Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

9 listopada 2016

Jak zabezpieczać włosy w chłodne dni? || Piękna Jesienią



Chłodniejsza część roku wymaga większego zadbania nie tylko o ciało (przypominam mój patent na jesienno-zimowy przesusz z zeszłego tygodnia), ale również o włosy. Narażone na deszcz, śnieg, ocieranie o szaliki i wełniane swetry, niszczą się chyba nawet bardziej, niż w pełnym słońcu. Jak się przed tym uchronić? O tym dzisiaj w kolejnym poście z serii Piękna Jesienią :)

Zacznę od króciutkiego off topu - w tym tekście nie będzie zdjęć, bo światło (a raczej jego brak) totalnie nie pozwala mi ich zrobić :D Jesień i zima to nie czas dla blogerów - o nie :D Ale przejdźmy do meritum ;)

Jak zabezpieczyć włosy jesienią i zimą?

  • Podetnij włosy - jestem zwolenniczką częstego podcinania końcówek - jeżeli już są rozdwojone, to to się nie sklei, nie ma szans, tylko będzie się kołtunić i rozdwajać coraz wyżej. 
  • Włącz silikonowe serum do pielęgnacji - jeśli na co dzień unikasz tych składników, to pomyśl o tym czy nie pozwolić sobie na małą ilość silikonów na same końcówki. Taki specyfik jak na przykład jedwab Chi oblepi końcówki i zabezpieczy je przed rozdwajaniem. Pod spód można nałożyć ulubiony olej dla lepszej pielęgnacji :)
  • Zwiąż włosy - ja wiem, że nie każdy to lubi, że długie, rozpuszczone włosy wyglądają spektakularnie, ale jeżeli nie idziesz akurat na randkę życia, to je zwiąż. Nie będą się tak plątać na wietrze, kołtunić i w rezultacie łamać. 
  • Schowaj włosy - jak już je zwiążesz, to załóż czapkę a resztę włosów schowaj pod kurtkę, szalik itd. Ja zwykle robię warkocz, który w całości chowam pod ubrania. Może nie wygląda to najseksowniej, ale dzięki temu włosy nie są narażone na zmiany temperatur, deszcz, śnieg, wiatr itd. Dla włosów to nic dobrego zamarzać i odmarzać w te i wewte. 
I to tak naprawdę tyle! Te kilka kroków sprawi, że Twoje włosy odwdzięczą Ci się na wiosnę pięknym wyglądem :) Oczywiście wtedy też warto je odrobinę podciąć, żeby odświeżyć kształt i pozbyć się tego, co mimo wszystko się rozdwoiło :) 

Jeszcze jedna rzecz - wiele osób w okresie czapkowym narzeka na większe przetłuszczanie włosów. Nic dziwnego, głowa pod czapką się grzeje, poci i włosy stają się przyklapnięte. Polecam wtedy częściej stosować cukrowy peeling skóry głowy :) 

A Wy zabezpieczacie swoje włosy specjalnie w okresie jesienno-zimowym? 


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

1 października 2016

Objętość, sypkość i błysk w 5 minut!



Jest taki cudowny produkt, który w moment sprawia, że włosy odbijają się od głowy, stają się sypkie i błyszczące. Co to za magiczny specyfik i gdzie go kupić, zapytacie? Gwarantuję, że macie go w kuchni. A jeśli nie, to bez problemu pożyczycie od sąsiadów ;)

22 maja 2016

Andrea + Jantar = WNM? || Aktualizacja włosów po miesiącu kuracji esencją Andrea



esencja andrea efekty

Esencja Andrea przetoczyła się przez blogosferę jak burza. W opiniach ścierały się argumenty dotyczące niesamowitego przyrostu z takimi o nieznanym pochodzeniu i zawartości, ze sproszkowanymi płodami włącznie ( -.-).

