Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balea. Pokaż wszystkie posty

4 marca 2016

Ulubieńcy kosmetyczni - styczeń & luty 2016


Wiecie co to jest prawo Murphiego? No na pewno wiecie. Tak więc jak wczoraj postanowiłam, że zdjęcia na bloga porobię dzisiaj. A dzisiaj co? Zero światła. Dlatego zrobiłam tylko jedno. Spróbowałam je jakoś powyciągać, żebyście coś widzieli, dlatego wybaczcie niedociągnięcia :)

Ale wróćmy do tematu dzisiejszego posta, czyli kosmetycznych ulubieńców początku roku :)

Oliwka Babydream - hit włosomaniaczek. Ja ostatnio używam jej nie na włosy, a na ciało. Świetnie pomaga walczyć z zimowym przesuszeniem. Wkrótce opiszę jak dokładnie :)

Odżywka Isana Oil Care - kosztuje jakieś śmieszne pieniądze - 4-5 zł, a skład ma świetny. I działanie na włosy też! Jeśli jeszcze nie znacie, spróbujcie :) 

Pianka do golenia Balea o zapachu różowego grejpfruta - uwielbiam ich pianki. Pięknie pachną, działają tak jak powinny. Tym bardziej mi smutno, że zapas mi się kończy.

Paletka Zoeva Rose Golden - ostatnio praktycznie nie ma makijażu, w którym bym jej nie użyła. Świetne kolory - sami zobaczcie w podlinkowanym poście ze swatchami :)

Korektor Wibo Deluxe Brightener - pięknie rozświetla okolice oczu. Nie jest  drogi, a produktu w pędzelku bardzo wygodnie się używa.

Szczoteczka curaprox ultra soft - odkąd pamiętam mam problem z krwawiącymi dziąsłami. Odkąd używam tej szczoteczki problem praktycznie zniknął. I mam wrażenie, że domywa dużo lepiej niż zwykła. 

To tyle z tej kategorii, a już wkrótce ulubieńcy niekosmetyczni ;) 

Znacie te produkty? Co słychać w Waszych ulubieńcach? :)



Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

27 lipca 2015

DM Haul || Co kupić w Drogerii DM ?


Drogerie DM stały się punktem obowiązkowym podróży wszystkich kosmetykoholiczek. Jestem w 100% pewna, że gdyby te drogerie weszły do Polski, to szybko wygryzły by rossmana z rynku. Dlaczego? Produkty są tanie, a mają bardzo dobre składy. W dodatku przepięknie pachną. W zeszłym roku w Berlinie kupiłam mnóstwo świetnych rzeczy (niektóre z nich jeszcze wykańczam :P). Dzisiaj chcę Wam pokazać co w tym roku przywiozła mi mama ze swojej wycieczki do Niemiec i przy okazji opowiem Wam co warto kupić w drogerii DM, a co można sobie spokojnie odpuścić ;)


Te zakupy były robione bardzo na szybko, bez konkretnej listy, wysłałam mamie tylko smska z wytycznymi czego może poszukać, ale później telefon jej się wyładował i i tak kupowała z pamięci :P


Żele do golenia: one są u nich bardzo tanie, a są w świetnych zapachach! Ten jagodowy już miałyśmy, jestem meeega ciekawa grejpfrutowego. 


Dla mnie są te w sprayu, mamy są te w kulce. Dezodoranty Balea znowu są super tanie (mniej niż 1 euro z tego co pamiętam) a nie mają parabenów i aluminium (ma je tylko ta wersja active, która ma niby zapewniać dłuższą świeżość). Mimo tak lekkiego składu działają bardzo dobrze!


Żele mama wzięła w sumie przypadkiem (mamy zapas żeli do końca życia w tym momencie :P). Ten po lewej mnie zaciekawił, bo jest z brokatem :v Poleciałam z nim od razu pod prysznic. Pachnie przepięknie malinkami, ale shimmer nie zostaje na skórze ;)


Jajeczko ebelin - must have. Krem z filtrem i pilniczek w pudełku to kompletnie randomowe zakupy :D

Także tak. Co moim zdaniem warto kupić?

