Kolejny tydzień akcji Piękna Jesienią to fokus na usta. Dziś opowiem Wam o genialnych pomadkach matowych od Golden Rose, w fajnych, jesiennych kolorach. Szminki mają też najmodniejszą ostatnio formułę. Czy można się do czegoś przyczepić?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą makijaż. Pokaż wszystkie posty
18 października 2016
11 października 2016
Cienie Glam Shadows - idealne kolory na jesień :) || Piękna Jesienią #1
Kto w blogosferze nie kojarzy Hani i jej Glam Shopu? Ja mam jeszcze jednego z pierwszych glamboxów, które Hania wypuściła dobrych kilka lat temu :D Uwielbiam wspierać tego typu inicjatywy dlatego byłam super ciekawa cieni Glam Shadows. Zamówiłam kilka sztuk, całkiem przypadkiem w kolorach idealnych na jesień ;)
Etykiety:
cienie do powiek
,
glamshadows
,
glamshop
,
makijaż
,
piękna jesienią
28 lipca 2016
Ulubieńcy lipca 2016 - Clarena, Revlon, Pixie, Flos lek
Dacie wiarę, że to już połowa wakacji? Ja w to zupełnie nie wierzę :D Dopiero co kończyłam studia, a tu już sierpień! W zeszłym miesiącu się chyba nie wyrobiłam z ulubieńcami, ale w tym będą! Obiecywałam kosmetyczne posty, to są :) Czytajcie!
1 lipca 2016
Mój letni makijaż z barwionym filtrem Avene
W upały, kiedy wszystko płynie a my razem tym wszystkim też, makijaż nie zawsze jest na pierwszym miejscu na liście priorytetów. Czasami jednak trzeba, albo po prostu się chce! Warto wtedy zadbać, aby nasz make up był nie tylko ładny, ale też ochronny - zjaranej na raczka buzi i makijaż nie pomoże ;) W poprzednim poście pokazałam Wam jak wygląda moja poranna pielęgnacja twarzy, w której już zawarłam kilka produktów SPFem. Dzisiaj chcę Wam pokazać makijaż, który opieram na filtrze Avene.
Etykiety:
avene
,
filtr przeciwsłoneczny
,
lato
,
makijaż
,
makijaż codzienny
,
makijaż dzienny
,
ochrona przeciwsłoneczna
,
wakacje
18 maja 2016
Dobry tusz z Biedronki? || Maybelline Great Lash
Hej!
Ci z Was, którzy czytają mnie od jakiegoś czasu, doskonale wiedzą, że jestem wierna tuszom marki Maybelline od dawna i rzadko sięgam po maskary innych marek. Wersja Great Lash jakoś mnie nigdy nie pociągała. Ot, taka mała, niepozorna, niereklamowana... Czy to może być dobre?
Trafiłam na stosik tych tuszy w jednej z podwarszawskich Biedronek i stwierdziłam, że może spróbuję, jeśli cena mnie nie powali. Cena powaliła, ale w drugą stronę - tusz kosztował tam 8 zł. Nie mam pojęcia ile one kosztują w normalnych drogeriach, ale inne maskary Maybelline chodzą po 20-30 zł bez promocji. No to wzięłam, a co!
Tusz jest bardzo malutki i jego opakowanie niczym nie przypomina tych znanych z maskary Collosal czy Rocket. To samo ze szczoteczką: nie jest silikonowa, to absolutnie klasyczna szczotka, ale w mini wersji. Znów można by się zastanawiać - co taka mała szczoteczka może? Ale może całkiem wiele.
Moim zdaniem ten tusz nie ustępuje swoim braciom (czy siostrom) z maybellinowej półki. Ładnie wydłuża, całkiem ok rozdziela, nie robi efektu pajęczych nóżek. Moje rzęsy ostatnio trochę płaczą, ale ten tusz nieźle stawia je na nogi.
Historia skończyła się tak, że gdy trafiłam go w kolejnej biedronce, wzięłam jeszcze jedno opakowanie na zapas. Tusz naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył i polecam Wam wziąć go pod uwagę przy następnych zakupach.
