Wczoraj miała miejsce premiera całkiem nowej linii kosmetyków Clarena - 100% naturalnych i wegańskich. Pod koniec czerwca brałam udział w konferencji, na której zaprezentowano nam te produkty i dlatego mogę się już na ich temat wypowiedzieć - ciekawi co to, z czym to się je i czy warto?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
2 sierpnia 2016
19 kwietnia 2016
Kwietniowe beGlossy - co jest w środku? :)
Właśnie - dosłownie przed sekundą - odebrałam kwietniowe, wiosenne pudełeczko beGlossy. Jeśli jesteście ciekawy co jest w środku, to zapraszam. Jeśli czekacie jeszcze na swoje pudełko i chcecie mieć niespodziankę, to poczekajcie z czytaniem do jutra :)
Ostatnie pudełko zamawiałam już dawno temu i szczerze mówiąc już zapomniałam, jak fajne jest ich otwieranie - taka mała gwiazdka! Do tego wszystko jest ślicznie zapakowane :)
To jak, ciekawi co znalazło się w wiosennym pudełku?
Exclusive cosmetics - hydrożelowe płatki pod oczy z wyciągiem z pereł i betainą. Może to głupie, ale z nich ucieszyłam się chyba najbardziej - zawsze chciałam przetestować takie płatki a nigdy nie miałam okazji. Na pewno długo nie będą czekały na test :)
Catrice - poczwórne cienie absolute eye colour. Bardzo podobają mi się kolory w tej paletce. Myślę, że będą ładnie grały z moją tęczówką, a taki zestaw warto mieć w kosmetyczce - czwórką zrobimy pełny makijaż oka.
Carmex - carmexy to produkty kultowe. Zawsze kupowałam te w tubce, sztyft pewnie będzie wygodniejszy. Ten jest limonkowy! Z SPF 15 będzie super na lato.
Bioderma - Hydrabio perfecteur SPF 30 - krem nawilżający, wygładzający i rozświetlający. Mimo tego, że zgromadziłam spore zapasy kremów do twarzy, to mega cieszę się z tego. SPF 30 będzie super na lato, a dobrych kremów nawilżających nigdy za wiele.
-417 - szampon witaminowy Catharsis. Przyznam szczerze, że to jedyna marka, której nie znam w tym zestawieniu. Szampon zawiera minerały z morza martwego, witaminy i wyciągi z różnych miłych roślinek. Miniaturka jest całkiem spora, ma 40 ml. Myślę, że zatrzymam go sobie na jakiś wyjazd :)
I jak wypada pudełko? Moim zdaniem bardzo dobrze :) Na 5 produktów 4 są pełnowymiarowe, każdy z nich na pewno wykorzystam. Cienie są tak śliczne, że chyba zaraz pójdę je wypróbować ^^ Chcecie własne pudełko? Możecie zamówić je TUTAJ do czego zachęcam :) I UWAGA! Do końca kwietnia możecie skorzystać ze specjalnie przygotowanej dla Was zniżki -20 zł na zestawy z kodem:
tbg20LILIOWY
Dajcie znać czy skorzystacie :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
18 lutego 2016
Zoeva Rose Golden - paletka dla każdego?
Dziś chcę Wam opowiedzieć o paletce cieni do powiek, którą dostałam na święta. Jest to paleta marki Zoeva, wersja kolorystyczna Rose Golden. Czy paleta mi się spodobała i czy warto ją kupić? Czytajcie dalej :)
Paletka mieści się w papierowym magnetycznym opakowaniu - bez lusterka. Aby nie otwierała nam się przypadkiem, producent wsadził ją jeszcze w kartonik - jego kolorystyka i wzór są takie same, jak właściwej palety. Opakowanie jest porządne, jeszcze nic mi się nie zniszczyło, dodatkowo nie ma tutaj ryzyka urwania zawiasów czy połamania zamknięcia ^^
Znajdziemy tutaj 10 cieni - 3 matowe i 7 metalicznych. Mają fajną konsystencję, raczej się nie osypują, te metaliczne wręcz ślizgają się po powiece. Metalicznych używam chyba wszystkich, z matów często posiłkuję się Luster jako bazą i Wonder Full w załamaniu. Jedynym cieniem, którego nie użyłam chyba ani razu, jest Harmony. Jeśli miałabym wskazać, czego mi tu brakuje, to chętnie widziałabym w tej palecie jeszcze jeden cień do załamania, tym razem jaśniejszy. Wtedy nie musiałabym otwierać innych palet przy makijażu.
