Ponieważ poprzedni tydzień był zimny, nudny i upłynął mi przede wszystkim na sprawdzaniu na trackingu, gdzie jest mój nowy telefon xD Ostatni tydzień to przede wszystkim Lublin! Po raz kolejny odwiedziliśmy Międzynarodowy Festiwal Filmowy Złote Mrówkojady. Ciekawi jak spaliśmy, gdzie jedliśmy i jak w ogóle było? Zapraszam :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
29 listopada 2016
8 października 2015
Gdzie zjeść we Wrocławiu? || Przegląd knajp, barów i pubów, które odwiedziłam
Tak jak obiecałam w poprzednim poście z relacją z Wrocławia - dzisiaj zajmę się tym, co pomięłam wczoraj - miejscami, gdzie jedliśmy i piliśmy. Podczas wycieczki nie myślałam o tym, że napiszę taki post, dlatego nie mam zbyt wielu własnych zdjęć z lokali. Wybaczcie! Ale przejdźmy do rzeczy przyjemnych...
Bar Dyskontowy Swojska Chatka
ul. Kazimierza Wielkiego 17
Coś jak bar mleczny. Duży wybór dań typu pierogi, kotlety, zupy. Ale najważniejsze są - ceny. Za dwie osoby nie płaciliśmy więcej niż 20 zł. Zupa to koszt ok. 3 zł, zestaw "obiad wzorcowy" - mielony, ziemniaki surówka - 6,90. Porcja pierogów - dosyć spora, a pierogi bardzo smaczne - 4,90. Jedyny minus - dania leżą za szybą i w momencie podania są już ledwo letnie. Mimo to warto tam zajrzeć, zwłaszcza gdy ma się studencki budżet i potrzebę najedzenia się domową szamką :P
ZZ Top
ul. Kazimierza Wielkiego 25/1A
Zupy i Zapiekanki. Bardzo ciekawy pomysł na bar szybkiej obsługi. Zupy do wyboru były różne, my wzięliśmy czosnkowy bulion z mieloną wołowiną i tagiatelle, był też krem kukurydziany i kilka innych. Raczej nie są to zupy typu rosół czy pomidorowa, ale ponoć też się trafiają - trzeba sprawdzać na ich facebooku. TU możecie zobaczyć aktualne menu i ceny :) Jest dość tanio, za dwie osoby nie powinno przekroczyć 40 zł, ale to zależy od tego, co wybierzecie :) Zapiekanki są różne, od podstawowych po dość wymyślne, zupy tak jak pisałam wcześniej. Nam nie pasowało tylko to, że w naszym czosnkowym bulionie nie było czuć ani grama czosnku, który bardzo lubimy ;)
Bazylia
Kuźnicza 42 (przy UWr)
To ostatnie z takich typowo barowo-tańszych miejsc, o których chcę opowiedzieć. Bazylia to coś w rodzaju stołówki studenckiej, gdzie jedzenie jest na wagę. Płacimy 2,70 za 100 g. Z jednej strony jest to tanio, a z drugiej taka opcja płacenia jest bardzo zdradliwa - nie wiadomo, ile nakładamy, a kusi wszystko. Jedzenie było bardzo nierówne, ale w ogólnym rozrachunku raczej smaczne. Też dobre miejsce na szybki, sycący obiad za niewielkie pieniądze :)
BLT&Flatbreads
Ruska 58/59
Praktycznie na samym rynku. Bardzo obszerne menu - od burgerów, przez pizze, po wrapy i sałatki. Do tego craftowe piwa z nalewaka. My jedliśmy burgery - ja zwykłego cheesa z jajkiem sadzonym, mój mężczyzna bardziej wyszukanego, z wołowiną angus, dynią i awokado. Do tego frytki z sosem majonezowo-czosnkowym (bardzo smacznym!). Wszystko smaczne, ale średnio doprawione. Jakby kucharz się bał, że przesadzi ;) Ceny - za te dwa burgery i dwa piwa wyszło około 70 zł. Na plus działa też wystrój w ciekawej koncepcji:
zdjęcie z portalu zomato.com
Teraz przejdę do miejsc raczej na piwo, niż na obiad ;)
Czupito
Ruska 8