Ja się nie przestraszyłam i postanowiłam zamówić. A co! Moją esencję zamawiałam na tej aukcji, za całe 7,25 zł. W składzie podanym na stronie znajdziemy: imbir, żeń-szeń, korzeń rdestowca i olej z pestek winogron, a także "inne naturalne składniki", co najbardziej martwi. Na opakowaniu nie znajdziemy żadnej informacji o składzie w łacińskim alfabecie. Oczywiście tutaj padają argumenty, że ten skład to może być widzimisie, że oni nic nie muszą badać, że atesty, że certyfikaty. Właśnie dlatego przed użyciem zrobiłam próbę uczuleniową na ręku. Zamówiłam produkt po przeczytaniu kilku recenzji, jak wszystkie kosmetyki z Aliexpress, więc miałam względną pewność, że nie robi krzywdy.

Producent każe używać esencji razem z szamponem. Mi wydaje się to bez sensu, bo przecież nie trzymam szamponu długo na skórze. Wybrałam więc opcję z rozcieńczeniem esencji z wcierką jantar. Na pół butelki Jantaru poszło pół buteleczki Andrei. To wlałam do opakowania z atomizerem i taką miksturę wcierałam codziennie (no dobra, kilka razy zapomniałam) w skórę głowy. 

Nic mnie nie swędziało, nic się nie przetłuszczało. A jak efekty?


Po lewej zdjęcie z marca, po prawej z dzisiaj. Włosy są w słabym stanie, strasznie mi się puszą, ale to nie wina wcierki tylko pogody i aktualnej pielęgnacji - dozużywam słabe odżywki. No niestety - bad hair day. Czy widać spektakularny przyrost? Nie wiem :D Ale mogę Wam powiedzieć co mówi centymetr.

W marcu włosy mierzone od góry miały 59 cm, teraz mają 66-67 cm. Przed kuracją mierzone od spodu miały 41-43 cm, teraz mają 47 cm. Wiecie jak to jest z mierzeniem - naprawdę trudno to zrobić dobrze. Po cm widać, że w najbardziej optymistycznej opcji urosły 6 cm, a w pesymistycznej 4 cm. Ja widzę przyrost w odniesieniu do zapięcia od stanika, są zdecydowanie dłuższe. I baby hair urosły, wzmocniły się, bo szczególnego wysypu nowych nie zauważyłam. A! I wypadanie się zmniejszyło.

Esencje stosował również mój mężczyzna. Na włosy i na brodę, ze szczególnym uwzględnieniem miejsc, gdzie ta nie rośnie. I nie zachwycił się, mówi, że efekt jest taki sam jak po Jantarze.

A czy ja się zachwyciłam? Połowicznie. Wydaje mi się, że jednak trochę za bardzo rozcieńczyłam preparat i że efekt mógł być lepszy. Z resztą sami mi powiedzcie, widzicie różnicę w długości na zdjęciu? 

Nie pamiętam już efektów, które dawało wcieranie samego Jantara, ale wydaje mi się, że były odrobinę słabsze. W każdym razie głowa mi nie odpadła, nie wyrosło mi ufo ani nic i zamówię kolejne flaszki do dalszych testów. 

A jakie jest Wasze zdanie o tym produkcie? 

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

22 marca 2016

Aktualizacja włosów - marzec 2016


Aktualizacji włosów nie było na moim blogu od dawien dawna. Dlaczego by do tego nie wrócić? 

Dziś chcę Wam pokazać zdjęcie moich włosów świeżo po minimalnym podcięciu końcówek. Bardzo minimalnym, trochę moja wina, bo powiedziałam fryzjerce, że ma obciąć jak najmniej, ale myślę, że cm więcej by im jednak nie zaszkodził.

Poza suchymi końcówkami wiele im myślę nie dolega - nawet nie wypadają jakoś specjalnie bardziej na wiosnę ;) 

W tej chwili mają około 56 cm. Mam zamiar wprowadzić wcierkę Andrea i zobaczymy czy będą efekty w przyroście. Na kondycję moich włosów i zmniejszenie wypadania na pewno wpływ miało też to, że ostatnio jem dużo rozsądniej. Jednak żadne produkty nie pomogą, jeśli odżywiamy się śmieciowo ;)


Tutaj jeszcze zbliżenie.

