7 października 2015

Co robić we Wrocławiu przez weekend? || Moje 4 dni we Wrocławiu


Przed każdym wyjazdem planuję, co chcę zobaczyć. Pytam gdzie zjeść, żeby się potem nie miotać, szukam promocji, okazji, wydarzeń. Tym razem byłam przesuper zorganizowana i chcę się z Wami podzielić relacją z naszego przedłużonego weekendu we Wrocławiu :)

Miesiąc przed... 

Zaczęliśmy od zakupu biletów na... samolot! W tej chwili ryanairem polecimy już za 19 zł (ale pamiętam, że zdarzały się promocje i na 9 zł w jedną stronę). My w sumie zapłaciliśmy po 80 zł za osobę, bo chcieliśmy wrócić po południu, a nie o 6 rano... Polecam taką opcję wszystkim, którzy mają taką możliwość, bo nawet z dojazdem do Modlina (drugi koniec świata :P) wychodzi szybciej, taniej i wygodniej niż pociągiem. 

Po zakupie biletów zaczęliśmy szukać noclegu. Tu z pomocą przyszła nam strona booking.com, przez którą od razu dokonaliśmy rezerwacji. Wybraliśmy hostel Cinnamon, który miał świetne opinie. Niestety życie to później zweryfikowało...

Tydzień przed...

Przejrzałam iks blogów i stron, żeby wybrać miejsca, które odwiedzimy. Zapytałam znane mi wrocławskie wizażanki o miejsca, w których można coś dobrego zjeść, wypić i ogólnie spędzić czas. To był naprawdę świetny krok, bo żadnym z lokali się nie rozczarowaliśmy.

Przejrzałam też wrocławskiego groupona - dzięki temu trafiłam na dwa bilety na rejs po Odrze w cenie jednego :) Przeglądając stronę aquaparku wyczaiłam podobną promocje - dwa bilety na 3h w cenie jednego, wyszło to taniej niż bilety dla nas na godzinę ;) 

Myślę, że warto przejrzeć takie oferty przed każdym wyjazdem do większego miasta w Polsce - a nuż trafi się jakaś atrakcja, o której nie mieliście pojęcia? 

No dobra, to teraz:

DZIEŃ 1

Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy po wylądowaniu, był zakup biletów 72h na komunikację miejską. Wystarczyły nam prawie do końca wyjazdu, a nie musieliśmy się przejmować kupowaniem biletu przy każdym przejeździe. Bilet normalny kosztuje 26 zł, ulgowy połowę - 13 zł. 

Bezpośrednim autobusem dojechaliśmy do Śródmieścia, pod CH Renoma, gdzie weszliśmy na moment do Costy, żeby zorientować się w sytuacji. Doba w hostelu zaczynała nam się dopiero o 14, więc mieliśmy jeszcze dobrych kilka godzin do zagospodarowania. Pozwolono nam zostawić bagaże, a my poszliśmy sobie w kierunku Rynku, jedząc po drodze obiad. Listę miejsc gastronomicznych wypiszę w kolejnym poście, bo tutaj i tak będzie meeega tasiemiec. 


Wrocławski Rynek bardzo mi się spodobał. Byliśmy tam codziennie po kilka razy przy różnych okazjach :)


Fontanna na Rynku


Pomnik zwierząt hodowlanych na Jatkach


Przespacerowaliśmy się też nad Odrą (co w tym mieście nie jest trudne :P) - bardzo ładnie jest to wszystko ogarnięte i zagospodarowane :) 


A to widoczek z jednego z trzech punktów widokowych, na których byliśmy. Ten akurat był całkowicie darmowy - wjeżdżając na saaamą górę Galerii Dominikańskiej, dostaniecie się na parking na dachu :) Bardzo ładnie z niego wszystko widać.
Po krótkiej drzemce w hostelu wybraliśmy się do aquaparku. No i tutaj się okazało, że chyba jesteśmy już za starzy na takie atrakcje, bo z wykupionych trzech godzin nie wykorzystaliśmy nawet dwóch ;) Wygrzaliśmy się trochę w jacuzzi, zjechaliśmy po razie z każdej zjeżdżalni (jedna przyprawiła mnie prawie o zawał) iiiii tyle :P 

DZIEŃ 2

To był dzień przeznaczony na ZOO i okoliczne atrakcje. Wejście do ogrodu kosztuje kupę kasy, bo studencki 35 zł a normalny 40 zł, ale naprawdę warto. 