Swatche pokazują, jak dobrze napigmentowane są te cienie. I naprawdę nie znikają przy blendowaniu, ładnie się łączą, nie robi się z tego jedna wielka szara plama, jak to bywało przy tańszych paletkach, których używałam. Cienie są raczej ciepłe, w odcieniach różu i złota (wpadającego czasem w miedź) więc będą dobre dla niebieskich i zielonych oczu, ale wydaje mi się, że brązowe oczy również uda się nimi ładnie podkreślić ^^ Poniżej dla zainteresowanych skład.
Cena tej palety nie jest bardzo wygórowana - z przesyłką zapłacimy za nią około 80 zł, na przykład tutaj. Myślę, że jak za taką jakość, jest naprawdę warta takiej ceny. Zamiast kupić kilka palet tańszych marek, na które później będziemy się tylko wkurzać i suma summarum pójdą w odstawkę, lepiej kupić jedną paletę, której używanie będzie nam sprawiało przyjemność.
Ja jestem nią zachwycona i pewnie za jakiś czas dokupię jeszcze jedną paletę tej firmy, w nieco innej tonacji. Myślę, że mogę ją polecić każdemu, kto lubi tego typu kolorystykę i metaliczne cienie.
Znacie palety Zoeva? Możecie mi jakąś polecić? :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
cienie
,
cienie do powiek
,
paleta
,
paleta cieni
,
paletka
,
recenzja
,
rose golden
,
swatch
,
zoeva
31 stycznia 2016
Maska do włosów Il Salone Milano - recenzja
Dziś przychodzę do Was z recenzją nowości na polskim rynku - produktu włoskiej marki profesjonalnych kosmetyków do włosów Il Salone Milano. We Włoszech ta firma działa już od kilkudziesięciu lat. Specjalizują się w kosmetykach profesjonalnych do salonów fryzjerskich.
Do testów otrzymałam maskę do włosów suchych i zniszczonych. Bardzo lubię takie produkty i oczekuję od nich efektu WOW - zwłaszcza, że moje włosy aż tak zniszczone nie są.
W składzie znajdziemy proteiny pszenne i mleczne, mocznik, glicerynę, niestety dość wysoko (mniej więcej w połowie składu, ponad proteinami mlecznymi i gliceryną) znajduje się kilka parabenów.
Spodziewałam się zapachu podobnego do Kallosa mlecznego, jednak maska Il Salone Milano pachnie raczej mydłem, dość intensywnie, jednak zapach nie zostaje na włosach.
Stosowałam ją zgodnie z zaleceniami producenta - ok. 5 minut po myciu. Próbowałam też potrzymać ją dłużej pod czepkiem, ale nie wpłynęło to na efekt na włosach.
Jeżeli jesteśmy już przy efekcie na włosach - nooo szału nie ma. Liczyłam na dociążenie i wygładzenie, a włosy są raczej nijakie. Nie mówię, że nie ma efektu wcale, ale nie jest specjalnie lepszy niż po odżywce za 5 zł - tutaj za 500 ml płacimy prawie 50 zł. Za tę cenę mogę mieć 5 litrów kallosa, który na moich włosach sprawdza się lepiej.
Nie mówię tej masce nie, jest ok, być może moje włosy po prostu są w zbyt dobrym stanie, żeby na nich ten efekt WOW osiągnąć. Maski będę co jakiś czas używać dalej i jeśli moje podejście do niej się zmieni lub znajdę jakiś patent na to, żeby wyciągnąć z niej więcej, to się odezwę :)
Maska została mi przekazana do recenzji, nie wpływa to jednak w żaden sposób na moją opinię.