Co do pielęgnacji, to używam w sumie od jakiegoś czasu cały czas tego samego - szampony alterra w różnych wariacjach, odżywki - goodbye damage garniera, alterra z granatem lub olejkowa isana. Na końcówki daję jedwab Chi, a po całości olejek palmolive :)

Widzimy się za miesiąc z kolejną aktualizacją - ciekawi efektów po Andrei? :)



Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

31 stycznia 2016

Maska do włosów Il Salone Milano - recenzja


Dziś przychodzę do Was z recenzją nowości na polskim rynku - produktu włoskiej marki profesjonalnych kosmetyków do włosów Il Salone Milano. We Włoszech ta firma działa już od kilkudziesięciu lat. Specjalizują się w kosmetykach profesjonalnych do salonów fryzjerskich. 

Do testów otrzymałam maskę do włosów suchych i zniszczonych. Bardzo lubię takie produkty i oczekuję od nich efektu WOW - zwłaszcza, że moje włosy aż tak zniszczone nie są.


W składzie znajdziemy proteiny pszenne i mleczne, mocznik, glicerynę, niestety dość wysoko (mniej więcej w połowie składu, ponad proteinami mlecznymi i gliceryną) znajduje się kilka parabenów. 

Spodziewałam się zapachu podobnego do Kallosa mlecznego, jednak maska Il Salone Milano pachnie raczej mydłem, dość intensywnie, jednak zapach nie zostaje na włosach. 

Stosowałam ją zgodnie z zaleceniami producenta - ok. 5 minut po myciu. Próbowałam też potrzymać ją dłużej pod czepkiem, ale nie wpłynęło to na efekt na włosach. 


Jeżeli jesteśmy już przy efekcie na włosach - nooo szału nie ma. Liczyłam na dociążenie i wygładzenie, a włosy są raczej nijakie. Nie mówię, że nie ma efektu wcale, ale nie jest specjalnie lepszy niż po odżywce za 5 zł - tutaj za 500 ml płacimy prawie 50 zł. Za tę cenę mogę mieć 5 litrów kallosa, który na moich włosach sprawdza się lepiej. 

Nie mówię tej masce nie, jest ok, być może moje włosy po prostu są w zbyt dobrym stanie, żeby na nich ten efekt WOW osiągnąć. Maski będę co jakiś czas używać dalej i jeśli moje podejście do niej się zmieni lub znajdę jakiś patent na to, żeby wyciągnąć z niej więcej, to się odezwę :)

Maska została mi przekazana do recenzji, nie wpływa to jednak w żaden sposób na moją opinię.


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

26 czerwca 2015

Kwiaty we włosach - wianki :)

Cześć!
Dziś zaczęły się wakacje, mamy też sezon festiwalowy - to idealny moment, na noszenie wianków. Dla mnie są one mega dziewczęce, urocze i świetnie podkreślają słowiańską urodę. Niestety niewiele jest okazji, żeby się w takim pokazać, więc koniecznie korzystajcie! 

Zacznijmy od moich pomysłów na fryzury z wiankiem:

1. Do rozpuszczonych włosów



Najprościej, ale bardzo ładnie. Ja swoje włosy pokręciłam, żeby ładniej się układały w tej fryzurze. Kilka pasm można zawinąć wokół opaski, żeby ją zakryć, ale wtedy odsłaniamy uszy, więc co kto lubi. 
A niżej wersja dla mniej odważnych - proste upięcie z jednym kwiatkiem:



2. Z warkoczykami


(tu wyglądam jak zombie, bo musiałam trochę odżółcić to zdjęcie :P)

Ta fryzura jest bardzo stabilna. Zawijamy kilka pasem wokół opaski, a resztę zaplatamy w warkoczyki. Et voila!

3. Nie mam zielonego pojęcia jak to nazwać.



Taką fryzurę mam w zdjęciu profilowym bloga. Jest to dokładnie to samo, co metoda robienia loków na opaskę. Owijamy wszystkie pasma wokół gumki, tył asekurujemy wsuwkami.

4. Wokół koczka


(sweet focia w lustrze :P)

Robimy ulubiony koczek i owijamy kwiatki wokół niego. To chyba najbardziej stonowana wersja fryzur z wiankami. 