  • Dezodoranty i żele do golenia balea - niska cena, dobre składy, śliczne zapachy
  • Masła do ciała balea - super składy, duże opakowanie, niska cena, genialny zapach
  • Jajeczko ebelin - tanie i wygodne
  • Konturówki do ust p2
  • Limitki essence - za granicą są często inne niż u nas. Można upolować fajne rzeczy.
  • Olejki alverde - jak już się Wam znudzą Alterry
  • Żele pod prysznic - jeśli potrzebujecie. Nie są drogie i fajnie pachną. 
Co można sobie odpuścić?

  • Odżywki do włosów - te, które kupiłam rok temu nie robiły niczego specjalnego
  • Krem do włosów Alverde - jak wyżej, mam rok i nie jestem w stanie tego zużyć
  • Malinowy krem do rąk - wszyscy o nim gadają, a on wcale nie jest fajny :/ Zapach szybko się nudzi, krem jest słaby a wielką butlę ciężko zużyć...
Mam nadzieję, że ten post trochę Wam pomoże w wakacyjnych wyborach zakupowych ;) A sama bardzo chętnie się dowiem, co Wy lubicie kupować z DMu, jeśli macie do niego dostęp :) Piszcie!



Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

9 września 2014

Ulubieńcy sierpnia :)

Jak zwykle ostatnia, ale jak to mówią - better late than never ^^


Kosmetycznie: 
Dwa produkty pochodzą z lipcowych zakupów w DM. Kokosowe masło do ciała jest absolutnym mistrzostwem, za równo na poziomie zapachu jak i działania. Skład też jest bardzo dobry. Błękitny eyeliner z plażowej limitki essence komponuje się przepięknie z opaloną skórą :)
Trzecim produktem jest płyn micelarny garniera, który doskonale zastąpił mi biodermę. Nie spodziewałam się!



Akcesoria, które często pojawiały się u mnie w sierpniu to twistbands. Zainwestowałam w te z polskiej oficjalnej strony. Fajnie sprawdzają się jako bransoletki, szkoda tylko, że kotwice zaczęły mi złazić po którymś użyciu na włosach... Nie utrzymają wysokiego kucyka czy koczka, ale i tak są mega <3


Nie wiem czy kojarzycie te bransoletki - jest na nie ostatnio moda wśród dzieciaków. Dwie pierwsze zrobiłam z młodszą siostrą, później kupiłam sobie własny mały zestaw i robiłam kolejne xD Bardzo proste i relaksujące :)

Nie przychodzi mi do głowy żadna książka ani film. Słabo, wiem, ale tak jakoś w tym miesiącu wyszło. Obejrzałam za to śmieszny serial - Misfits:


Śmieszny serial, trochę w stylu skinsów, ale zdecydowanie lżejszy ^^



Jeśli chodzi o muzykę, to niesamowicie rozczula mnie ten kawałek :) 

A jacy są Wasi ulubieńcy? Co sądzicie o moich?





Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

29 lipca 2014

Mango mambo!

Pora na recenzję pierwszego produktu z wielkich zakupów w DM. Zacznę od dezodorantu, bo jego póki co najlepiej przetestowałam.


Ten dezodorant wzięłam tylko dlatego, że zaciekawił mnie zapach. Zobaczyłam mgiełkę, ale była dosyć droga. To cudeńko było taniutkie - 0,75 euro? Jakoś tak. Zwróciłam uwagę tylko na cenę i zapach. Nie spojrzałam na skład...


Który jest bardzo dobry! Nie wiem jak Wy, ale ja staram się zwracać uwagę na to, żeby w moich dezodorantach nie było aluminium i parabenów. Tu nie ma. I to za 0,75 euro!


Na koniec najważniejsze - działanie. A działa bardzo dobrze, nawet przy największych upałach. 
Myślę, że te dezodoranty to coś, co będę sobie ściągać z DM przy każdej okazji. Hit!

Znacie ten dezodorant? a może macie innych ulubieńców?