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
il salone milano
,
maska
,
odżywka
,
pielęgnacja włosów
,
recenzja
,
włosy
30 sierpnia 2014
Eveline colour celebrities - luksusowa szminka 3w1
Pogadamy dzisiaj trochę o szminkach od eveline. Linia colour celebrities ma być trwała, nawilżająca i pielęgnująca. A przy tym ładnie napigmentowana. Jak jest naprawdę?
Testowałam dwa kolory: czerwonawą 642 i nudziakową 643. Gdy je rozpakowałam byłam pewna, że nudziakowej nie użyję ani razu, a czerwień zostanie moim ulubieńcem. Jakże się zdziwiłam...
Opakowaniu nie można nic zarzucić - jest ciekawe, wygodne i wytrzymałe. Walało się po torebce i nie widać żadnego uszczerbku.
Jest to dobrze napigmentowane połączenie szminki z lekką pomadką pielęgnacyjną. Trwałość jest raczej błyszczykowa, na pewno nie wytrzymają one jedzenia i picia. Za to nie wysuszają ust i nie podkreślają suchych skórek. Ale wszystkie te miłe rzeczy w moim przypadku dotyczą wersji nude. Czerwona jest tragiczna. Nie da się jej równo rozprowadzić żadnym sposobem, nawet na konturówce. Ściera się momentalnie, w dodatku totalnie nierówno, co wygląda masakrycznie. Nie wiem co z nią zrobię. Może dam młodszej siostrze do zabawy? :P
Za to kolor 643 jest moim ulubieńcem. Rozprowadza się idealnie i pięknie wygląda na ustach. W dodatku jest bardzo uniwersalny.
Po lewej dwa przejechania kolorem 643, po prawej z pięć przeciągnięć kolorem 642. No śliczny jest, ale co z tego, skoro kompletnie nie współpracuje?
Znacie te szminki? A może używacie podobnych? Znacie jakiś patent na te niewspółpracujące?
Produkt został przekazany mi do testów, nie ma to jednak żadnego wpływu na moją opinię.
27 lipca 2014
Biedronkowe cienie do powiek - neon colour
Podczas ostatniej kosmetycznej akcji w Biedronce wypatrzyłam takie o dziwactwa. Neonowe cienie w sztyfcie. Pomyślałam - czemu nie. I wzięłam.
W pudełku były cztery wykręcane sztyfty. Różowy, fioletowy, niebieski i żółty. Mają śmieszną konsystencję... Jakby... bardzo miękkie kredki świecowe? Kryją przyzwoicie, ale trzeba kilka razy tą "kredką" przejechać. U mnie sprawdzają się przede wszystkim w charakterze kresek.
Trwałość mają dobrą, wytrzymują cały dzień na powiekach. Mimo wszystko nie jest to zbyt profesjonalny produkt makijażowy, raczej taka zabawka. Myślę, że będą fajne dla nastolatek, które dopiero zaczynają się bawić z makijażem. Kolory są świetne na wakacje!
A co Wy o tym sądzicie?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
25 lipca 2014
Cudeńko: NYX- soft matte lip cream - antwerp
Dzisiaj o tym cudnym produkcie do ust, o którym wspomniałam w ostatnich ulubieńcach.
Ten 'matowy błyszczyk' od Nyxa znajduje się w dosyć zwyczajnym, błyszczykowym opakowaniu. Aplikator też jest bardzo zwyczajny. Ale to dobrze, dzięki temu można go nałożyć praktycznie bez patrzenia w lusterko. Kolor? Jeśli przyjrzycie się moim zdjęciom i zdjęciom innych dziewczyn, zobaczycie, że ciężko go uchwycić. Ni to koral, ni to brudny róż. Ważne jest jedno - jest śliczny.
Produkt jest bardzo trwały. Wytrzymuje na ustach kilka godzin, nawet gdy jemy i pijemy. W dodatku ściera się równo i nie wygląda to durnie. A mogłoby! Koszt w douglasie to ok. 32 zł, na minti wychodzi trochę taniej z tego co widziałam.
Myślę, że zainwestuję jeszcze w kilka kolorów tego produktu. Stanowczo.