Gdzie kupić wianki? Mój jest z HMu i tam jest chyba największy wybór. Niestety nie są one najtańsze (taki z dużymi kwiatami potrafi kosztować pod 50 zł), więc można pokombinować z zakupem sztucznych kwiatów i zrobieniem takich opasek samemu. Tutoriali na youtubie jest mnóstwo, ale też nie wydaje mi się to jakąś wielką filozfią - wystarczy pistolet na klej na gorąco i lecimy ;)

Jak Wam się podobają takie ozdoby? 

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

16 czerwca 2015

Ulubieńcy! Dużo kosmetyków, książki, seriale itp :)

 Tak, wiem, nie było mnie tu miesiąc. Mea culpa. Przygniotło mnie trochę życie i nawet nie miałam pomysłów o czym pisać. Teraz jestem już na finiszu sesji (zostały dwa egzaminy) i myślę, że już jakoś będzie ;) 

Postanowiłam dzisiaj popisać Wam o ulubieńcach: nie robiłam takiego postu od dawna, a nazbierało się sporo fajnych rzeczy!

Zacznijmy od pielęgnacji włosów:



Te produkty przywiozłam z Litwy. Cedrowe mydło babuszki Agafii dostałam, a odżywkę Margarita kupiłam w supermarkecie.  Mydło okazało się cudowne: świetnie myje włosy (aż skrzypią) a przy tym nie podrażnia skóry głowy. Jestem zachwycona. 

Odżywka z drożdżami piwnymi kosztowała jakieś grosze (na pewno mniej niż 2 euro). Kupiłam jeszcze wersję z proteinami pszenicznymi, ale tej byłam ciekawa bardziej, bo uwielbiam płukankę piwną. Nie zawiodłam się, naprawdę fajnie działa, mimo tego, że jest leciutka. 


Krem na noc Love me organics miałam sto lat temu w Glossy Boxie. Zaczęłam go używać właśnie podczas majówki na Litwie i zakochałam się od pierwszej aplikacji. Pięknie pachnie, koi buzię i likwiduje wysyp syfów na policzkach w dwie noce. Na zdjęciu pojemność 15 ml, używałam go od majówki prawie codziennie i dopiero dzisiaj się skończył. 

Masełko Revlon uwielbiam za kolor. Sorbet kupił mnie od pierwszego użycia. Na tym zdjęciu możecie mniej więcej zobaczyć jak wygląda:



Na koniec nowości mgiełkowe od Bath and Body Works. Fresh Brazi Citrus i Lush Pink Dragonfruit to była jakaś limitka, a Endless Weekend chyba można bezproblemowo dostać nadal. Wszystkie są świeże, idealne na ciepłe dni. Podobają mi się te miniaturowe opakowania, bo można je wrzucić do torebki i aplikować ponownie w środku dnia. 


Pierwsza książka to słynna Jadłonomia. Ta książka jest genialna! Każdy przepis, który póki co wypróbowałam był przepyszny. Na pewno nie tylko dla wegan. Jak dla mnie pozycja obowiązkowa w każdej kuchni. 
A jeśli kogoś interesuje temat kuchni roślinnej, lub szuka ciekawej knajpki w Warszawie, to polecam jeszcze ten program. Jest długi, ale warto!




A teraz coś z powieści. Świetna historia - Hitler budzi się na jakimś wygodnie w środku Berlina, nie ma pojęcia co się stało. Nagle okazuje się, że jest 2011 rok. Idealnym posumowaniem tej książki jest recenzja na tylnej okładce - to nie książka o samym Hitlerze, tylko o tych, którzy takim jak on pomagają dojść do władzy. Polecam!

To teraz seriale:


The O.C.
Nie mam pojęcia, czemu trafiłam na ten serial tak późno. Dowiedziałam się o nim z nowego programu Włodka Markowicza. To coś jak moja ulubiona "Plotkara", tylko w mojej ulubionej Kalifornii. Pochłonęłam wszystkie sezony w jakieś dwa tygodnie. I teraz mi smutno. Chyba obejrzę "Plotkarę" od początku.


Scandal.
Zaczęłyśmy go oglądać z siostrą jak skonczyli nam się "Chirurdzy". I Shonda nas nie zawiodła. Jesteśmy dopiero w połowie drugiego sezonu, ale naprawdę uważam, że jest to jeden z lepszych seriali. Uwielbiam to jak Shonda Rhimes pisze postacie. To takie "House of Cards", tylko dużo lżejsze i bardziej kryminałowe. Super!


