Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusz do rzęs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tusz do rzęs. Pokaż wszystkie posty

18 maja 2016

Dobry tusz z Biedronki? || Maybelline Great Lash


Hej!
Ci z Was, którzy czytają mnie od jakiegoś czasu, doskonale wiedzą, że jestem wierna tuszom marki Maybelline od dawna i rzadko sięgam po maskary innych marek. Wersja Great Lash jakoś mnie nigdy nie pociągała. Ot, taka mała, niepozorna, niereklamowana... Czy to może być dobre? 

Trafiłam na stosik tych tuszy w jednej z podwarszawskich Biedronek i stwierdziłam, że może spróbuję, jeśli cena mnie nie powali. Cena powaliła, ale w drugą stronę - tusz kosztował tam 8 zł. Nie mam pojęcia ile one kosztują w normalnych drogeriach, ale inne maskary Maybelline chodzą po 20-30 zł bez promocji. No to wzięłam, a co!


Tusz jest bardzo malutki i jego opakowanie niczym nie przypomina tych znanych z maskary Collosal czy Rocket. To samo ze szczoteczką: nie jest silikonowa, to absolutnie klasyczna szczotka, ale w mini wersji. Znów można by się zastanawiać - co taka mała szczoteczka może? Ale może całkiem wiele. 

Moim zdaniem ten tusz nie ustępuje swoim braciom (czy siostrom) z maybellinowej półki. Ładnie wydłuża, całkiem ok rozdziela, nie robi efektu pajęczych nóżek. Moje rzęsy ostatnio trochę płaczą, ale ten tusz nieźle stawia je na nogi. 


Historia skończyła się tak, że gdy trafiłam go w kolejnej biedronce, wzięłam jeszcze jedno opakowanie na zapas. Tusz naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył i polecam Wam wziąć go pod uwagę przy następnych zakupach. 

A Wy znacie Maybelline Great Lash? Jakie są Wasze ulubione tusze?



Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

6 kwietnia 2016

Kosmetyczni ulubieńcy marca 2016

W tym roku szczególnie przeraża mnie to, jak szybko mijają kolejne miesiące. Nieuchronnie zbliża się moment, w którym wypadałoby się obronić :D Bardzo nie chciałabym odkładać tego na wrzesień, a praca nie bardzo chce się pisać sama - zupełnie nie wiem czemu! :P No nic, ale nie ma co marudzić, trzeba się po prostu wziąć do roboty.

W tym miesiącu nie mam wielu ulubieńców, a w dodatku jest to sama kolorówka. Pielęgnacyjnie będzie zdecydowanie bardziej w kwietniu :)


Wśród moich ulubieńców znalazł się tusz do rzęs, dwa produkty do ust i dwa do brwi, a w całości jak widzicie przeważa marka essence, do której ostatnio powróciłam.


Jeżeli śledzicie mojego bloga, to wiecie, że bardzo lubię tusze maybelline. Przetestowałam już wiele rodzajów i rzadko kiedy się zawodzę. Po Great Lash jakoś nigdy nie sięgnęłam - taki mały, niepozorny... Aż trafiłam go w Biedronce za 8 zł. I przy kolejnej okazji kupiłam kolejne opakowanie :) Myślę, że nie będę się specjalnie rozpisywać i poświęcę mu wkrótce osobny post :)


Szminkę w płynie w kolorze 06 make a statement mam już od jakiegoś czasu, tutaj możecie obejrzeć swatche i poczytać dokładniejszą recenzję. Niedawno kupiłam sobie kredkę w kolorze 05 soft berry - kolor mi się spodobał, skojarzył mi się ze słynnymi ustami a'la Kylie Jenner :P Powiem Wam, że połączenie tych produktów wygląda genialnie i żałuję, że nie wpadłam na to kilka miesięcy wcześniej, bo byłoby idealne na mijającą porę roku :) Kredka jest miękka, ładnie się rozprowadza, razem trzymają się całkiem nieźle :) 


Ostatnio postanowiłam jakoś bardziej "ogarnąć" swoje brwi. Przede wszystkim zapuściłam to, co uparcie wyskubywałam, zyskując po pół centymetra na brwi. Od razu to jakoś lepiej wygląda. Nowy kształt brwi wymaga jednak wypełniania luk i utrwalania. Wcześniej korzystałam z cieni z limitki essence, ale kredki eyebrow designer używa się o wiele wygodniej. Kolor 04 blonde bardzo dobrze mi pasuje. Skuwka ma też malutki grzebyczek, który pozwala ułożyć brwi i lekko rozetrzeć kredkę :) 