A co Wy o nim sądzicie?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Etykiety:
makijaż
,
matowy błyszczyk
,
nyx
,
pomadka
,
recenzja
,
soft matte lip cream
,
swatch
,
usta
23 lipca 2014
Multifunkcyjny krem BB od Lirene
Recenzję tego produktu obiecywałam Wam od dawna. Wreszcie jest :)
Krem BB robi u mnie za lekki podkład. Używam go w te dni, kiedy nie potrzebuję perfekcyjnego krycia - czyli ostatnio bardzo często ;)
Ma bardzo ładny, delikatny zapach. Jest lekki i łatwo rozprowadza się palcami. Kolor stapia się ze skórą, nie odcina się. Wymaga jednak poprawek korektorem i przypudrowania. Ma bardziej żółte/oliwkowe tony, niż różowe. Odrobinę nawilża.
Powyższe zdjęcia pokazują krycie. Jak widać nie zakrywa większych przebarwień, ale ładnie wyrównuje koloryt skóry. Moim zdaniem jest bardzo fajny, podoba mi się o wiele bardziej niż ten z Under20.
Co sądzicie?
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
26 marca 2014
Kocie oczy od maybelline - Colossal volum' express cat eyes
Generalnie uwielbiam tusze maybelline. Stosunek cena/jakość mi odpowiada (zwłaszcza na promocji w rossmanie :P) dlatego praktycznie nie kupuję innych tuszy. I jeszcze nigdy się nie zawiodłam. A jak było tym razem?
Opakowanie jest dokładnie takie samo jak przy ich wszystkich tuszach, tutaj nie ma się nad czym rozwodzić.
Szczoteczka tym razem nie jest silikonowa, tylko klasyczna, za to wygięta w kształt łuku. Operuje się nią całkiem wygodnie ;) No to przejdźmy do efektu...
I tu zaczynają się schody. U góry widzicie gołe rzęsy...
Tu z tuszem
A tu tusz na bazie eveline. Nie wiem o co chodzi, ale najprawdopodobniej tusz był wcześniej otwierany, bo od samego początku mojego używania był zeschnięty. Tępy, grudkowaty. Jakiś efekt jak dla mnie dało się osiągnąć tylko na bazie, ale nadal nie jest to to, co ja lubię. Rzęsy się sklejały.
Nie wiem czy trafiłam na felerny, "zmacany" egzemplarz, czy one wszystkie takie. Dajcie znać jeśli testowałyście!
Etykiety:
cat eyes
,
colossal
,
maybelline
,
recenzja
,
rzęsy
,
tusz do rzęs
20 marca 2014
Mocny ździerak od Ziaji - rebuild
Ten peeling trafił w moje ręce przypadkiem. Wiele razy pisałam już, że generalnie peelingów nie kupuję, bo wolę wymieszać cukier z żelem pod prysznic ^^ Z przyjemnością używałam jednak peelingu gruboziarnistego ziaji.
Peeling myjący gruboziarnisty ziaji z serii rebuild ma być kosmetykiem wyszczoplającym czy antycelulitowym. Ja tam uważam, że jedynym lekarstwem na gruby tyłek i celulit jest mniej żreć i więcej się ruszać, ale niech im będzie :D Ja niczego takiego od niego nie wymagałam, potrzebowałam po prostu ździeraka.
I się nie zawiodłam. Peeling ma naprawdę grube drobinki, które nie rozpuszczają się zbyt szybko i naprawdę można nim porządnie poździerać sobie martwy naskórek. Zastrzegam, że ja nie lubię peelingów które tylko "miziają"... Kosmetyk jest mocno mentolowy, co czuć na skórze. Myślę, że świetnie sprawdzało by się to latem, ale zimą nie było uciążliwe.
Nie chcę zagłębiać się w skład, bo aż tak się na tym nie znam, ale wydaje mi się, że też zły nie jest ;)
Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię ziaję, właśnie za takie proste i dobre kosmetyki.
Znacie ten peeling?
Polecacie jakieś inne ździeraki?
Etykiety:
antycelulitowe
,
peeling
,
rebuilt
,
recenzja
,
wyszczuplające
,
ziaja
2 lutego 2014
Stay matte! Nowość w musie od Rimmela
Tym, które znalazły już swój podkład idealny gratuluję z całego serca ^^
Ja ciągle poszukuję i właśnie z tego powodu nowość rimmela wylądowała w moim koszyku.