Muzycznie mam dwie rapowe płyty:


"Podróż zwana życiem" O.S.T.R. - bardzo muzyczna, trochę chilloutowa płyta, ale nadal z przekazem. 
"Wyszli coś zjeść" Rasmentalismu to zupełnie co innego, ale świetnie się ich słucha!
Obydwie te płyty polecam tym, którzy deklarują, że rapu nie lubią, a chcieliby spróbować. Próbki:









Sie rozpisałam się :D Ale mam nadzieję, że usprawiedliwia mnie trochę to, że długo tutaj nie pisałam ;)

Co tam u Was? 

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

11 maja 2015

Aktualizacja włosów - maj


Ja przepraszam, że dopiero teraz, ale w majówkę byłam #zagranico ;) Zaowocowało to małymi zakupami włosowymi, ale o tym kiedy indziej ;) 

Udało mi się zrobić w końcu zdjęcie włosów w ładnym stanie, ale dopiero teraz się ogarnęłam, że zapisałam je w jakiejś kijowej rozdzielczości -.-

O konkretach pielęgnacji nie będę się rozwodzić, bo niewiele się zmieniło od poprzedniej aktualizacji. Na pewno teraz myję je trochę częściej i trochę mniej się bawię w kombinowane maski i płukanki. Staram się przede wszystkim uspokoić skórę głowy, która ostatnio potrafiła mi schodzić płatami -.-

Mają teraz 48 cm, czyli od podcięcia (15 marca) urosły 3 cm :) Myślę, że to nie taki zły wynik ;)


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

2 kwietnia 2015

Aktualizacja włosów: Kwiecień

Jestem z siebie dumna! Udało mi się zrealizować plan pielęgnacji na marzec praktycznie w 100% :) Oczywiście moje włosy jak to przed robieniem zdjęcia do aktualizacji postanowiły mnie olać, ale cóż. Ja wiem, że są fajne :)



Włosy były wczoraj kręcone, dlatego są teraz takieeeee krzywe :P W ogóle przy tej długości o wiele bardziej mi się podobają podkręcone, ale papiloty, które kupiłam w tym celu są tak nieprzewidywalne, że i tak muszę poprawiać przód lokówką. A trochę bez sensu palić świeżo ścięte włosy... 


Tutaj porównanie - 1 marca - 63 cm, po fryzjerze - 45 cm, dzisiaj - jakieś 46-47 cm, także już zdążyły trochę odrosnąć ;)




Włosy myłam dwa razy w tygodniu, mniej więcej co drugie mycie nakładałam jakąś maskę (czasem częściej jeśli np. miałam otwartą saszetkę biowaxu). Przed każdym myciem nakładałam coś na włosy: albo olej, albo olej z żelem hialuronowym, albo kombinowaną maskę. Piłam skrzypokrzywę a potem siemię lniane. Testowałam płukanki - moją faworytką jest lniana. Ale myślę, że o płukankach zrobię oddzielny wpis. 

Z jednej strony jestem zła, że ścięłam tyle włosów, bo słabo się teraz układają, a z drugiej cieszę się, że mogę dbać o zdrowe włosy, a nie o suche siano :)

A jak Wasze włosy w tym miesiącu?

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

15 marca 2015

Nie mam połowy włosów! Czy warto podcinać końcówki?

Cześć! 

Jeżeli pamiętacie jeszcze moje poprzednie włosowe wpisy, ten z planem pielęgnacji na marzec oraz ten z aktualizacją włosów, to pewnie pamiętacie, że postawiłam sobie w tym miesiącu za punkt honoru podcięcie końcówek. 

Znalazłam salon - umówiłam się od razu na strzyżenie i na manicure,  co ja się będę ograniczać. Poszłam i ścięłam połowę włosów. Jak to się stało?

wpis o laminowaniu

Ścięte zostało 18 cm włosów. To bardzo dużo, jak na podcięcie końcówek, ale niestety, tyle było zniszczone. I nie jest to wina fryzjerki, która nie wie ile to centymetr. Wspólnie uradziłyśmy, ż nie ma co ratować. Tniemy.