A Wy znacie Maybelline Great Lash? Jakie są Wasze ulubione tusze?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
great lash
,
kolorówka
,
makijaż
,
maskara
,
maybelline
,
tusz
,
tusz do rzęs
19 kwietnia 2016
Kwietniowe beGlossy - co jest w środku? :)
Właśnie - dosłownie przed sekundą - odebrałam kwietniowe, wiosenne pudełeczko beGlossy. Jeśli jesteście ciekawy co jest w środku, to zapraszam. Jeśli czekacie jeszcze na swoje pudełko i chcecie mieć niespodziankę, to poczekajcie z czytaniem do jutra :)
Ostatnie pudełko zamawiałam już dawno temu i szczerze mówiąc już zapomniałam, jak fajne jest ich otwieranie - taka mała gwiazdka! Do tego wszystko jest ślicznie zapakowane :)
To jak, ciekawi co znalazło się w wiosennym pudełku?
Exclusive cosmetics - hydrożelowe płatki pod oczy z wyciągiem z pereł i betainą. Może to głupie, ale z nich ucieszyłam się chyba najbardziej - zawsze chciałam przetestować takie płatki a nigdy nie miałam okazji. Na pewno długo nie będą czekały na test :)
Catrice - poczwórne cienie absolute eye colour. Bardzo podobają mi się kolory w tej paletce. Myślę, że będą ładnie grały z moją tęczówką, a taki zestaw warto mieć w kosmetyczce - czwórką zrobimy pełny makijaż oka.
Carmex - carmexy to produkty kultowe. Zawsze kupowałam te w tubce, sztyft pewnie będzie wygodniejszy. Ten jest limonkowy! Z SPF 15 będzie super na lato.
Bioderma - Hydrabio perfecteur SPF 30 - krem nawilżający, wygładzający i rozświetlający. Mimo tego, że zgromadziłam spore zapasy kremów do twarzy, to mega cieszę się z tego. SPF 30 będzie super na lato, a dobrych kremów nawilżających nigdy za wiele.
-417 - szampon witaminowy Catharsis. Przyznam szczerze, że to jedyna marka, której nie znam w tym zestawieniu. Szampon zawiera minerały z morza martwego, witaminy i wyciągi z różnych miłych roślinek. Miniaturka jest całkiem spora, ma 40 ml. Myślę, że zatrzymam go sobie na jakiś wyjazd :)
I jak wypada pudełko? Moim zdaniem bardzo dobrze :) Na 5 produktów 4 są pełnowymiarowe, każdy z nich na pewno wykorzystam. Cienie są tak śliczne, że chyba zaraz pójdę je wypróbować ^^ Chcecie własne pudełko? Możecie zamówić je TUTAJ do czego zachęcam :) I UWAGA! Do końca kwietnia możecie skorzystać ze specjalnie przygotowanej dla Was zniżki -20 zł na zestawy z kodem:
tbg20LILIOWY
Dajcie znać czy skorzystacie :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
16 stycznia 2016
Red Lipstick Monster - Tajniki Makijażu || Nika Czyta
Właśnie skończyłam lekturę jednego z moich gwiazdkowych prezentów - książkę Ewy Grzelakowskiej-Kostoglu, znanej jako Red Lipstick Monster, dotyczącą tajników makijażu. I powiem Wam, że w życiu nie miałam w ręku tak dobrego i ładnie wydanego poradnika.
Przede wszystkim w książce znajdziemy przepiękne zdjęcia, robione na potrzeby tej książki. Na większości zdjęć jest sama Ewa. Strasznie brakowało mi tego w książce Anwen. Zdjęciami podparta jest każda wskazówka i każdy produkt. Naprawdę niesamowicie to ułatwia odbiór tego typu poradnika.
Kolejnym ukłonem w stronę czytelnika są kody QR linkujące do filmików Red Lipstick Monster. Nie trzeba szukać, kombinować, przy każdym temacie znajdziemy listę filmów odnoszących się do niego, z bezpośrednimi odnośnikami. Brawo za pomysł!
I chyba najważniejsze, czyli treść - uporządkowana, logiczna całość, napisana przystępnym językiem. Nic tu nie jest przypadkowe, a Ewa nie powiela utartych schematów, tylko sprzedaje czytelnikowi swoje patenty. Ja wiele z tej książki wyniosłam, a lektura była przyjemnością.