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

21 lipca 2014

Ulubieńcy czerwca i połowy lipca :)

Nie udało mi się napisać o ulubieńcach czerwca, a zaraz wyjeżdżam, więc z lipcowymi też będzie ciężko. Z tej okazji troszkę ulubieńców pojawi się teraz :)


Na pierwszy ogień kosmetyki:

NYX soft matte lip cream w kolorze antwerp zawładnął ostatnio blogosferą. Nic dziwnego, bo jest genialny. Piękny kolor, świetna formuła i trwałość. Wkrótce więcej o nim :) 
Dezodorant Balea mango mambo mam dopiero od wtorku, ale... zakochałam się! Pięknie pachnie, cudnie działa, o nim też na pewno będzie recenzja!
W buteleczce po lakierze kryje się moja własna mieszanka do olejowania. Tak, przekonałam się. I chyba działa! 
Balsamy eos przyjechały do mnie niedawno ze stanów. Mam smaki honeysuckle i truskawkę. Działają bardzo dobrze, smakują super i są w 100% eko. Czego chcieć więcej?


Jeżeli chodzi o dodatki, to ostatnio mam mega fazę na kokardy we włosach, w różnych konfiguracjach. Chcecie zobaczyć przykładowe fryzury z ich użyciem? :) Wszystkie kupiłam w claire's, oprócz tej dużej pomarańczowej, którą zrobiłam sama :)

Odzieżowym ulubieńcem są...


Sandałki crocs huarache. Zakochałam się w  nich kiedy tylko zobaczyłam je u innookiej na instagramie. A kiedy je przymierzyłam w sklepie, powiedziałam że chce nożyczki do odcięcia metek i nie mam zamiaru ich zdejmować. Najwyodniejsze sandały ever! Po 8 godzinach stania w pracy w tych butach prawie nie czuję bólu nóg. Po 4 godzinnym spacerze po Warszawie było już ciut gorzej (no ile można łazić? :D ) ale nic się nie obtarło, po prostu zmęczyły mi się stopy - klasycznie. Polecam te buty każdemu!

Przechodząc do kwestii kulturalnych:



Dwa filmy, które rozwaliły mnie na łopatki: 

Grand Budapest Hotel - totalnie mój poziom absurdu. Jeżeli oglądałyście "Jak obsługiwałem angielskiego króla" to tutaj klimacik jest podobny. Komedia, ale nie durna, świetne postaci i obsada. Polecam!

Maleficent - czy też Czarownica, to historia disneyowskiej Śpiącej Królewsny opowiedziana ze strony "Złej Czarownicy", granej przez Angelinę Jolie. Świetne kostiumy, genialna charakteryzacja i prześliczna scenografia/efekty. Jeden z ładniejszych filmów, jakie widziałam.





Breaking Bad oglądam dopiero drugi sezon - ale jaki to dobry serial! Niby niewiele się dzieje przez cały odcinek, ale zawsze ma się ochotę odpalić kolejne. I te osobowości!

Glee obejrzałam już całe. Uwielbiam musicale, uwielbiam covery, uwielbiam licealne dramaty :D Naprawdę dobrze mi się ten serial oglądało. 

Muzyczni ulubieńcy:






Czyli króluje Ed Sheeran ;) Swoją drogą, chciałam kupić tę płytę. Ale jak zobaczyłam cenę 65 zł w empiku, to mi się odechciało, spotify musi wystarczyć...

Mam też nowy ulubiony kanał na youtubie, ale zupełnie nie urodowy, tylko... książkowy :)



Nie miałam pojęcia, że są takie kanały jak booksandquills! Jestem w książkowym niebie <3 Myślicie, że są takie polskie kanały dobrej jakości? Muszę poszukać.

I na koniec całkiem randomowy ulubieniec:


Berlin! Moją relację z wycieczki możecie zobaczyć tutaj, a haul z drogerii dm - tutaj

Długi ten post wyszedł, prawda? 
Opowiedzcie mi o swoich ulubieńcach!

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)










16 lipca 2014

Dm Haul! Czyli Nika była w Berlinie :P

Hej!
Wczoraj w nocy wróciłam z Berlina. O całym zwiedzaniu opowiem Wam prawdopodobnie jutro, miasto jest przepiękne :) Ale to wymaga większego nakładu pracy, a ja spieszę się dzisiaj do roboty, więc szybko pokażę Wam co wyniosłam z Drogerii Dm (którą byłam zachwycona...)