(BTW - widzicie, że włosy odgniatają mi się w jednym miejscu za każdym razem? Od czego to? Od zawijania włosów w ślimaczek?)

Na wejściu dostałam opieprz, że ostatnio ścinałam włosy w sierpniu, bo nawet zapuszczając powinno się je podcinać co dwa miesiące. No ja bym powiedziała, że co dwa, trzy, a jak ktoś wyjątkowo dba o końcówki, to nawet cztery. Ale na pewno nie powinno się tego robić raz do roku, bo efekt jest taki jak u mnie - za każdym razem trzeba ściąć bardzo dużo włosów. 


Jak widzicie po zdjęciach, pozbyłam się już praktycznie całego rozjaśnienia z nieudanego ombre zrobionego dwa lata temu. Myślę, że na powyższym zdjęciu dobrze widać, o ile lepiej wyglądają teraz końcówki. 

Przede wszystkim włosy mi się już nie kołtunią. Grzebień/szczotka płynnie przechodzi przez włosy bez szarpania. Nie mogę się jeszcze przyzwyczaić do takiego widoku w lustrze, ale wyraźnie czuć różnice, włosy aż chce się dotykać. 

Odpowiadając na tytułowe pytanie: czy warto? czy nie jestem zła, że straciłam tyle włosów?
Oczywiście, że warto. Tylko rozsądnie często. O wiele lepiej dbać o zdrowe włosy, niż podratowywać totalnie zniszczone. A między strzyżeniami zabezpieczać, zabezpieczać i jeszcze raz zabezpieczać!

A co Wy o tym sądzicie?

(Blogger mi się zbuntował i nie chce mi wyjustować tekstu. Nie mam pojęcia czemu. Przepraszam :( )

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

8 marca 2015

Good Hair Day z torebki - efekty laminowania żelatyną


O laminowaniu żelatyną słyszała już chyba każda włosomaniaczka, a ja zapewne jestem ostatnią, która tego dopiero teraz próbuje. Ale jak się po raz kolejny okazuje - lepiej późno, niż wcale :) 

Laminowanie było na mojej liście włosowych rzeczy do wypróbowania w marcu. O co w tym w ogóle chodzi? Nie jestem ani Anwen, ani chemikiem, ani biologiem, ale z tego co wiem, chodzi o to, że proteiny z żelatyny uszczelniają łuski włosa. 

Jak się to robi? (Wg przepisu Anwen) Łyżkę żelatyny rozrabiamy  1/4 szklanki gorącej wody. Jak przestygnie, ale zanim stężeje, dodajemy łyżkę dowolnej (najlepiej nawilżającej) maski. Całość nakładamy na włosy, pakujemy pod czepek i trzymamy tak minimum 40 minut, najchętniej owijając to jeszcze ciepłym ręcznikiem i podgrzewając suszarką. 

Jak ja to zrobiłam? Na noc nałożyłam na włosy olej kokosowy z żelem hialuronowym. Rano umyłam włosy szamponem timotey. Do żelatyny dodałam maskę kallos argan i dwie krople żelu hialuronowego. Włożyłam mój babciny czepek z primarka, grubą bluzę z kapturem (na głowę tylko kaptur, nie całą bluzę) i co jakiś czas dmuchałam pod  to gorącym powietrzem z suszarki. Po jakiejś godzince spłukałam. I jak efekt?


Na pierwszym zdjęciu może tego tak nie widać, ale tutaj chyba efekt jest niepodważalny. Są super gładkie, miękkie, ułożone. Nawet końcówki się jakoś ogarnęły! Efekt prostowania bez użycia prostownicy. No coś niesamowitego! Ciekawe jak długo efekt się utrzyma. Myślę, że będę korzystała częściej z tej metody. 


Laminowałyście kiedyś włosy żelatyną? Jak efekty? Lubicie tą metodę?
Piszcie koniecznie!

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

1 marca 2015

Aktualizacja włosów: Marzec 2015


Cześć! W poprzednim poście pisałam o tym, że chcę zintensyfikować swoją pielęgnację włosów w tym miesiącu. Dzisiaj wrzucam więc zdjęcie "przed" :)


W tej chwili mają około 63 cm. Mierzyłam sama, po boku, więc mogę się mylić, ale specjalnie zrobiłam zdjęcie w koszulce w paski, żeby łatwiej było je później porównywać. Produkty pielęgnacyjne nie zmieniły się od poprzedniego posta z tej serii - jedynie odżywkę mam inną - Garnier Oil Repair. 