Shotbar. Ale nie taki zwykły. Po piątce dostaniecie tutaj kosmiczne drinki, niektóre płonące, inne z bitą śmietaną, do jeszcze innych dostaniecie marshmallowsa na patyku, do samodzielnego podpieczenia na podpalonym blacie ;)
Szczerze mówiąc, to smak tych drinków nie jest jakiś super zachwycający, ale warto tam pójść dla widowiska, jakie z tego robią barmani. No mega! A taki zestaw 10 shotów jak na zdjęciu - "Dziesięć przykazań" - kosztuje 40 zł :)
Ambasada Wódka Bar
ul. Świętego Mikołaja 8
Magiczne miejsce - sklep typu wszystko po 5 zł. WSZYSTKO. Żołądkowa Gorzka, Finlandia, Johny Walker, Jack Daniels i wiele, wiele innych. Po 5 zł dostaniecie też tatara, śledzia z ziemniakiem, galaretę itp. Wieczorami jest tam full ludzi, ale za takie pieniądze warto się wepchnąć ;)
Targowa craft beer&food
ul. Piaskowa 17
Tu wpadliśmy na piwo, kiedy uciekł nam statek. Ciekawe miejsce z fajnym klimatem, duży wybór craftowych piw z nalewaka, do tego przekąski ale też dania obiadowe.
Paluchy chlebowe z sosami - bardzo smaczne, cieplutkie :)
Pod Latarniami
Ruska 3/4
Tutaj znowu - duży wybór craftowych piw, do tego jakieś przekąski itp. Przyjemnie, blisko rynku, fajny wystrój. Ceny typowe dla takich lokali - piwa od 8 do kilkunastu zł.
Taka ze mnie blogerka, że mam tylko zdjęcie żyrandola...
Browar Stu Mostów
Jana Długosza 2
To miejsce, które opisywałam w poście z relacją z wyjazdu jako to, gdzie zwiedzaliśmy browar. Myślę, że rzadko ma się okazję spróbować piwa z browaru, którego aparaturę widzimy z perspektywy naszego stolika ;) Tutaj też - kilka piw z kija, przekąski, Widziałam też dania obiadowe, ale już w oczko wyższych cenach. Myślę, że to miejsce warte wycieczki na drugą stronę Odry przede wszystkim ze względu na to, że pijemy piwo w miejscu, gdzie jest ono produkowane :)
Czajownia
ul. Białoskórnicza 7
Herbaciarnia - wybór herbat taki, że nie wiadomo na co patrzeć ;) Dość drogo - za czajniczek około 17 zł, ale większość herbat można zalać po kilka razy. Plus - herbaty są prosto od importera, takich nie wypijemy nigdzie indziej. Krępowało nas to, że kelnerkę należy przywołać dzwoneczkiem. Dziwny zwyczaj. Ale miejsce bardzo przyjemne, fajny ogródek z ciurkadełkiem ;)
To już chyba wszystkie miejsca, które odwiedziliśmy. Jeżeli byliśmy gdzieś indziej, to najwyraźniej nie było to miejsce warte zapamiętania ;) Baaardzo dziękuję koleżance z wizażu, która te wszystkie miejsca nam poleciła <3
Znacie te miejsca? Pod poprzednim postem odezwało się kilka wrocławianek, może polecą coś jeszcze? ;)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
7 października 2015
Co robić we Wrocławiu przez weekend? || Moje 4 dni we Wrocławiu
Przed każdym wyjazdem planuję, co chcę zobaczyć. Pytam gdzie zjeść, żeby się potem nie miotać, szukam promocji, okazji, wydarzeń. Tym razem byłam przesuper zorganizowana i chcę się z Wami podzielić relacją z naszego przedłużonego weekendu we Wrocławiu :)
Miesiąc przed...
Zaczęliśmy od zakupu biletów na... samolot! W tej chwili ryanairem polecimy już za 19 zł (ale pamiętam, że zdarzały się promocje i na 9 zł w jedną stronę). My w sumie zapłaciliśmy po 80 zł za osobę, bo chcieliśmy wrócić po południu, a nie o 6 rano... Polecam taką opcję wszystkim, którzy mają taką możliwość, bo nawet z dojazdem do Modlina (drugi koniec świata :P) wychodzi szybciej, taniej i wygodniej niż pociągiem.