Sama drogeria generalnie baaardzo przypomina Rossmana. Podobny układ, podobna grupa asortymentowa (aczkolwiek wydaje mi się, że tu jest dużo więcej jedzenia). To co odróżnia dm od przeciętnego Rossmana, to moim zdaniem większa ilość produktów marek własnych. Przede wszystkim chodzi tu o Alverde (odpowiednik Alterry) i Balea (odpowiednik Isany, ale zdecydowanie lepszy - moim zdaniem). Na tych dwóch markach przede wszystkim skupiłam swoje zakupy, dorzucając coś z limitki essence i z p2. Starałam się nie brać rzeczy, które mimo wszystko da się kupić w Polsce w podobnej jakości i cenie, a także nie szaleć z rzeczami, których nie potrzebuję (stąd tak mało kolorówki :P). Nie szalałam też z produktami, które kosztowały więcej niż 3 euro, żeby nie przepuścić tam majątku.


Nie pamiętam dokładnych cen, najtańsza rzecz kosztowała chyba 0,75 euro a najdroższa 3,75. Za to wszystko, plus butelka picia i woda kolońska, którą wzięła moja mama kosztowało 31 euro, po 10% rabacie, na który się załapałyśmy z okazji otwarcia tej konkretnej drogerii. 


Produkty z Balea:
Dezodorant mango mambo - on chyba był najtańszy, a pachnie genialnie i nie ma aluminium!
Odżywki do włosów - More blond i Oil repair - bez silikonów, myślę, że będą super!
Krem do ciała kokosowy - kosztował niewiele, a ma bardzo fajny skład (dużo naturalnych olejków, brak parabenów, tylko jeden silikon) i pięknie pachnie kokosem :) Myślę, że będzie używany i do ciała i do włosów :)
Dwie pianki do golenia - pełnowymiarowa Blueberry love i miniaturowa Carribean Dreams - wzięłyśmy je głównie dla tego, że są tanie! Duża to chyba 1,75 euro, mała około 1 euro. Pytanie jak się będą spisywać, no ale u nas nie widziałam tak tanich, działających pianek. No i ciekawe zapachy :)



Tu pozostałe produkty:
Olejek różany Relax - chciałam wziąć porzeczkowy, ale już go nie ma. Mam nadzieję, że ten  też będzie się sprawdzał... 
Krem do włosów z olejkiem avocado i masłem shea - czyli mamy produkt dedykowany do kremowania włosów :D Ponoć można go używać za równo przed jak i po myciu - no zobaczymy... 
Jajeczko z ebelin - jedno mam, ale używam go od grudnia i myślę, że wkrótce nadejdzie jego czas. Jest na tyle dobre, że postanowiłam zrobić zapas. Koszt około 2,75 euro.
Dwa produkty z limitowanki Essence "wave goddess" - spray do włosów, który ma dawać efekt "beach waves" i dwustronny eyeliner w przepięknym, błękitnym kolorze!
Z p2 wzięłam tylko kredkę do ust, bo nie chciałam kupować bezsensownie kolorówki i lakierów, ale bardzo mi się podobało duo bronzer + rozświetlacz. Niestety było na tyle drogie (3,75), że odpuściłam...

Z essence była jeszcze jedna limitka, viva brasil bodajże, lakiery, błyszczyki i róże w fajnych kolorach, ale nic z tych rzeczy nie było mi potrzebne. Limitki stały praktycznie pełne, nie widziałam problemu, żeby brakowało "najfajniejszych" produktów ;)


A te trzy pierdółki dostałyśmy gratis, razem z Dmowską gazetką, która z racji, że była w całości po niemiecku, została w pociągu (rozwiązałam tylko sudoku :P). 
Żel pod prysznic, pasta i chusteczki zawsze się przydadzą, fajnie, że takie miniaturki dostałyśmy gratis. 


Drogerią Dm byłam naprawdę zachwycona. Przede wszystkim wyborem produktów! I takie dobre składy, za takie małe pieniądze... Dodatkowo były zorganizowane różne małe wystawki o zmysłach, degustacje jedzenia itp, ale to chyba właśnie z okazji otwarcia drogerii. 