Afrykarium, czyli pawilon ze zwierzętami wodnymi z różnych części Afryki, zrobił na nas niesamowite wrażenie... Koniecznie tam zajrzyjcie, ale ostrzegam, że jest to czasochłonna atrakcja - samo Afrykarium to jakieś dwie godziny zwiedzania. Na całe ZOO trzeba liczyć ze cztery. 









BTW: polecam dodanie mnie na snapie (tradycyjnie - pannanika) bo wrzucałam pierdyliardy zdjęć i filmików z tymi zwierzakami :D 


Super miejscem była też motylarnia, gdzie można było poprzechadzać się wśród tych uroczych stworzonek :) Niektórzy mieli okazję podziałać jako parking dla motylka ;)

Później poszliśmy w okolice Hali Stulecia i do ogrodu Japońskiego, ale byliśmy tak zmęczeni po ZOO, że tam już ledwo chodziliśmy. 



Na koniec dnia zostawiliśmy sobie wjazd na Sky Tower. Wycyrklowaliśmy tak, żeby być tam na zachód słońca. Bilety - normalny 11, ulgowy 6, a w weekend 15 i 8. 




Czy warto? Jeżeli kogoś jara przebywanie 212 m nad ziemią, to tak. Dla widoków - niekoniecznie. Sky Tower jest za daleko od centrum i nie bardzo coś widać. W o wiele lepszym punkcie byliśmy kolejnego dnia ;) 

DZIEŃ 3 

Zaczęliśmy od Ostrowa Tumskiego. To taka dzielnica (?) na jednej z wysp, tego co zauważyłam mieszczą się tam głównie instytucje kościelne. 




To tutaj jest też Most Tumski, zwany mostem zakochanych, gdzie pary zawieszają swoje kłódki i wrzucają klucz do rzeki. Kłódkę można kupić na straganie obok, problem jest ze znalezieniem miejsca na jej zawieszenie ;)

Świetnym punktem widokowym jest Katedra, a raczej jej wieża. Wejście kosztuje 5 zł, a widać z niej wszystko co trzeba. 


Później mieliśmy płynąć wykupionym na grouponie statkiem, ale spóźniliśmy się jakieś 10 sekund i musieliśmy przeorganizować dzień. Następne w kolejności było zwiedzanie Browaru Stu Mostów. Bardzo je polecam - ja po zwiedzaniu browaru w Żywcu byłam dość negatywnie nastawiona, ale tutaj było super. Zwiedzać można dwa razy w tygodniu, wycieczka jest darmowa, ale przewodnik opowiada o całym procesie produkcji piwa, ze szczegółami. Zwiedzanie umila szklanka bursztynowego napoju zakupionego piętro wyżej ;)





Prosto z browaru polecieliśmy na rejs - tym razem się udało! Wrocław z perspektywy Odry również robi wrażenie - przy ładnej pogodzie na pewno warto wybrać się na taką wycieczkę. Rejsy oferuje kilka firm zlokalizowanych w różnych miejscach. My wypływaliśmy spod Mostu Piaskowego.





Na wieczór zostawiliśmy sobie spacer koło Opery, Nowego Forum Muzyki, aż do Pomnika Przypadkowego Przechodnia. Nie mam zbyt wielu zdjęć, bo była już ciemna noc, ale to trasa, którą naprawdę polecam. Jest ślicznie, widać, że to wszystko jest zadbane.



Krasnali szukałam na każdym kroku - w sumie znalazłam niecałe 30 - z 250 :D Na pewno wrócę szukać kolejnych!

DZIEŃ 4

Ponieważ niedziela była dniem powrotu, nic już nie zwiedzaliśmy. Zostawiliśmy go sobie na ostatni spacer, zakupy i obiad. Bardzo podobało mi się samo lotnisko we Wrocławiu - nówka sztuka, dobrze wyposażone sklepy. O wiele przyjemniej się tam czekało na lot niż w Modlinie, gdzie nie ma nic oprócz budki z hot dogami :P 

No i to tyle. 