Po zakupie biletów zaczęliśmy szukać noclegu. Tu z pomocą przyszła nam strona booking.com, przez którą od razu dokonaliśmy rezerwacji. Wybraliśmy hostel Cinnamon, który miał świetne opinie. Niestety życie to później zweryfikowało...
Tydzień przed...
Przejrzałam iks blogów i stron, żeby wybrać miejsca, które odwiedzimy. Zapytałam znane mi wrocławskie wizażanki o miejsca, w których można coś dobrego zjeść, wypić i ogólnie spędzić czas. To był naprawdę świetny krok, bo żadnym z lokali się nie rozczarowaliśmy.
Przejrzałam też wrocławskiego groupona - dzięki temu trafiłam na dwa bilety na rejs po Odrze w cenie jednego :) Przeglądając stronę aquaparku wyczaiłam podobną promocje - dwa bilety na 3h w cenie jednego, wyszło to taniej niż bilety dla nas na godzinę ;)
Myślę, że warto przejrzeć takie oferty przed każdym wyjazdem do większego miasta w Polsce - a nuż trafi się jakaś atrakcja, o której nie mieliście pojęcia?
No dobra, to teraz:
DZIEŃ 1
Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy po wylądowaniu, był zakup biletów 72h na komunikację miejską. Wystarczyły nam prawie do końca wyjazdu, a nie musieliśmy się przejmować kupowaniem biletu przy każdym przejeździe. Bilet normalny kosztuje 26 zł, ulgowy połowę - 13 zł.
Bezpośrednim autobusem dojechaliśmy do Śródmieścia, pod CH Renoma, gdzie weszliśmy na moment do Costy, żeby zorientować się w sytuacji. Doba w hostelu zaczynała nam się dopiero o 14, więc mieliśmy jeszcze dobrych kilka godzin do zagospodarowania. Pozwolono nam zostawić bagaże, a my poszliśmy sobie w kierunku Rynku, jedząc po drodze obiad. Listę miejsc gastronomicznych wypiszę w kolejnym poście, bo tutaj i tak będzie meeega tasiemiec.
Wrocławski Rynek bardzo mi się spodobał. Byliśmy tam codziennie po kilka razy przy różnych okazjach :)
Fontanna na Rynku
Pomnik zwierząt hodowlanych na Jatkach
Przespacerowaliśmy się też nad Odrą (co w tym mieście nie jest trudne :P) - bardzo ładnie jest to wszystko ogarnięte i zagospodarowane :)
A to widoczek z jednego z trzech punktów widokowych, na których byliśmy. Ten akurat był całkowicie darmowy - wjeżdżając na saaamą górę Galerii Dominikańskiej, dostaniecie się na parking na dachu :) Bardzo ładnie z niego wszystko widać.
Po krótkiej drzemce w hostelu wybraliśmy się do aquaparku. No i tutaj się okazało, że chyba jesteśmy już za starzy na takie atrakcje, bo z wykupionych trzech godzin nie wykorzystaliśmy nawet dwóch ;) Wygrzaliśmy się trochę w jacuzzi, zjechaliśmy po razie z każdej zjeżdżalni (jedna przyprawiła mnie prawie o zawał) iiiii tyle :P
DZIEŃ 2
To był dzień przeznaczony na ZOO i okoliczne atrakcje. Wejście do ogrodu kosztuje kupę kasy, bo studencki 35 zł a normalny 40 zł, ale naprawdę warto.
Afrykarium, czyli pawilon ze zwierzętami wodnymi z różnych części
Afryki, zrobił na nas niesamowite wrażenie... Koniecznie tam zajrzyjcie, ale
ostrzegam, że jest to czasochłonna atrakcja - samo Afrykarium to jakieś dwie
godziny zwiedzania. Na całe ZOO trzeba liczyć ze cztery.