Jeżeli chcecie kupić jeden podręcznik do makijażu - kupcie ten. Na pewno nie zaspokoi on potrzeb dziewczyn bardzo zaawansowanych w tej sztuce, ale do załapania podstaw lub skorygowania błędów ta książka jest idealna :)
Znacie ją? Czytaliście? A może macie do polecenia coś jeszcze ciekawszego? Czekam na komentarze :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
książka
,
książki
,
makijaż
,
nika czyta
,
podręcznik
,
poradnik
,
red lipstick monster
7 stycznia 2016
Ulubieńcy kosmetyczni 2015 :)
Styczeń to czas podsumowań. Myślę, że to idealny moment, żeby przejrzeć produkty, które najlepiej sprawdziły się u mnie w minionym roku :) Udało mi się tego wybrać całkiem sporo! :)
1. Włosy
Zaczniemy od kategorii włosowej, w której wybrałam całkiem sporo zwycięzców. Na początek maska jajeczna Bania Agafii - kupiłam ją przypadkiem na Litwie i jestem nią zachwycona. Bardzo dobrze robi włosom, ładnie pachnie, nie obciąża. Dalej mamy spray termoochronny TRESemme thermal creations. Wcześniej nie miałam tego typu produktu, ale ten spełnia moje oczekiwania w 100%. Ma przyjemny zapach, nie skleja włosów i chyba działa tak, jak powinien działać :P Lakier L'oreal Elnett lubię z tego względu, że nie tworzy hełmu na włosach. Odżwyka Garnier Goodbye Damage jest moim ponadczasowym hitem i będę bardzo płakać, jeśli ją kiedyś wycofają. Włosy są po niej meeega! Last but not least Oil Therapy firmy Loton. Nałożony przed myciem fajnie wygładza :)
2. Twarz
Mamy tutaj dwa kosmetyki Ziaji. Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy liście manuka bardzo dobrze oczyszcza skórę nie podrażniając jej przy tym. Tonik - tani, skuteczny, ogólnodostępny - dla mnie hit. Krem Love Me Green na noc poznałam dzięki miniaturce dołączonej do Glossyboxa i tak mi się spodobał, że ostatnio kupiłam pełne opakowanie :)
3. Ciało
W tej kategorii również zaczniemy od Ziaji. Balsam bronzujący Sopot bardzo dobrze sprawdził się wiosną, kiedy trzeba było wyskoczyć ze swetrów i długich spodni, a skóra aż straszyła bladością :P Dwa produkty Balea - dezodorant i piankę do golenia, mogę polecić z czystym sumieniem, niezależnie od wersji zapachowej. Przetestowałam już po kilka z nich i są super - mają dobre składy, ładne zapachy i nie kosztują wiele. Jedyny problem to ich dostępność... Mgiełka Bath&Body Works Lush Pink Dragonfruit również jest hitem - dostawałam bardzo wiele komplementów dotyczących tego zapachu.
4. Kolorówka
Dzisiejszy zbiór ulubieńców zamkniemy kolorówką. Sama się dziwię, że wybrałam tego aż tyle :P Najpierw narzędzie - jajeczko ebelin - nie dorobiłam się jeszcze Beauty Blendera, ale tym naprawdę fajnie rozprowadza się podkład, zwłaszcza taki gęstszy. No i kosztuje ułamek tego co oryginał. Dwie matowe pomadki - NYX i Bourjois Rouge Edition Velvet lubię przede wszystkim za trwałość i przepiękne kolory. Cienie Maybelline Color Tattoo występują w praktycznie każdym moim makijażu oczu jako baza. On and on bronze i metaliczne złoto polubiłam najbardziej. Na koniec wodoodporny eyeliner wibo - świetnie mi się robi nim kreski, a ja naprawdę jestem pokraką w tym zakresie :D
To już wszyscy moi ulubieńcy 2015 roku :) Znacie te produkty? Pojawiły się wśród Waszych ulubieńców?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
2015
,
kosmetyki
,
makijaż
,
ulubieńcy
,
ulubieńcy roku
25 listopada 2015
"Prawie" jak Naked - W7 In the buff - lightly toasted
Paletki Urban Dekay Naked wstrząsnęły światem kosmetycznym. Jak to się zwykle zdarza w takich momentach, na rynku pojawiło się wiele "inspirowanych" paletek - za o wiele mniejsze pieniądze. Po tym jak do drogerii Natura wprowadzono markę W7 w moje ręce wpadła paletka In the buff - lightly toasted.