Tak jak wspomniałam wcześniej, miejsca, w których jedliśmy opiszę w kolejnym poście. Napiszę jeszcze tylko o hostelu:

Wiedzieliśmy, że w pokoju nie ma łazienki. Spoko. Nie wiedzieliśmy tylko, że płacąc dwukrotną cenę łóżka w pokoju wieloosobowym za dwójkę, otrzymujemy identyczny standard. Niby pościel czysta, ale po kątach brudno. Do łazienek daleko. Śniadania wliczone w cenie były bardzo skromne, ale tu akurat fajnie, że były, bo nie trzeba było się tym martwić. Ale najgorsze jest to, że mnie w łóżku coś pogryzło. A robactwa w pościeli zaakceptować nie mogę.

Znacie Wrocław? Jakie są Wasze ulubione miejsca? Albo ulubione krasnale? 

A może podpowiecie nam jakie miasto powinniśmy odwiedzić przy najstępnej okazji? :)

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

5 października 2015

Co dalej z blogiem?

braveintothenight.tumblr.com


Wykorzystuję ostatni moment przed wyjściem na zajęcia, żeby się do Was szybko odezwać. Tak, znowu przez ponad miesiąc nie pojawił się żaden post. Nie miałam do tego weny. Wiele razy myślałam o tym, żeby porzucić tego bloga w cholerę, ewentualnie zacząć coś od nowa. Dlaczego?

Kiedy zaczynałam prowadzić Liliowy Zakątek byłam na etapie zachłyśnięcia światem urody i kosmetyków. Leciałam do drogerii po każdą nowość, kupowałam na tony nowe lakiery do paznokci, nakładałam na włosy wszystko, co wpadło mi w ręce. Ale przyszedł taki moment, kiedy mi się odechciało. Znalazłam swoich ulubieńców, wypracowałam swoje rytuały. Nie posiadam wiedzy kosmetologicznej pozwalającej mi na pisanie w tym temacie czegoś więcej. 

Dlatego chciałabym troszkę przesunąć tematykę tej strony od bieguna "uroda" w kierunku szeroko rozumianego lifestyle. Wcześniej takie posty zwyczajnie nie były odbierane tak szeroko jak posty urodowe. Ale w tym momencie to i tak nie ma znaczenia: przez moje nieobecności ruch na blogu i tak spadł do stanu z samych początków jego istnienia. Chcę pisać o książkach, o przepisach, o moich ulubionych miejscach. Czasem pokazać kosmetyk, fryzurę czy makijaż. Stawiać na więcej inspiracji, rzeczy, które mnie urzekły. Jeżeli ten blog ma dalej istnieć, chcę, aby był jak najbardziej "mój". 

Daję sobie i Zakątkowi jeszcze jedną szansę i bardzo Was proszę o wsparcie na tym etapie. Domyślam się, że część czytelników odejdzie wraz ze zmianą tematyki, ale mam nadzieję, że pojawią się też nowi :) Bardzo proszę o sugestie, komentarze, bo to jest właśnie to, co motywuje mnie do dalszego pisania i dzielenia się z Wami fajnymi rzeczami, które napotykam na swojej drodze :)

W najbliższym poście chciałabym Wam pokazać co robiliśmy przez przedłużony weekend we Wrocławiu :)

Buziaki!

Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)

21 sierpnia 2015

Ulubieńcy i migawki z wakacji 2015 :)

Cześć! 
Korzystając z momentu przed komputerem, bo za kilka godzin znów wyjeżdżam, chcę Wam opowiedzieć o ulubieńcach ostatnich dwóch miesięcy. Przy okazji zobaczycie kilka migawek z dotychczasowych wyjazdów (Ci, co nie śledzą mnie jeszcze na insta, niech tam koniecznie zajrzą!). Wrzucam też sporo na snapchat. Standardowo znajdziecie mnie tam pod nazwą "pannanika" ;)

Przechodząc do ulubieńców! 


Latem mam mega problemy z suchą skórą i suchymi włosami. Krem Ziaja med kuracja lipidowa kupiłam przypadkiem, przy okazji wizyty w aptece. Jest genialny. Naprawdę, dawno nie miałam tak dobrego kosmetyku. Jest lekki, nie lepi się (nienawidzę, jak krem mi się lepi), a buzię zostawia miękką, nawilżoną i odświeżoną. Cudo!