Byłyśmy też w lushu, ale jakoś nie miałam ochoty wydawać tam kasy. Fajnie było zobaczyć wreszcie jak ten sklep wygląda, powąchać i pomacać niektóre produkty, ale mimo wszystko jest to drogi sklep...

Totalnie rozczarował mnie Primark. Po przejrzeniu różnych hauli w internecie byłam zajarana. A na miejscu tłum (serio, tłumy takie, że się przejść nie dało, gorzej jak HM w szczycie wyprzedaży...), 3/4 rzeczy takiej jakości, że bałabym się tym myć okna... Męskie koszulki są rzeczywiście spoko i względnie tanie, to tak. Ale z damskich... za coś fajnego trzeba już zapłacić od 10 euro w górę. Ja wiem, że to nadal tanio, ale bardziej byłam nastawiona na ceny takie, za jakie kupowałam męskie tshiry - po 3 euro. Wyszło tak, że kupiłam prezenty tym, którym je obiecałam, a sobie wzięłam jeden tshirt, stanik bandeau i czepek pod prysznic... A plany miałam na zakupy życia :D 

To tyle z Berlińskich zakupów, przetestowałam już rano dezodorant (pachnie świetnie!) i spray do fal (włosy jeszcze schną). Na resztę przyjdzie czas. A teraz uciekam do pracy!

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

18 czerwca 2014

Subiektywny przegląd kremów do rąk

Nie ma nic gorszego niż uczucie suchej skóry. No dobra, ok, może kilka rzeczy jest, ale wiecie o co chodzi, prawda?
Specyfika mojej pracy (przewalanie ciuchów w tę i z powrotem) sprawia, że moje dłonie są wiecznie suche. Wiecznie. Za równo w domu jak i w pracy przetestowałam już multum kremów do rąk. Dzisiaj chcę Wam pokazać piątkę, którą lubię najbardziej :)
Nie będę się zagłębiać szczegółowo w składy i opisy producenta. To będą tylko moje szybkie przemyślenia.


1. L'occitane z 20% masła shea - To jest bardzo gęsty, treściwy krem. Raczej na noc niż do codziennego używania. Jest drogi, ale turbo wydajny! Miałam największą tubkę i zużywałam ją jakieś sto lat :D Moim zdaniem działa bardzo dobrze.

2. DaBa - biedronkowy krem z orzechami ziemnymi - PACHNIE JAK WAFELKI. Serio. Mam ochotę na wafelka za każdym razem, jak go używam :D A tak poza tym? Krem jest treściwy i dobrze się spisuje :)

3. Alterra krem granat&aloes - pachnie tak samo jak odżywki do włosów z tej serii. Jest delikatny, dobry do codziennego używania, do torebki.

4, Balea malinowa - pachnie przepięknie, jak malinowa mamba <3 Ma wygodne opakowanie z pompką, ale to nie pozwala na noszenie go w torebce. Dobrze go postawić na biurku lub przy umywalce. Jest lekki, szybko się wchłania.

5. Eveline aksamitne dłonie - na ten trafiłam przypadkiem w pracy. Pachnie jak pomarańczowe galaretki w czekoladzie :D Tak, mam słabość do kremów o spożywczych zapachach :P Jeśli chodzi o jego działanie, to jest bardzo podobny do tego z Balei. Lekka konsystencja, szybkie wchłanianie, wygodny w częstym użyciu. 


Jeśli miałabym czegoś NIE polecać, to kremów Ziaji. One w najlepszym wypadku ładnie pachną, ale robią niewiele...


A jakie są Wasze ulubione kremy do rąk? Chętnie przetestuję kolejne :D


13 sierpnia 2013

Moja pielęgnacja paznokci - aktualizacja :)

Ostatnio w blogosferze zrobiło się głośno o pielęgnacji paznokci, głównie ze względu na wszechobecną modę na olejowanie :D 
Postanowiłam dorzucić do tego swoje trzy grosze, a nuż mi coś doradzicie ;)


Powyżej są moje paznokcie: pomalowane i gołe. Swoją drogą ja się chyba nigdy nie nauczę malować ich tak, żeby nie pozalewać skórek :D

Ostatnio znowu miałam mega paznokciowy kryzys, cały czas były piłowane na zero. Teraz jest już trochę lepiej. Odratowałam je tak naprawdę w ten sam sposób jak rok temu.