Wprowadzam też w życie pomysły z posta, którego wrzucałam kilka dni temu. Codziennie wcieram kozieradkę i jestem bardzo zadowolona, dzisiaj jest czwarty dzień od ostatniego mycia (26.02 - liczyć to jako trzy czy cztery dni? :P) i mogłabym ich nie myć, ewentualnie tylko potraktować suchym szamponem nad czołem. Chciałam jednak pokombinować z maską prze myciem, a jutro nie będę miała na to czasu. Włosy na zdjęciu przed myciem miały nałożoną naftę na 20 minut, a po myciu były spłukane rumiankiem


Tak jak pisałam wcześniej, chcę je też podciąć. Myślę, że nie będę kombinować z cieniowaniem, obetnę je tylko w półokrąg. Zastanawiam się tylko ile ściąć. Myślicie, że z 5 cm wystarczy?

Ponieważ marzec okrzyknęłam miesiącem włosowych eksperymentów, chętnie poznam wasze ciekawe patenty na maski przed/po myciu, wcierki, płukanki itp. Piszcie! :)

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

26 lutego 2015

Zmasowany atak włosomaniactwa - plan pielęgnacji włosów na marzec

weheartit.com

Jestem po lekturze książki Anwen. Nie powiem, żeby spowodowała ona u mnie jakąś rewolucję, ale przypomniałam sobie o tym jak wyglądała moja pielęgnacja włosów jak zaczynałam prowadzenie tego bloga. Stwierdziłam, że fajnie by było do tego wrócić, a przy okazji wypróbować kilka nowych sposobów pielęgnacji. Tak powstał plan pielęgnacji włosów na marzec:

*Podcięcie końcówek:

Ostatni raz podcinałam włosy w sierpniu, ale od tamtej pory (suwaki, kurtki, szaliki) zdążyły się dość mocno zmasakrować. Jeszcze się zastanawiam czy polecą tylko końcówki czy od razu z 10-15 cm. Zaczęłam już bardziej dbać o włosy i wydaje mi się, że ten ostatni odcinek był po prostu suchy, a nie zniszczony i nie trzeba będzie aż tak dużo ścinać. 

*Wewnętrznie:

Chwilowo skrzypokrzywa, ale tylko do wykończenia opakowań. Ponoć pokrzywa może wpływać na regularność cykli, a ja za takie zabawy dziękuję :P Biorę też suplement revalid (staram się pilnować regularności). Później pewnie przerzucę się na siemię, może drożdże.

*Wcierki:

Kozieradka. Dzisiaj kupiłam, zaparzyłam i wtarłam już pierwszą porcję. Zobaczę jeszcze czy będę jej używać codziennie czy tylko przed myciem. Mam ogromną nadzieję, że to pomoże na wypadanie, bo póki co jest tragedia. Po nałożeniu wcierki - masaż palcami i masażerem. 

*Przed myciem:

Olejowanie przed każdym myciem. Jeżeli nie olej, to kombinowana maska, albo nafta. Nafta to też nowy nabytek, dzisiaj będę testować. Przy olejowaniu przed myciem szczególną uwagę poświęcę końcom włosów. 

*Mycie:

Bez zmian, szampon Timotei organics najlepiej się u mnie sprawdza. 

*Po myciu:

Odżywka bez zmian, do tego minimum raz, a najchętniej dwa razy w tygodniu maska. 
Chcę też częściej używać płukanek. Rumiankowej, octowej, lnianej. 

