Potrójnie nawilżający krem do ciała to jedno z dzieci Batha&Body Works czyli amerykańskiej firmy, która jesienią wkroczyła na polski rynek.
Jak doskonale wiecie, jestem ich wielką fanką od samego początku, dlatego moje szczęście było niepomierne, gdy dostałam cały zestaw ich kosmetyków pod choinkę.
Był tam właśnie między innymi ten kosmetyk:
Nie będę pisać o samym zapachu, bo tego nie umiem robić. Mogę się za to wypowiedzieć o samym kremie :)
Opakowanie: Duża, wygodna tuba. Porządne zamknięcie, wygodnie się wyciska, nic nie pęka, nic nie odpada.
Konsystencja: Jest gęsty i dość tępy. Trzeba się trochę namachać, żeby go rozprowadzić. Wchłania się bardzo wolno, po nocy nadal czuć film na łydkach.
Działanie: skubany naprawdę działa. Używałam go głównie zimą i to tylko na łydki, bo jest dla mnie za ciężki, żeby go używać na co dzień na całe ciało. Naprawdę nawilża jak trzeba i nie można mu tu nic zarzucić. Jednak jego formuła jest trochę męcząca.
Zapach: powiem tylko, że jest bardzo intensywny i niektórym może to przeszkadzać.
Skład:
Widać tu kilka fajnych, nawilżających składników, takich jak gliceryna czy olej ryżowy. Jest też niestety trochę syfu.
Cena: ja mam na tubce naklejone 12,5$, nie mam pojęcia ile kosztuje w polskim sklepiej.
Dostępność: Tylko w Warszawie, Galeria Mokotów i Złote Tarasy.
Podsumowując!
Produkt jest dobry, ale nie zachwycający. Jego słabe strony to zbyt ciężka konsystencja, nie do końca ładny skład i dość wysoka cena.
Nie warto go jednak dyskwalifikować, bo działa naprawdę dobrze :)
Miałyście styczność z tymi kosmetykami?
Jakie mocno nawilżające balsamy do ciała lubicie najbardziej?