A jak wygląda moja pielęgnacja teraz?


Nie przywiązuję dużej wagi do zmywacza, dlatego nie pokazuję tutaj żadnego. Jak dla mnie może być jakikolwiek, byleby działał. 
Skórki odsuwam po potraktowaniu je żelem silicare przy pomocy bambusowego patyczka. Jeżeli skórek jest nadmiar, co zdarza się zwłaszcza po kuracji odżywką eveline, to wycinam je tym śmiesznym urządzonkiem w kształcie jakby widełek. Oczywiście dopiero teraz zauważyłam, że ta jego część nie załapała się na zdjęcie xD Wygląda to TAK.

Paznokcie piłuję szklanym pilniczkiem, w obie strony :P Pilnuję tego, żeby spiłowywać każde najmniejsze rozdwojenie i nie pozwolić mu iść dalej.


Skórki smaruję, kiedy mi się przypomni, ale staram się, żeby przynajmniej raz przed snem to zrobić. 
Aktualnie używam oliwki z silicare, która ma bardzo wygodne opakowanie z pędzelkiem i masełka 2x5. 
Jeżeli zdarzy się, że paznokcie mogę pomalować następnego dnia rano, to na noc zostawiam je gołe i smaruję tylko tym masełkiem.



Jeszcze niedawno używałam odżywki eveline 8w1, o której więcej tutaj. Teraz mi się skończyła, poza tym chwilowo jej nie potrzebuję, więc jako bazy używam odżywki utwardzającej z silicare. Wydaje się być całkiem niezła :)


Krem malinowy balea cały czas stoi przy moim łóżku i jego również używam jak sobie o nim przypomnę ^^ 

Nie biorę teraz żadnych specjalnych suplementów. Jak paznokcie odrosną jeszcze trochę, chcę je oddać w ręce profesjonalistki, żeby je wyrównać i nadać im ładny kształt. 

Czekam na Wasze rady i sugestie :)


P.S. Jak Wam się podoba nowe tło do zdjęć? :)

6 kwietnia 2013

Najfajniejsze w marcu...

...czyli ulubieńcy :)

Seria którą kiedyś rozpoczęłam, a potem przepadła. Myślę, że fajnie będzie do niej wrócić :)

Najpierw kosmetycznie:


1. Malinowy krem do rąk Balea - pachnie cudownie i ma lekką konsystencję, dzięki czemu można uzywać go "w biegu"

2. Suchy szampon batiste w wersji dla średnich włosów - nie zostawia takiego strasznego białego pyłu. Polecam ciemnym blondynkom stanowczo.

3. Paletka maybelline w kolorze 95 coral oasis - mam ja ze Stanów i nie wiem czy ta wersja kolorystyczna jest dostępna u nas. Przy pomocy pierwszego i ostatniego cienia można zrobić bardzo ładny dzienny makijaż :)

I teraz niekosmetycznie :)


Absolutnie genialna książka, trochę w stylu Masłowskiej, ale moim zdaniem lepiej napisana. Sposób, w jaki główny bohater postrzega świat  totalnie do mnie trafia, a to, że fabuła opiera się na wątku miłosnym nie ma żadnego znaczenia :)


Podobno cytowanie Marylin to obciach. Ja tam się nie znam, ale ten tekst bardzo do mnie trafia w tym momencie ^^

Muzycznie:

Sporo piosenek męczyłam w zeszłym miesiącu, ale spróbuję się ograniczyć do kilku:P




I powód do dumy - zaliczenie wszystkich poprawek! :D

Znacie coś z moich ulubieńców?

10 marca 2013

O 'myciu' włosów na sucho z Baleą.

Dzisiaj szybka recenzja produktu, który zużyłam już jakiś czas temu. 

Do produktów Balea miałam dostęp dzięki wymiankowej paczki od Słonecznika, którą pokazywałam Wam tu.