*Inne patenty z książki Anwen, które chcę wypróbować:

- Płukanka miodowa 
- Maska z mąką ziemniaczaną
- Maska z płatków owsianych
- Kompres z siemienia lnianego 
- Laminowanie żelatyną

Myślę, że moje włosy mają duży potencjał i trzeba tylko włożyć w nie trochę energii, żeby były bardzo ładne :) 

Trzymajcie za mnie kciuki! Już niedługo wrzucę aktualne zdjęcie włosów :)


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

1 lutego 2015

Aktualizacja włosów - Luty 2015

Nie pamiętam, kiedy ostatnio robiłam tutaj aktualizację włosów! Bardzo, bardzo dawno temu. Kiedyś bardzo lubiłyście takie posty, dlatego postanowiłam o tego wrócić. Oto moje włosy, stan nas 30.01.2015. Niefarbowane, resztki rozjaśnienia po ombre, konieczność podcięcia końcówek :P



Jeżeli chodzi o produkty, których używam, to macie je poniżej. Część już znacie, część mogę zrecenzować, jeśli wyrazicie taką potrzebę :)






Włosy akurat miały jakiś dzień bycia suchymi, ale generalnie jestem z nich zadowolona ostatnio :) 
Jak Wam się podobają?


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

14 maja 2014

No nie szaaaarp!

Jaki jest koszmar każdej włosomaniaczki? Oczywiście oprócz perspektywy nagłego wypadnięcia wszystkich włosów? :P Szarpiące gumki. To uczucie, kiedy włosy wczepiają się w metalowe elementy a przy zdejmowaniu słychać tylko dźwięk pękających włosów. Brr! Na szczęście jest na to rada!


Na rynku pojawia się coraz więcej gumek, które mają nam włosów nie katować.



Wersja najstarsza i najbardziej popularna: gumki elite, już nie pamiętam czy kupione w rossmanie czy w supermarkecie. Nie mają metalowych elementów, są dostępne w dwóch grubościach. 
Wada: są bardzo mocne, co też może krzywdzić włosy.


Kolejne cudeńka to gumki typu "Twist band". Moje kupiłam w hmie na dziale dziecięcym. Są dostępne tylko w jednej, mocno kolorowej wersji. Oczywiście było ich więcej (6?) ale padły ofiarą skrzatów kradnących gumki do włosów... Całkiem sympatycznie wyglądają na ręku, chociaż raz usłyszałam, że wyglądam jak pedofilka, która ukradła gumkę małej dziewczynce xD
Wada: Po pierwszym użyciu tracą kształt i nie nadają się już do noszenia na nadgarstku



I mój ulubiony wynalazek, czyli wariacja na temat kabla od telefonu (czyżby po upadku rynku telefonów przewodowych trzeba było przeprowadzić restrukturyzację?). Moje to podróbka gumek invisibobble z HMu. Tutaj również dostajemy 6 sztuk (domyślacie się co się stało z dwiema z nich, prawda?). Komplet kosztuje 9,90 i są dostępne dwie wersje kolorystyczne. Również ciekawie wyglądają jako bransoletka. Te gumki spisują się super przy typowo codziennych upięciach (koczek w stylu muszę jakoś zebrać te włosy z twarzy), raczej do wyjściowych fryzur się nie nadają. Ja używam ich głównie do wysokiego koczka na noc. Duży plus: żadne maski, oleje i inne wynalazki nam w to nie wsiąkną
Wada: rozciagają się. Niby po kilku godzinach wracają do względnie pierwotnego kształtu, ale jak każda sprężyna mają moment, z którego ciężko wrócić.


A Wy jakich gumek do włosów używacie? :)

28 marca 2014

Ulepimy dziś bałwana..? - Warkocz Elsy z "Krainy Lodu"


Ci, którzy mnie czytają wiedzą, że absolutnie uwielbiam warkocze. Są dziewczęce, idealnie podkreślają słowiański typ urody i pozwalają zebrać włosy "do kupy". Tak się złożyło, że mam też ostatnio mega fazę na "Frozen" (pol. "Kraina Lodu"), ale o tym kiedy indziej. Zobaczyłam tutorial, wypróbowałam, cośtam mi wyszło:




Jest to po prostu warkocz holenderski, u mnie zaczęty praktycznie nad samym prawym uchem. Uwierzcie mi, że jeżeli uda się Wam zrobić pierwsze dwa sploty, to potem jest to bułka z masłem. Ale przy początku myślałam, że się zastrzelę. No i na moich pocieniowanych włosach oczywiście rozłazi się to jak cholera :3

Tutorial z którego korzystałam:





Co sądzicie o takim splocie? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...