Lubiłam barwiony żel do brwi z wibo za jego trwałość, ale pigment był dla mnie odrobinę za ciemny. Tym razem udało mi się kupić przeźroczysty żel, który sprawdza się równie dobrze, nie ma jednak problemu z niepasującym kolorem :) 

No i to tyle kosmetycznych ulubieńców na dzisiaj! Uciekam udawać, że czytam książki do magisterki. No dobra, może faktycznie coś dzisiaj przeczytam. Trzymajcie za mnie kciuki :P

Znacie któryś z tych produktów? Piszcie co sądzicie :)


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

26 marca 2014

Kocie oczy od maybelline - Colossal volum' express cat eyes


Generalnie uwielbiam tusze maybelline. Stosunek cena/jakość mi odpowiada (zwłaszcza na promocji w rossmanie :P) dlatego praktycznie nie kupuję innych tuszy. I jeszcze nigdy się nie zawiodłam. A jak było tym razem? 


Opakowanie jest dokładnie takie samo jak przy ich wszystkich tuszach, tutaj nie ma się nad czym rozwodzić.


Szczoteczka tym razem nie jest silikonowa, tylko klasyczna, za to wygięta w kształt łuku. Operuje się nią całkiem wygodnie ;) No to przejdźmy do efektu...


I tu zaczynają się schody. U góry widzicie gołe rzęsy...


Tu z tuszem


A tu tusz na bazie eveline. Nie wiem o co chodzi, ale najprawdopodobniej tusz był wcześniej otwierany, bo od samego początku mojego używania był zeschnięty. Tępy, grudkowaty. Jakiś efekt jak dla mnie dało się osiągnąć tylko na bazie, ale nadal nie jest to to, co ja lubię. Rzęsy się sklejały.

Nie wiem czy trafiłam na felerny, "zmacany" egzemplarz, czy one wszystkie takie. Dajcie znać jeśli testowałyście!


31 stycznia 2014

Rzęsy jeszcze dłuższe, tusz jeszcze trwalszy

Czyli recenzujemy odżywkę do rzęs Eveline ;)


Jest to kolejna dobroć z mikołajkowej paczki od Natii :)



Odżywka ta ma spełniać dwie podstawowe funkcje - bazy pod tusz i serum do rzęs
Można jej używać albo pod tusz, albo na gołe rzęsy, np przed snem. 
Ja zdecydowałam się na ten pierwszy wariant.



Odżywka ma formę maskary do rzęs, tylko jest biała ^^ Nakładamy ją przy pomocy silikonowej szczoteczki


Jak to wygląda na obrazkach?


Gołe rzęsy


Z odżywką


Tusz na gołe rzęsy




Tusz na odżywce

Moim zdaniem odżywka zdecydowanie poprawia wygląd tuszu na rzęsach. Rzęsy wydają się grubsze i dłuższe. Jeżeli chodzi o wpływ na same rzęsy - wydaje mi się, że zrobiły się trochę ciemniejsze, mocniejsze i mniej wypadają. 

Według wizażu kosztuje około 12 zł. Dla mnie - bomba. Myślę, że będę kupować ten produkt regularnie :)

EDIT: Zapomniałam dodać, że ta odżywka znacznie zwiększa trwałość tuszu i sprawia, że się nie osypuje!


Znacie tę bazę? A może używacie podobnych produktów innych marek? Piszcie!

19 lipca 2013

Perełka za grosze: tusz lovely spectacular me

Ten produkt trafił do mnie przypadkiem. 
Nie wiem czy czuwała nade mną opatrzność czy to kobieca intuicja. 
A było tak:

Te (Ci?) z Was, które (którzy?) czytają mnie regularnie wiedzą, że jestem wielką fanką tuszy Maybelline i rzadko kiedy je zdradzam. 
Jednak podczas sesji zimowej, kiedy musiałam spędzić kolejny dzień  i kolejną noc poza domem, stwierdziłam, że kupię sobie jakiś podstawowy, najtańszy tusz, żeby nie straszyć. 

Ten tusz był w rossmanie na promocji. Za jakieś 5,50. I jest genialny.




Szczoteczka jest śmieszna, dość długa, z króciutkimi gumowymi włoskami. Sprawuje się bardzo dobrze, rozdziela rzęsy jak trzeba.