BTW: polecam dodanie mnie na snapie (tradycyjnie - pannanika) bo wrzucałam pierdyliardy zdjęć i filmików z tymi zwierzakami :D
Super miejscem była też motylarnia, gdzie można było poprzechadzać się wśród tych uroczych stworzonek :) Niektórzy mieli okazję podziałać jako parking dla motylka ;)
Później poszliśmy w okolice Hali Stulecia i do ogrodu Japońskiego, ale byliśmy tak zmęczeni po ZOO, że tam już ledwo chodziliśmy.
Czy warto? Jeżeli kogoś jara przebywanie 212 m nad ziemią, to tak. Dla widoków - niekoniecznie. Sky Tower jest za daleko od centrum i nie bardzo coś widać. W o wiele lepszym punkcie byliśmy kolejnego dnia ;)
DZIEŃ 3
Zaczęliśmy od Ostrowa Tumskiego. To taka dzielnica (?) na jednej z wysp, tego co zauważyłam mieszczą się tam głównie instytucje kościelne.
To tutaj jest też Most Tumski, zwany mostem zakochanych, gdzie pary zawieszają swoje kłódki i wrzucają klucz do rzeki. Kłódkę można kupić na straganie obok, problem jest ze znalezieniem miejsca na jej zawieszenie ;)
Świetnym punktem widokowym jest Katedra, a raczej jej wieża. Wejście kosztuje 5 zł, a widać z niej wszystko co trzeba.
Później mieliśmy płynąć wykupionym na
grouponie statkiem, ale spóźniliśmy się jakieś 10 sekund i musieliśmy
przeorganizować dzień. Następne w kolejności było zwiedzanie Browaru
Stu Mostów. Bardzo je polecam - ja po zwiedzaniu browaru w Żywcu byłam dość
negatywnie nastawiona, ale tutaj było super. Zwiedzać można dwa razy w
tygodniu, wycieczka jest darmowa, ale przewodnik opowiada o całym procesie
produkcji piwa, ze szczegółami. Zwiedzanie umila szklanka bursztynowego napoju
zakupionego piętro wyżej ;)
Prosto z browaru polecieliśmy na rejs - tym razem się udało! Wrocław z perspektywy Odry również robi wrażenie - przy ładnej pogodzie na pewno warto wybrać się na taką wycieczkę. Rejsy oferuje kilka firm zlokalizowanych w różnych miejscach. My wypływaliśmy spod Mostu Piaskowego.
Na wieczór zostawiliśmy sobie spacer koło Opery, Nowego Forum Muzyki, aż do Pomnika Przypadkowego Przechodnia. Nie mam zbyt wielu zdjęć, bo była już ciemna noc, ale to trasa, którą naprawdę polecam. Jest ślicznie, widać, że to wszystko jest zadbane.
Krasnali szukałam na każdym kroku - w sumie znalazłam niecałe 30 - z 250 :D Na pewno wrócę szukać kolejnych!
DZIEŃ 4
Ponieważ niedziela była dniem powrotu, nic
już nie zwiedzaliśmy. Zostawiliśmy go sobie na ostatni spacer, zakupy i obiad.
Bardzo podobało mi się samo lotnisko we Wrocławiu - nówka sztuka, dobrze
wyposażone sklepy. O wiele przyjemniej się tam czekało na lot niż w Modlinie,
gdzie nie ma nic oprócz budki z hot dogami :P
No i to tyle.
Tak jak wspomniałam wcześniej, miejsca, w których jedliśmy opiszę w kolejnym poście. Napiszę jeszcze tylko o hostelu:
Wiedzieliśmy, że w pokoju nie ma łazienki. Spoko. Nie wiedzieliśmy tylko, że płacąc dwukrotną cenę łóżka w pokoju wieloosobowym za dwójkę, otrzymujemy identyczny standard. Niby pościel czysta, ale po kątach brudno. Do łazienek daleko. Śniadania wliczone w cenie były bardzo skromne, ale tu akurat fajnie, że były, bo nie trzeba było się tym martwić. Ale najgorsze jest to, że mnie w łóżku coś pogryzło. A robactwa w pościeli zaakceptować nie mogę.
Znacie Wrocław? Jakie są Wasze ulubione miejsca? Albo ulubione krasnale?