Suchy szampon chciałam wypróbować od bardzo dawna. Wcześniej zamiast niego używałam pudru dla dzieci, który też się sprawdza w takiej roli, ale jest to  o wiele mniej wygodne, no i w ogóle - to nie to samo :)

Prosząc Słonecznik o kupienie mi tego szamponu nie wiedziałam jeszcze o tak prostej dostępności szamponów Batiste w polskich sklepach internetowych, ale szampon z Balea też miał niezłe recenzje, więc postanowiłam sprawdzić jak to działa.


Zacznijmy od tego do czego używam suchych szamponów. 
Moi koledzy jak usłyszeli, że zamawiamy z koleżanką Batiste postanowili nas obśmiać i stwierdzili, że zaraz zaczniemy używać dezodorantów zamiast prysznica. 
Wytłumaczenie im, że w suchym szamponie nie chodzi o to, żeby umyć nim całe włosy jak zwykłym szamponem graniczyło z cudem ;)

Posiadaczki długich włosów na pewno znają sytuacje, kiedy całe włosy są czyste, ba, wręcz wyglądają lepiej niż tuż po umyciu, ale przy skórze wyglądają już lekko nieświeżo i są oklapnięte. 
Dzięki suchemu szamponowi możemy uniknąć katowania całych włosów detergentem dzień w dzień. Nie mówiąc o tym ile czasu oszczędzamy.

Skład: Butane, Aluminium Starch, Octenylsuccinate, Alcohol Denat., Aqua, Parfum, Distearyldimonium Chloride, Isopropyl Alcohol.

Jak widzicie produkt posiada w składzie alkohol, który może wysuszać włosy, więc nie powinnyśmy używać tego typu produktów codziennie. Jednak użycie go raz na kilka dni na pewno nie zrobi nam krzywdy.

Co do samych właściwości produktu:

Jest biały, z czego raczej nie ucieszą się brunetki, bo nad wyczesaniem go z włosów trzeba chwilę popracować.
Intensywnie pachnie, ciężko powiedzieć czym, ale zapach utrzymuje się na włosach i dla mnie momentami był już męczący.

Za to działanie jest bardzo dobre. Włosy po nim są odświeżone, uniesione u nasady a efekt utrzymuje się jeszcze do następnego dnia włącznie. 

Ostatnia rzecz, której się czepię to jego wydajność, bo wystarczył mi na krótko.

Podsumowując:
Produkt jest dobry, aczkolwiek to nie to co Batiste, o których napiszę za jakiś czas :)

Miałyście do czynienia z tym szamponem?
A suchymi szamponami w ogóle? :)


4 listopada 2012

Bo wymianki mogą być cudowne :)

Aaaa! Czy Wam też ten długi weekend tak szybko zleciał?
Miałam zrobić tyyyyyyle rzeczy a wyszło jak zwykle :D

No cóż, pocieszam się tym, że już za niecałe dwa miesiące Boże Narodzenie, a moja przerwa świąteczna będzie trwała równe dwa tygodnie <3
BTW, jak myślicie, czy to już pora na świąteczną płytę Michaela Buble? :D

Ale do rzeczy!

Jakiś czas temu odezwała się do mnie Słonecznik z Bambusowego Raju z propozycją wymianki. Na początku byłam sceptyczna, bo miałam już negatywne doświadczenia z wymiankami, ale teraz naprawdę nie żałuję, że się zgodziłam. Zresztą zobaczcie same!




Mamy tutaj:
*suchy szampon balea
*Olejek porzeczkowy Alverde
*Morelową odżywkę balea
*Malinowy krem do rąk Balea
*Brązowy cień Alverde
*Masełko do ciała z Alverde

O ile o te większe rzeczy prosiłam sama, tak cień i masełko Słonecznik dorzuciła sama, za co jej bardzo dziękuję :*

Krem do rąk jest od wczoraj w ciągłym użyciu (pompka w kremie do rąk to super sprawa, serio), olejek z włosów właśnie zmyłam, a suchym szamponem jest zachwycony mój mężczyzna ^^ 
Odżywka czeka, aż jakąś inną zużyję, bo w tej chwili mam niezły arsenał pootwieranych panienek :)

Jaram się tymi produktami jak pochodnia i nie wiem co zrobię, jak mi się pokończą :D

Jak Wam się podoba?

A teraz idę dalej nadrabiać zaległości na youtubie ^^

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...