Nie odpowiada mi w nim tylko zapach - pachnie tanim tuszem, no co poradzisz, w końcu tanim tuszem jest :D

Jeżeli szukacie czegoś za niewielkie pieniądze, co będzie spełniało swoje zadanie, to polecam! 

Znacie ten tusz? A może macie jakich innych ulubieńców do 10 zł?

25 czerwca 2013

Wodoodporne cudeńko od maybelline

Nigdy nie byłam fanką wodoodpornych tuszy.
Nie widziałam u siebie potrzeby używania takiego wynalazku, nie chciało mi się go zmywać i w ogóle jakoś mnie to nie przekonywało. 

W tym sezonie stwierdziłam jednak, że może warto się skusić, zwłaszcza, że ostatnio często mam do czynienia z wodą, nawet jeżeli wcale nie miałam takiego zamiaru ^^ 

Tusz kupiłam na rossmanowej promocji -40%, a jego regularna cena to ok. 25 zł.


Opakowanie jest charakterystyczne dla tuszów maybelline, więc chyba nie ma powodu, żebym się nad nim więcej rozwodziła. 


Szczoteczka jest ciekawa, ma chyba jeszcze krótsze "włoski" niż one-by-one, jest oczywiście silikonowa.
Bardzo ładnie rozdziela rzęsy i dociera tam gdzie trzeba. Nie jest ani za duża, ani za mała, nie ma problemów z mazaniem się wszędzie gigantyczną szczoteczką jak w przypadku essence I <3 extreme

Trwałość: ten tusz jest niesamowity. Szczytem jego możliwości ( i proszę tutaj nie oceniać mojej głupoty, tak wyszło, niechcący :P) była doba, a właściwie prawie dwie, które wyglądały tak:

9:00 - makijaż i wyjście z domu
12:00 - siłownia i prysznic
17:00 drzemka
21:00 - dołożenie lekko drugiej warstwy tuszu
23:00-08:00 podróż na Hel 
08:00-15:00 pół dnia na słońcu
15:00 demakijaż.

Tusz się nie osypał, nie rozmazał, nic. Siedział twardo na swoim miejscu. To samo było jak wylądowałam ostatnio w basenie. 

Problem z tym jest tylko taki, że nie schodzi micelem jak wszystkie moje dotychczasowe tusze, tylko trzeba nad nim chwilę popracować dwufazówką. 

Efekt:


(po całym dniu w duchocie)

Jeżeli szukacie dobrego tuszu na wakacje, to naprawdę polecam to cudeńko. 
Nie jest drogi a w zupełności spełnia swoją funkcję. 

Znacie ten tusz?
A może polecicie mi inne wodoodporne tusze warte uwagi?

10 lutego 2013

Rzęsy do nieba: Maybelline one by one

Tym razem o moim ulubionym tuszu:


Kupiłam go już drugi raz (a zwykle mi się to nie zdarza przy tuszach). 
Opakowanie standardowe jak na ich tusze, ale szczoteczka jest bardzo ciekawa:


Jest grubsza na środku, węższa na końcach, silikonowa z krótkimi wypustkami. 

Mam wersję czarną, niewodoodoporną.

Dlaczego uwielbiam ten tusz?

Daje super efekt
Nie osypuje się
Utrzymuje się całą noc, a jak zdarzy mi się zabalować to i następnego dnia rano jeszcze jest na rzęsach (essence extreme znikał).

Tutaj rzęsy pomalowane na szybko, dokładając kolejne warstwy i rozczesując je grzebykiem można osiągnąć naprawdę kosmiczny efekt.


Jeżeli nie testowałyście jeszcze tego tuszu to koniecznie spróbujcie, naprawdę nie używałam jeszcze nic lepszego.

A jaki jest Wasz ulubiony tusz?


8 stycznia 2013

Rozczarowanie od essence +mikrohaul

Dzisiaj szybka swatchorecenzja tuszu, który zaraz poleci do kosza.

Mowa tutaj o sławnym wśród essencomaniaczek i nie tylko Essence I <3 Extreme.

Jego cena to według KWC 20 zł. mi się wydaję, że nawet minimalnie mniej, ale nie pamiętam. Jeżeli pamiętacie, koniecznie napiszcie!