A może podpowiecie nam jakie miasto
powinniśmy odwiedzić przy najstępnej okazji? :)
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
17 lipca 2014
Berlin na zdjęciach :)
Obiecałam Wam małą fotorelację z mojej dwudniowej wycieczki do Berlina. Bez zbędnego gadania, zapraszam! :)
Kawałki Muru Berlinskiego
Czy to kamyczki?
Oj nie...
Po podejściu było aż czuć uderzenie mentolu :D
Królik. W samym centrum miasta :D Przy jakimś biurze czy restauracji :)
Pomnik pomordowanych Żydów Europy
Brama Brandenburska
Lush
Sprewa
Pergamon (?)
Strandbar Mitte - to była pierwsza plaża miejska w Berlinie. Po otworzeniu kolejnych usunięto stąd piasek, ale bar plażowy został. Bardzo chciałam odwiedzić to miejsce, bo pisałam o nim w moim licencjacie :P Bardzo fajny klimat!
Dunkin Donuts!
Świętowanie mistrzostwa świata!
Trafiłyśmy akurat na dzień, kiedy reprezentacja pokazywała narodowi puchar pod bramą Brandenburską. Caaaaałe miasto było pełne ludzi poubieranych w barwy narodowe. A najbardziej rozwaliły mnie mercedesy s-klasy, którą jeździła reprezentacja i jej ekipa, z podpisem "Weltmeister fahren Mercedes-Benz" (mistrz świata jeździ mercedesem :P ). Podziwiam realtime marketing, dwa dni na ogarnięcie mieli!
Widok z peronu dworca (który ma cztery piętra peronów, serio) na "dzielnicę parlamentarną". Bundestag, Reichstag, siedziba kanclerz, a w tle sony center.
Best, donuts, EVER.
Te dostępne w PL się do nich nie umywają, chyba, że ja nie znam jakiejś sekretnej miejscówy.
Ogólnie bardzo mi się podobało i chętnie pojadę tam jeszcze raz, żeby pozwiedzać "dogłębniej". Dwa dni to jednak mało.
Nie ma tu zdjęć z parku Garten der Welt, bo są na aparacie mojej mamy, ale to miejsce też polecam! Trzeba podjechać spory kawałek pociągiem pod miasto, ale można zobaczyć jak wyglądają ogrody orientalne, chińskie, renesansowe... Ja nie jestem jakąś zapaloną ogrodniczą, a bardzo mi się podobało. Jak zgarnę zdjęcia od mamy to wrzucę kilka na FB :)
Na koniec mały negatywny akcent.
Mówi się, że to Polacy są syfiarze, chamy, itp itd.
Powiem tak. Kilka stolic europejskich udało mi się już zobaczyć i... wszędzie jest tak samo :)
Dlatego strasznie mnie wkurza gadanie o tym jaka to Warszawa jest beznadziejna a Polacy śmiecą i w ogóle. Swoją drogą poznałam tam Brytyjczyka mieszkającego w Berlinie, który Warszawą i Krakowem się zachwycał ;)
A o co mi chodzi?
To jest Alexanderplatz, miejsce dosłownie kilometr od centrum. Plac wielkości... Placu zamkowego w Warszawie może? CAŁY był zawalony śmieciami. I sorry, ale nie były to śmieci, które można było zobaczyć w okolicach strefy kibica, czyli porwane girlandy czy puszki po piwie, ale torby z primarka i papierki z burgerkinga. Śmietniki przepełnione, dzieci bawią się we wrzucanie śmieci do fontanny, byliśmy świadkiem jak jedna pani cisnęła butelką po piwie (która oczywiście potłukła się w drobny mak). A policja stoi obok i patrzy :3
Ale to było w sumie jedyne miejsce, które zrobiło na mnie negatywne wrażenie, w dodatku byłam mega zmęczona po podróży, całym dniu na nogach z plecakiem na plecach i po rzezi w Primarku :D Do Berlina na pewno jeszcze pojadę, tym razem na dłużej. W końcu to tak blisko stąd!
Kto jeszcze nie widział postu z haulem z drogerii DM? ZAPRASZAM!
Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)


























