się kończy tylko tym, że rzucamy się potem na wszystko na raz.
Taki cheat day pomaga też rozkręcić metabolizm!
Jeśli macie ochotę na chipsy/pizze/ nachosy w kinie czy czekoladę, zaplanujcie sobie, że to zjecie. Włączcie to jako jeden z posiłków, najlepiej żeby było to jak najbliżej południa. Nie przejadajcie się. Reszta dnia niech będzie 'dietowa'. Zapewniam, że nie będzie po tym śladu na wadze, moze być nawet lepiej.
Ważne, żeby nie wpaść w ciąg. To nie jest tak, że jak zjedzie kostkę czekolady, to cały dzień jest zawalony i możecie zawalać go dalej. Nie. Kostka czekolady jeszcze nic nie zmienia. Trzy tabliczki popite 2l coca-coli już tak.
Pozwalajcie sobie czasem na małe przyjemności, ale z głową!


6. ĆWICZENIA

Areobowe - bieganie, rower, rolki, skakanka - spalają tłuszcz
Siłowe wyrabiają mięśnie. 
Oba działy są potrzebne, aby dobrze wyglądać i rozkręcać metabolizm. 
Moim zdaniem ćwiczenia nie są niezbędne, aby zrzucić wagę, ja póki co chudłam bez ćwiczeń. Jednak jeżeli chcemy wyglądać "fit" dobrze włączyć je do naszego planu dnia. 

Nie lubisz ćwiczyć? Nie prawda.
Prawdopodobnie masz uraz do wfu i gier zespołowych. Ja nienawidziłam wfu, siatkówką szczerze gardzę. Jednak okazało się, że lubię fitness i siłownię. Trzeba było po prostu spróbować. 
Spacer też się liczy! Idź szybkim marszem :) Mozę hula hop? Skakanka? Zumba? Gry na konsoli typu wii/xbox kinect? Joga? Jest tyyyyyyyyle możliwości! Na pewno znajdziesz coś dla siebie :) Ważne, żeby nie siedzieć na tyłku ;)

7. MOTYWACJA

Nie ma po co się odchudzać, skoro nie wiesz po co to robisz. Znajdź sobie jakiś cel/powód. 
Studniówka? Ślub? Wymarzone wakacje w ciepłych krajach?
A może to, że niedługo może być za późno? Urodzisz dzieci, pójdziesz do pracy i na odchudzanie możesz nie znaleźć już czasu. Na pewno będzie łatwiej utrzymać wagę/zrzucić kila kilo, niż walczyć z nadwagą ;)

Zrób sobie album z motywacjami. Motywacyjne zdjęcia, cytaty. Mnie motywują zdjecia typu before&after oraz zdjęcia ładnych dziewczyn w ładnych ubraniach :P 


Ja mam zeszyt motywacyjny, w którym wklejam inspirujące obrazki, zapisuję co tydzień wagę i wymiary. Dodatkowo przeglądam w internecie przepisy, zdjęcia innych dziewczyn. 

Podsumowanie: wcale nie im mniej tym lepiej. Trzeba jeść zdrowo i myśleć o tym co się robi :) 

Na koniec: 


Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Niestety nie wszyscy są tak skonstruowani, żeby jeść tony chipsów i być szczupłymi :) Ale warto walczyć. O siebie, o swoje zdrowie i samopoczucie. Warto. Więc próbujcie!
I nie dajcie się wkręcić w żadną pro-anę, nie słuchajcie kretynek, które wkręcają w Was niezdrowe nawyki. Wiem o czym mówię, serio. Można sobie zrobić krzywdę i rozwalić psychikę. Radość i zdrowie - najważniejsze :)

Na wszelkie pytania postaram się odpowiedzieć jak najszybciej pod tym postem :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...