Dalej - suche usta. Coś strasznego. O pomadce peelingujacej sylveco słyszałam już dawno, ale jakoś nie wierzyłam, że to może być lepsze niż peeling cukrowy, który robię sobie sama. No a jednak. Jest to po prostu wygodniejsze, bo nie marnuje Ci się pół porcji. Pomadka to mix naturalnych olejków i wosków, z zatopionym cukrem. Oprócz efektu ścierania świetnie nawilża. Jak dla mnie must have, zarówno do zadań specjalnych, jak i do codziennej pielęgnacji przed make upem. 

Moje włosy pokochały olejkową maskę z biovaxu. Bardzo mi pasują saszetki, do kupienia np. w biedronce, po jakieś 2 zł. W zależności od tego ile macie włosów, taka saszetka wystarczy na 1-2 mycia. Ładnie nawilża i dociąża włosy. Są gładkie i błyszczące. Bardzo mi się to podoba. 

Lip tint z H&Mu kupiłam za całe 2 zł na wyprzedaży. Na początku trochę nie wiedziałam jak się nim posługiwać, ale jak już do tego doszłam, to się zachwyciłam. Intensywny, trwały kolor. Jeśli jeszcze gdzieś dopadniecie, to polecam!!

Dużym ulubieńcem były też maseczki z H&Mu, o których już pisałam, a teraz nie załapały się do zdjęcia. Tanie i fajne. Polecam i odsyłam do recenzji.

A teraz wakacyjne gadżety-dodatki. 

Biżuteria z lego, którą kupiłam na targu rękodzieła we Włoszech. Jest super :D Te klocki normalnie działają i nie wiem, czemu sama nie wpadłam na to wcześniej :D 


W ogóle targ w Porto Recanati był niesamowity. Miasteczko przepiękne - podobno George Clooney chciał tam kupować dom ;), a na targu mnóstwo ciekawych rzeczy do kupienia. Zobaczcie stoisko z rzeczami dla lalek barbie:







To wszystko było ręcznie robione, chyba z modeliny. Jakbym była małą dziewczynką to bym się posikała ze szczęścia nad tym stoiskiem, a tak tylko się zachwycałam :D

Okulary kupiłam na wyprzedaży w mohito, za 19 zł. Baaardzo mi się podobają, niestety już udało mi się zgubić jedną śrubkę, ale zastąpiłam ją taką z okularów, których nie noszę.



Zanim przejdę do ulubieńców muzyczno-kulturalnych, pokażę Wam jeszcze kilka zdjęć z Włoch i z Mazur. 







A teraz Mazury...








No dobra! To teraz serial:



Orange is the new black to serial Netflixa (swoją drogą mam nadzieję, że Netflix w końcu wejdzie do Polski!), tak samo jak House of Cards. Wychodzi jeden sezon rocznie od razu cały. Dwa pierwsze dni po zakończeniu sesji spędziłam na oglądaniu najnowszego sezonu. Serial dzieje się w damskim więzieniu i jest niesamowity. Jeżeli szukacie dobrego serialu, który nie będzie głupi, ale też nie będzie zbyt ciężki, to koniecznie spróbujcie OITNB ;)


Ted 2. Jedynki już prawie nie pamiętam, na dwójce sikałam ze śmiechu. Jeśli lubicie prosty, chamski humor i nie odrzuca Was humor na niskim poziomie moralnym, nie szanujący żadnych świętości, to naprawdę polecam :D

Odkryłam też prześmieszną serię na youtubie, nazywa się Beauty Break. Oglądam każdy odcinek, który mi wpadnie w oczy i za każdym razem mega się śmieję :D Sprawdźcie koniecznie. 




I na koniec muzyka: 




Obie te płyty - świetne do słuchania, żeby się trochę wyczillować. Polecam też dwie playlisty ze spotify:

Hiciory z dzieciństwa :D

 


A tutaj spokojne, trochę smutne kawałki z ostatnich kilku lat. Obie ostatnio katuję. 

No dobra, to ja spadam pakować się nad morze ;) Koniecznie zaglądajcie na instagram i na snapa, po więcej zdjęć, migawek, filmików ;)


Podoba Ci się u mnie? Możesz polubić stronę bloga na facebooku, zaobserwować go na bloglovin, albo wejść na mój instagram! Zapraszam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...