Rimmel stay matte liquid mousse foundation to jak sama nazwa wskazuje podkład matujący w musie. Producent twierdzi, że jest on lekki. No cóż, porównując go z musem od maybelline owszem jest. Ale na pewno nie jest to lekki podkład :P
Podkład jest wydajny, wystarczy porcja wielkości ziarnka grochu, żeby pokryć całą twarz porządną warstwą. Wygodnie stopniuje się krycie. Jeżeli chodzi o mat, to ja go i tak zawsze pudruje, ale nie jest źle. Osobom o normalnej cerze powinien wystarczyć. Ja się jednak po jakimś czasie zaczynam świecić na czole. Chociaż prawda jest taka, że na czoło kładę go najmniej.
Najwygodniej nakłada mi się go gąbeczką-jajeczkiem. Taki zestaw daje ładne, równe krycie, bez smug.
Zdjęcia mi wyszły nieostre, ale krycie widać :D
Koszt podkładu to niecałe 30 zł.
Czy warto?
Moim zdaniem jest dobry. Ale to nadal nie ideał :)
Etykiety:
makijaż
,
mus
,
podkład
,
podkład w musie
,
recenzja
,
rimmel
,
stay matte
12 stycznia 2014
Zalotnie.
Jakiś czas temu KKcenterHK przekazało mi do testów zalotkę. Nigdy wcześniej nie używałam takiego sprzętu, jakoś nie wydawał mi się potrzebny, ale stwierdziłam, że spróbuję. Jak myślicie, przekonałam się?
Samo urządzenie wykonane jest bardzo porządnie. Podoba mi się to, że ma rączki jak w nożyczkach :) Dobrze leży w ręku i wygodnie się go używa.
Gumka dobrze się trzyma, a do zestawu została dołączona dodatkowa. Jeżeli ta również nam się zużyje, na stronie można dokupić cały zestaw nowych.
A jak samo działanie?
Zacznijmy od tego, że moje rzęsy nie są zbyt wymagające :D Na nie akurat nigdy nie narzekałam. Zalotka pozwala jednak dodatkowo je podkręcić, delikatnie rozdzielić i "otworzyć" oko.
Nie sięgam po nią zbyt często, bo na moich rzęsach taki efekt nie jest bardzo potrzebny, jednak myślę, że dla kogoś kto często używa zalotek ta będzie bardzo dobra :)
Kupić możecie ją TUTAJ.
Używacie zalotek?
Etykiety:
kkcenterhk
,
recenzja
,
rzęsy
,
współpraca
,
zalotka
8 grudnia 2013
Ulubieńcy listopada
To co, podsumowujemy kolejny miesiąc?
Kosmetycznie:
Silikonowa bomba, 3 minute miracle od Aussie, którą wygrałam w rozdaniu u Orlicy, sprawdza się genialnie, kiedy nie mam dużo czasu, a potrzebuję ogarnąć swoje włosy. Myślę, że doczeka się jeszcze szerszej recenzji ;)
Zestaw kremów - jeden na noc, jeden na dzień - z ziaji trafił do mnie przypadkiem, ale są super! Co prawda do 30+ mi jeszcze daleko, ale ja w taki podział kremów nie wierzę. Mojej cerze odpowiadają w 100% ;)
Akcesoria:
Zegarki Geneva kupiłam po 3 dolary na ebayu (uważajcie, bo widziałam je stacjonarnie na Wileńskim po 30 zł xD) i jestem z nich bardzo zadowolona. Czarny z daleka wygląda prawie jak Michael Kors, serio! :D
Filmowo:
Absolutnie genialny, pod każdym względem. Mimo tego, że jak klasyczna kobieta uważam Formułę 1 za kompletny idiotyzm - jeździć w kółko żeby się zabić? serio? - to film mi się bardzo podobał, z wielu względów. Świetna fabuła - w końcu oparta na faktach, świetny soundtrack, świetne zdjęcia. Zobaczcie koniecznie!
Książki:
Powrót do kochanego Pratchetta ;)
Muzyka:
Pinezkowo:
Et voila, c'est tout ;)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)