Skusiłam się na ten tusz ze względu na wiele pozytywnych recenzji oraz niską cenę ;) 


Szczota jest najzwyczajniejsza na świecie, ale dość spora. Można by ją porównywać do tej z Rimmel ScandalEyes:


Opakowanie też jest bardzo zwyczajne i też jest dość duże ^^ Generalnie bez designowych rewelacji, ale też bez większych porażek. Nic mi nie popękało, napisy się nie pościerały :)


Tusz kupiłam na początku sierpnia, czyli nie minęło jeszcze 6 miesięcy jego ważności. Czego się czepiam?


Tutaj efekt zaraz po pomalowaniu. 
Niby nie jest źle, ale widać grudki, rzęsy się sklejają, bez rewelacji. 

A potem jest tylko gorzej...


Tutaj możecie zobaczyć jak to wygląda po 7 godzinach, od rana do powrotu do domu. 
Tusz się koszmarnie osypuje, praktycznie od razu. Nie mówiąc o wyjściu w nim na jakąś imprezę :/ 
Ja jestem niestety osobą, która maca się po twarzy na okrągło, co na pewno nie pomaga utrzymywaniu się makijażu, ale bez przesady, nie miałam takich problemów z tuszami rimmel czy maybelline.

Dla porównania jeszcze gołe oko.


Moim zdaniem tusz nie jest wart bawienia się z nim. Dla mnie maskara to absolutny niezbędnik, dlatego wymagam od niej dużo. Wolę trochę dopłacić i być pewna, że tusz wystarczy mi na długo i będzie spełniał swoją funkcję.

Miałyście z nim do czynienia? Podobał Wam się?


Na koniec malutki haul z naturowych promocji:
- Olejek łopianowy z olejkami z eukaliptusa i drzewa herbacianego za ~5.50
- Mój ulubiony tusz Maybelline One by One za ~26 zł.


Koniecznie dajcie znać co sądzicie o tym tuszu - może to tylko ja nie umiem się z nim dogadać ^^

P.S. Zapraszam na mojego facebooka, twittera, instagram i gdzie tam sobie jeszcze życzycie :) Na większości portali społecznościowych znajdziecie mnie po nicku pannanika, część jest podlinkowana po prawej :) Jest mi naprawdę miło jak mogę z Wami pogadać ^^





3 sierpnia 2012

Recenzja: Tusz Rimmel ScandalEyes

Tuszu została końcówka, zdążyłam już sobie kupić inny, więc pora na szybką recenzję :)


Zapewnienia producenta:

Nowa maskara ma skandaliczną szczoteczkę MaxDensity - wiekszą o 50%, a jednocześnie bardzo precyzyjną.
Sama formuła tuszu zawiera potróją ilość kolagenu i keratyny. Sprawia, że rzęsy stają się gęste, silne i perfekcyjnie podkreślone. Innowacyjny tusz do rzęs gwarantujący wspaniały efekt kuszących rzęs.
12x większa objętość, bez grudek, skandaliczne spojrzenie tak szybko. Twoje rzęsy będą krzyczeć! 

Cena: 27,99zł / 12ml


Zacznę od tego, że tusz jest niesamowicie wydajny. Kupiłam go chyba przed sylwestrem i nadal mam resztki, które nadają się do użycia. Co prawda jest już przyschnięty i zaczął się osypywać, ale dałoby się z nim nadal funkcjonować!


Szczoteczka:

Jest ogromna. Serio. U góry porównanie z Essence I love Extreme. Jest jeszcze większa! Mimo to wygodnie się jej używało. Jest też fajnie ułożona, dzięki czemu rzęsy się nie sklejają, ładnie rozczesują i nie ma grudek.
Cud miód!!

Efekt na rzęsach:



Moje rzęsy nie są zbyt wymagające. Są długie i dość gęste. Potrzebują tylko ułożenia i koloru. 
Moje oczekiwania ta maskara spełnia całkowicie, ale myślę, że spodoba się też osobom o większych wymaganiach. 

Na zdjęciach mam nałożoną jedną delikatną warstwę, bo nie potrzebuję akurat mocnego makijażu, ale można ładnie budować efekt do przypominającego sztuczne rzęsy. 

Myślę, że warto ją wypróbować, zwłaszcza że na produkty rimmela często są promocje :)

UWAGA: post został napisany przed moim wyjazdem za granicę. Kiedy zostanie dodany, będę już na miejscu. Na wszelkie pytania odpowiem po powrocie (tj. 07.08) i mam nadzieję, że nie macie mi za złe, że dodaję posty z wyprzedzeniem :) 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...