Inspirację paletkami Naked widać już po pudełku. Metalowa, porządna kasetka, wytłoczone napisy - nic do zarzucenia. W środku oprócz 12 cieni znajdziemy pędzelko-pacynkę - w sumie całkiem fajną. Cienie są tutaj za równo matowe, jak i takie "cięższe", metaliczne. Kolory - dosyć szeroka paleta nudziaków - brązy, złoto, róże, czarny i szary.
Z pigmentacją jest różnie. Poniżej możecie zobaczyć swatche (wybitnie nie po kolei) pomazane palcem. Niestety przy nakładaniu pędzlem jest dużo gorzej - cienie się osypują, te metaliczne się nie nakładają, te matowe znikają przy rozcieraniu. No cóż. Ale jak się trochę popracuje, to można z nich coś wyciągnąć ;)
Za niecałe 30 zł nie możemy się spodziewać idealnego odpowiednika Naked. Ale czy w ogóle warto kupić tę paletkę? Szczerze mówiąc, nie sądzę. Chyba lepiej kupić sobie 3-4 pojedyncze cienie w kolorach, których naprawdę będziemy używać, niż paletkę, która będzie sobie leżeć i od czasu do czasu maźniemy jeden cień.
Może Wy znacie jakiś lepszy odpowiednik paletni Naked?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
cienie
,
cienie do powiek
,
in the buff
,
kolorówka
,
makijaż
,
paletka
,
w7
23 lipca 2015
Mini jajeczko - przydatne narzędzie czy zbędny gadżet?
W ostatniej paczce z Born Pretty Store dostałam ciekawy prezent. Jest to mikro jajeczko do makijażu typu beauty blender. No jest urocze, to mu trzeba przyznać :D Ja nie wiem co jest w tych miniaturowych rzeczach, że są takie rozczulające :D Ale poza swoją uroczością, czy spełnia swoją funkcję?
Zaczęłam od roztarcia nim korektora. No było ok, ale jajeczko w regularnym rozmiarze nie jest dla mnie wcale za duże w tym przypadku. Pomyślałam więc o makijażu oka. Tutaj okazało się, że cienie w kremie niezupełnie lubią się z mokrą gąbką. Wtedy pomyślałam o suchych cieniach. Przecież nakłada się je też na mokro, nie? No i dało radę, ale strasznie nieprecyzyjnie.
Gąbka jako gąbka jest spoko, jest miękka, ma fajną fakturę. Ale nie powiem, żeby jakoś specjalnie zmieniła moje makijażowe życie. Przychodzi mi jeszcze do głowy nakładanie nią rozświetlacza w kremie. Z różem radzi sobie całkiem ok, ale ja nie mam tak małej twarzy, żeby takie precyzyjne narzędzie było mi potrzebne :).
A tutaj porównanie mokrego jajeczka ebelin a mokrym jajeczkiem bps. Widać, że jest to mikrus :D
No cóż, ja będę jeszcze je testować, bo jest śmieszniutkie, ale moim zdaniem nie niezbędne. Jeśli chciałybyście je kupić, to kosztuje grosze, bo 1,6$. Z kodem ERG10 dostaniecie jeszcze 10% zniżki.
Znajdziecie je TUTAJ.
A może Wy macie jakieś pomysły na wykorzystanie mikro jajka?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
beauty blender
,
born pretty store
,
gąbeczka do makijażu
,
jajeczko
,
makijaż
11 lutego 2015
Mój codzienny makijaż :)
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać jak mniej więcej wygląda mój codzienny makijaż :) Nie ma zdjęć en face, bo na jedynym, które zrobiłam, wyglądałam jak przymuł :P
Użyte produkty: Krem BB Lirene, korektory wibo, paletka essence do brwi, tusz essence lash princess, matowa pomatka NYX w kolorze antwerp.
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
make up
,
makijaż
,
makijaż codzienny
27 lipca 2014
Biedronkowe cienie do powiek - neon colour
Podczas ostatniej kosmetycznej akcji w Biedronce wypatrzyłam takie o dziwactwa. Neonowe cienie w sztyfcie. Pomyślałam - czemu nie. I wzięłam.
