16 kwietnia 2013

Rolki rolki rolkiiiii!!! Wycieczka po Piasecznie i trochę o marudzeniu :)

Ten post zacznę od przytoczenia kolejnej historyjki z serii jak to Nika miała dobrze na blokowisku a jak jej źle na wsi. Ci, którzy mają ich już dosyć mogą od razu przeskoczyć do następnego akapitu :P

Jak część z Was może pamięta, przeprowadziłam się prawie dwa lata temu z uroczego osiedla z wielkiej płyty na warszawskich Bielanach do jeszcze bardziej uroczego domku z kominkiem (kto ogląda rodzinkę.pl to może sobie poimaginować) na południowym końcu Warszawy. Paradoksalnie, mieszkając w mieście miałam obok siebie las i kilka parków, oprócz tego całe osiedle było przeplecione zielenią i betonowymi alejkami idealnymi do jazdy na rolkach. Tutaj nie ma nawet gdzie iść na spacer. I nie, to nie jest tak, że ja przesadzam, bo jestem na zesłaniu. Tu na spacer się chodzi wokół mojego osiedla, ewentualnie do sklepu, a w poszukiwaniu większej rekreacji jedzie się do Fashion House'a. Tak więc od przeprowadzki na rolkach byłam RAZ, na Nightskateingu w Warszawie.

Pierwsze podejście do rolek zrobiłam w sobotę, chcąc zrobić rekonesans po okolicy. A nuż się coś znajdzie. Pojeździłam jakieś 20 minut, niestety wszędzie kostka, a uliczki kończą się ślepo w polu. Przyjemność z jazdy średnia. Ale to zawsze coś.

Dzisiaj pogoda była cudowna, w centrum co chwilę ktoś na rolkach, a ja marudzę, że poszłabym na rolki, ale tak bardzo nie mam gdzie. Pewnie, mogłabym wsiąść w pociąg i pojechać nad Wisłę, ale z tego już się robi grubsza wyprawa, a ja jak chcę iść na rolki to je zakładam i wychodzę, tylko wtedy to działa. Ale potem stwierdziłam, że tak nie można. Od dwóch lat narzekam, że nie mam gdzie jeździć, a nawet nie spróbowałam znaleźć rozwiązania.

Po wejściu do domu weszłam na mapy google i zaczęłam szukać w okolicy miejsca, gdzie dałoby się pojeździć. Et voila! W Piasecznie jest park miejski!

Sprawdziłam trasę, pokombinowałam jak pojechać tak, żeby mieć chociaż jako taki chodnik i wyszłam :)


Łatwo nie było. Wszystkie chodniki z kostki, tylko w kilku miejscach mogłam jechać po ulicy, spory kawałek musiałam przejechać wzdłuż ruchliwej drogi, po której jeżdżą TIRy i strasznie pylą. Ale to nie ważne. 
Już po pierwszych kilku metrach czułam się przecudownie, miałam łzy szczęścia w oczach i śmiałam się do siebie jak głupia :D Rolki są lepsze niż terapia, obiecuję :) 

Przy okazji pozwiedzałam Piaseczno, w którym wcześniej byłam tylko w celu pójścia do Rossmana i raz na basen :P

Miasteczko od strony trochę innej niż Puławska:



Park :)




Sam park niestety okazał się dość słaby, przede wszystkim bardzo zaniedbany, alejki niby betonowe ale potrzaskane strasznie. Ale i tak było warto :)

Plac miejski:




Tutaj na pewno jeszcze przyjdę i pokażę Wam więcej zdjęć :)

A całość od strony treningowej wyglądała tak:


Sto razy bardziej wolę to, od Chodakowskiej przed telewizorem. Jutro postaram się to powtórzyć, może trochę zmodyfikuję trasę :D

Jaki jest morał tej przydługiej historii, przez którą pewnie niewiele z Was przebrnęło, oprócz tego, że nie ma nic lepszego na chandrę, niż rolkowy zastrzyk endorfin? 

Zamiast narzekać, spróbuj znaleźć rozwiązanie, bo czasem może ono być trywialnie proste :)

Buziaki!





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...