W pudełku były cztery wykręcane sztyfty. Różowy, fioletowy, niebieski i żółty. Mają śmieszną konsystencję... Jakby... bardzo miękkie kredki świecowe? Kryją przyzwoicie, ale trzeba kilka razy tą "kredką" przejechać. U mnie sprawdzają się przede wszystkim w charakterze kresek.
Trwałość mają dobrą, wytrzymują cały dzień na powiekach. Mimo wszystko nie jest to zbyt profesjonalny produkt makijażowy, raczej taka zabawka. Myślę, że będą fajne dla nastolatek, które dopiero zaczynają się bawić z makijażem. Kolory są świetne na wakacje!
A co Wy o tym sądzicie?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
25 lipca 2014
Cudeńko: NYX- soft matte lip cream - antwerp
Dzisiaj o tym cudnym produkcie do ust, o którym wspomniałam w ostatnich ulubieńcach.
Ten 'matowy błyszczyk' od Nyxa znajduje się w dosyć zwyczajnym, błyszczykowym opakowaniu. Aplikator też jest bardzo zwyczajny. Ale to dobrze, dzięki temu można go nałożyć praktycznie bez patrzenia w lusterko. Kolor? Jeśli przyjrzycie się moim zdjęciom i zdjęciom innych dziewczyn, zobaczycie, że ciężko go uchwycić. Ni to koral, ni to brudny róż. Ważne jest jedno - jest śliczny.
Produkt jest bardzo trwały. Wytrzymuje na ustach kilka godzin, nawet gdy jemy i pijemy. W dodatku ściera się równo i nie wygląda to durnie. A mogłoby! Koszt w douglasie to ok. 32 zł, na minti wychodzi trochę taniej z tego co widziałam.
Myślę, że zainwestuję jeszcze w kilka kolorów tego produktu. Stanowczo.
A co Wy o nim sądzicie?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
makijaż
,
matowy błyszczyk
,
nyx
,
pomadka
,
recenzja
,
soft matte lip cream
,
swatch
,
usta
23 lipca 2014
Multifunkcyjny krem BB od Lirene
Recenzję tego produktu obiecywałam Wam od dawna. Wreszcie jest :)
Krem BB robi u mnie za lekki podkład. Używam go w te dni, kiedy nie potrzebuję perfekcyjnego krycia - czyli ostatnio bardzo często ;)
Ma bardzo ładny, delikatny zapach. Jest lekki i łatwo rozprowadza się palcami. Kolor stapia się ze skórą, nie odcina się. Wymaga jednak poprawek korektorem i przypudrowania. Ma bardziej żółte/oliwkowe tony, niż różowe. Odrobinę nawilża.
Powyższe zdjęcia pokazują krycie. Jak widać nie zakrywa większych przebarwień, ale ładnie wyrównuje koloryt skóry. Moim zdaniem jest bardzo fajny, podoba mi się o wiele bardziej niż ten z Under20.
Co sądzicie?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
2 lutego 2014
Stay matte! Nowość w musie od Rimmela
Tym, które znalazły już swój podkład idealny gratuluję z całego serca ^^
Ja ciągle poszukuję i właśnie z tego powodu nowość rimmela wylądowała w moim koszyku.
Rimmel stay matte liquid mousse foundation to jak sama nazwa wskazuje podkład matujący w musie. Producent twierdzi, że jest on lekki. No cóż, porównując go z musem od maybelline owszem jest. Ale na pewno nie jest to lekki podkład :P
Podkład jest wydajny, wystarczy porcja wielkości ziarnka grochu, żeby pokryć całą twarz porządną warstwą. Wygodnie stopniuje się krycie. Jeżeli chodzi o mat, to ja go i tak zawsze pudruje, ale nie jest źle. Osobom o normalnej cerze powinien wystarczyć. Ja się jednak po jakimś czasie zaczynam świecić na czole. Chociaż prawda jest taka, że na czoło kładę go najmniej.
Najwygodniej nakłada mi się go gąbeczką-jajeczkiem. Taki zestaw daje ładne, równe krycie, bez smug.
Zdjęcia mi wyszły nieostre, ale krycie widać :D
Koszt podkładu to niecałe 30 zł.
Czy warto?
Moim zdaniem jest dobry. Ale to nadal nie ideał :)
Etykiety:
makijaż
,
mus
,
podkład
,
podkład w musie
,
recenzja
,
rimmel
,
stay matte
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)


